sobota, 11 lipca 2015

Rozdział 7

Kiedy weszli do Wielkiej Sali, wszystkie oczy zwróciły się w ich stronę. Hermiona dopiero teraz zdała sobie sprawę, że jest ciągnięta za rękę przez Malfoy'a i w dodatku śmieje się jak nienormalna z kąśliwych uwag obu ślizgonów. Szybko się opamiętała i wyrwała blondynowi.
- My już pójdziemy. - powiedziała łapiąc Ginny pod rękę.
Draco spojrzał na Blaise'a.
- To smacznego. - powiedział odwracając się znowu w stronę dziewczyn.
Już miały odejść, kiedy zatrzymał je jeszcze raz głos blondyna.
- Będziesz dzisiaj na błoniach?
Brązowowłosa odwróciła się do chłopaka i kiwnęła szybko głową.
- To świetnie. - ślizgon uśmiechnął się i pobiegł za Blaise'em do stołu Slytherinu.
- Nie wiedziałam, że spotykasz się z Malfoy'em. - Ruda zmarszczyła brwi patrząc na przyjaciółkę.
Hermiona pokręciła tylko głową i parsknęła krótkim śmiechem.
- Nie spotykam się z nim, tylko czasami, kiedy się uczę, on też przychodzi na błonia i mnie pyta.
- Tak, tak, tłumacz się, tłumacz. - Ginny bawiła się doskonale podpuszczając Hermionę. Siadły przy sole Gryffindoru i nałożyły sobie jedzenia. - A poza tym, - ciągnęła młodsza gryfonka. - tylko winny się tłumaczy! Ot co!
Hermiona spojrzała z litością na swoją przyjaciółkę.
- Weź ty się lepiej zajmij jedzeniem. - powiedziała w końcu.
Panna Weasley tylko wzruszyła ramionami i zajęła się swoją jajecznicą.

***

Hermiona szła korytarzem, kiedy nagle coś ciężkiego ugodziło ją w plecy i upadła na podłogę. Usłyszała trzask rozbijanej porcelany i śmiech Irytka. Dotknęła obolałego miejsca i syknęła z bólu. Spojrzała ze złością na szczątki zabytkowego wazonu i zaklęła po cichu. Próbowała wstać, ale skutecznie uniemożliwiała jej to ból. 
- Następnym razem uważaj Granger. - usłyszała cichy, zdawkowy głos, a chwilę potem ktoś wyciągnął do niej rękę. Wstała i oparła się o ścianę dysząc ciężko.
- Dzięki... Parkinson?
Hermiona była zdziwiona. Dotychczas obie mijały się tylko na korytarzach, nawet nie odzywając się do siebie, a teraz zamiast przejść koło niej obojętnie i udawać, że nic nie widziała, ślizgonka oferuje jej pomoc... i nawet dotyka szlamy, żeby podnieść ją z podłogi.
- Co ty taka zdziwiona. - Pansy wzruszyła ramionami. - To jest mój jeden dobry uczynek na dzień. - dziewczyna dopiero teraz spojrzała na oniemiałą gryfonkę. - Chcesz iść do skrzydła szpitalnego?
- Nie, chyba nie. Poradzę sobie, dzięki. - Hermiona dopiero teraz otrząsnęła się z szoku.
- To chodź. Chyba, że chcesz się spóźnić na Zaklęcia. - zawyrokowała brunetka i ruszyła korytarzem.
Hermiona pobiegła za nią i po chwili zrównały się. Szły w ciszy, pogrążone we własnych myślach. Kiedy w końcu dotarły pod klasę profesora Flitwick'a, po raz drugi w tym dniu wszystkie oczy były zwrócone na Hermionę.
- Jeszcze raz dzięki. - powiedziała brązowooka i uśmiechnęła się niepewnie.
Pansy tylko machnęła ręką i ruszyła w stronę pozostałych ślizgonów.

***

Zaklęcia minęły bardzo szybko, a następna była Transmutacja. Hermiona weszła do klasy i od razu spostrzegła machającego do niej Diabła i patrzącego na przyjaciela z litością Malfoy'a. Dziewczyna ruszyła w ich stronę. Nadal nie mogła się przyzwyczaić do tego, że siedzi z nimi w ławce, dlatego też Blaise skrzętnie przypominał jej o tym co lekcję. Brązowowłosa usiadła pomiędzy chłopakami i wypakowała swoje książki. McGonagall popatrzyła na to sceptycznie, ale mimowolnie na jej usta wypłynął ledwo zauważalny uśmiech. Szybko zaczęła lekcję.
- Dzisiaj będziemy transmutować szczotkę w jeża i na odwrót. - powiedziała profesorka, a Hermiona uśmiechnęła się pod nosem. Dla niej to było banalnie proste.
- Bardzo dobrze. - podsumowała nauczycielka pod koniec lekcji, kiedy już usunęła jeże rozpłaszczone na ścianie i szczotki spacerujące po sali i obijające się o ściany. - Na koniec proszę, żebyście dobrali się w pary. Na jutro proszę zrobić projekt o transmutacji między ludzkiej.
W sali wybuchł gwar rozmów. Wszędzie przepychali się uczniowie, w poszukiwaniu osób z którymi chcieliby być w parze.
- Co ty na to? - usłyszała za sobą głos Malfoy'a. Odwróciła się do chłopaka i spojrzała w jego stalowe oczy.
- Nie chcę się narzucać, pewnie chciałbyś być w parze z Blaise'm. - powiedziała niepewnie.
- Naprawdę aż tak mnie nie lubisz, że każesz mi pracować z Zabbinim? Już i tak wystarczy, że widuję go codziennie. - zaśmiał się blondyn. - A z resztą, on sobie poradzi. - dodał po chwili zadumy.
- Czy chciałeś przez to powiedzieć, że ja sobie nie poradzę? - zapytała zadziornie i zrobiła obrażoną minę.
- Nie, no coś ty... - powiedział patrząc w sufit i uśmiechając się zadziornie. - To jak, zgadzasz się.
- No niech ci będzie. - skapitulowała.
W tym momencie zadzwonił dzwonek obwieszczający koniec lekcji. Blondyn złapał za torbę i odwrócił się do dziewczyny.
- To u mnie po obiedzie? - zapytał.
- Okej. - zgodziła się i razem poszli na następne zajęcia.

Reszta lekcji minęła dosyć szybko i kiedy skończyły się ostatnie tego dnia Eliksiry, dziewczyny szły na obiad do Wielkiej Sali. Ginny cały czas nawijała Bóg wie o czym, a Hermiona udawała całkowite skupienie.
- Ciekawe... - powiedziała nagle Ruda.
Hermiona otrząsnęła się z zadumy i spojrzała na przyjaciółkę.
- Co jest ciekawe? - zapytała.
Dziewczyna nie odpowiedziała, tylko wskazała ręką w stronę gdzie sama patrzyła zawzięcie próbując cokolwiek usłyszeć. Hermiona też tam spojrzała i przeżyła lekki szok. Otóż w kącie przed Wielką Salą stały Astoria Greengrass i Pansy Parkinson i ostro się o coś kłóciły.
- Myślałam, że to takie psiapsiułeczki, a tu proszę. - skomentowała Ginny. Stały tak chwilę przed komnatą, jak wmurowane, patrząc się na spierające się dziewczyny.
- Pomogła mi dzisiaj. - wypaliła bez zastanowienia Hermiona i uciekła wzrokiem.
- Co? O co ci chodzi?
- Parkinson... pomogła mi dzisiaj. - wyjaśniła brązowowłosa i ruszyła do jadalni.
- Ale jak? - młodsza gryfonka dogoniła przyjaciółkę. Wydawała się lekko skołowana. - Parkinson?
- Nie do wiary, co nie? Też na początku wydawało mi się to nierealne, ale to prawda. - Hermiona wybuchnęła urywanym śmiechem widząc minę Ginny.
- Wyglądasz jak srający kot na pustyni. - skomentowała wygląd przyjaciółki i usiadła przy stole.
- Czyli, że Parkinson ci pomogła... w jakim sensie? - dociekała Ruda z zaciekawionym wyrazem twarzy.
Hermiona tylko wywróciła oczami.
- O Boże, kobieto, zjeść człowiekowi nie pozwalasz.
- O no, przeżyjesz, a teraz mów. - nalegała gryfonka.
- Irytek cisnął we mnie wazonem. - tłumaczyła Hermiona jednocześnie pijąc sok. - Nie mogłam wstać, a Pansy mi pomogła się podnieść... I nawet zapytała, czy nie muszę iść do Skrzydła Szpitalnego.
I znów Hermiona żałowała, że nie ma przy sobie aparatu. Mina Ginny była bezcenna.
- Zamknij buzię, bo ci mucha wleci. - powiedziała jeszcze tylko brązowowłosa i zajęła się swoim kurczakiem.
Jadły w ciszy. Każda była pogrążona w swoich myślach. Hermiona myślała jak będzie wyglądać jej współpraca z Malfoy'em. Czy nie zrobiła błędu dobierając się z nim w parę? Ale z drugiej strony przecież tak dobrze dogadywała się z nim w tym roku...
- Słuchasz mnie? - doszedł ją zniecierpliwiony głos Ginny.
- Nie. - odpowiedziała zgodnie z prawdą i przeniosła wzrok na przyjaciółkę. - Teraz słucham.
Gryfonka przewróciła oczami i kontynuowała.
- Pytałam, co robisz po obiedzie.
Hermiona bezmyślnie nawinęła makaron na widelec, patrząc jak tworzy spirale.
- Idę do Malfoy'a robić projekt z Transmutacji. - odparła po chwili milczenia.
- A potem? - Ginny nie chciała rozwijać tematu.
- Potem mam patrol. - wyjaśniła Hermiona, wdzięczna, że Ruda oszczędziła sobie drwin.
- Nie masz dla mnie w ogóle czasu. - zawyrokowała Panna Weasley. Położyła głowę na oparciu krzesła i zrobiła smutną minkę.
- Nie rób tak, bo wyglądasz jak smutny mops. - poprosiła Hermiona.
- Właśnie tak mam wyglądać. - odparła Ginny nie zmieniając pozy.
Hermiona przez chwilę starała się być twarda, ale te oczy...
- O już dobrze! - skapitulowała w końcu. - Co powiesz na babski wieczór w piątek?
- I to jest myśl. - Ruda klasnęła w dłonie i ucałowała brązowowłosą w policzek.
- To ja lecę. - krzyknęła jeszcze tylko i już jej nie było.

***

Draco czekał na nią przed Wielką Salą.
- Gotowa na robienie projektu?
Hermiona kiwnęła głową i ruszyli do dormitorium blondyna.
Był to duży pokój, kształtem przypominający sypialnię brązowowłosej. Wszystkie ściany, oprócz jednej przy łóżku, która był wyklejona srebrną tapetą w czarne węże, były zielone. Na środku pokoju położony był włochaty dywan. Były tu również kanapa oraz dwa fotele, które stały przy kominku. Obok znajdował się niewielki barek. Naprzeciw kominka były jeszcze jedne drzwi, które, jak domyśliła się Hermiona, podobnie jak u niej prowadziły do prywatnej łazienki ślizgona. Łóżko było duże, z zieloną kołdrą oraz poduszkami i srebrnym prześcieradłem oraz narzutą. Przy jednej ze ścian stało duże biurko, wykonane z ciemnego drewna.
- Rozgość się. - powiedział blondyn i zaczął rozpakowywać swoją torbę.
Hermiona położyła swoje rzeczy na kanapie i rozglądnęła się. Podeszła do kominka, na którym stały różnego rodzaju pamiątki i kartki.
- Możesz chwilę poczekać? - usłyszała pytanie ślizgona. - Skoczę tylko szybko do lochów, bo Blaise zapomniał oddać mi książkę.
- Tak, jasne.
Draco uśmiechnął się.
- To mi zajmie tylko chwilę. - powiedział i wyszedł.
Gryfonka znowu rozejrzała się po pokoju. Wzięła do ręki jedną z kartek i zaczęła czytać.

Kochany synu!
Z okazji urodzin chciałabym życzyć Ci wszystkiego co najlepsze. Wiesz, że bardzo chciałabym się z tobą zobaczyć, ale sam rozumiesz teraźniejszą sytuację... Zobaczysz, że to już niedługo się skończy. Ojciec jest dla mnie bardzo surowy. Mimo to, że jest podłym draniem, bardzo go kocham. Proszę, spróbuj go zrozumieć. Wiem, że to nie są najlepsze życzenia urodzinowe, ale tylko tak mogłam do Ciebie napisać. Wszystkie listy są przechwytywane. Mam nadzieję, że kartki urodzinowe nie. Najlepiej jednak będzie jeśli ją spalisz... tak dla pewności. Słyszałam, że Pansy bardzo Ci pomaga. To dobra dziewczyna, proszę, nie skrzywdź jej po raz drugi. Na koniec, chcę tylko, żebyś pamiętał, że bardzo Cię kocham i ojciec wbrew pozorom też. Bądź silny.

mama

Hermiona patrzyła na list oszołomiona.
-- A więc wcale nie spalił kartki, jak radziła mu matka. -- myślała, a w gardle rosła jej wielka gula. Tak naprawdę nie wiedziała co po wojnie stało się z matką Malfoy'a.
Odłożyła kartkę na miejsce i podeszła do biurka. Leżały na nim rzeczy blondyna, nieskończone eseje i różne inne papiery. To właśnie tu jako w jedynym miejscu w tym pokoju stały zdjęcia. Dziewczyna zaczęła oglądać fotografie. Na jednej z nich był mały Draco wraz z rodzicami. Nie uśmiechali się, nie machali. Stali sztywno, poważnie patrząc w obiektyw. Na drugim zdjęciu stali Draco i Narcyza. Tym razem uśmiechali się, a ich oczy były radosne. Hermionę zdziwiło to, że postacie na fotografi się nie ruszały. Widocznie to zdjęcie zostało zrobione mugolskim aparatem. Na trzecim obrazku stała Pansy, Narcyza i jakaś blondynka. Na tym zdjęciu postacie śmiały się i ruszały. Po chwili w obiektywie pokazał się roześmiany Draco, ale zaraz znikł. Gryfonka wzięła fotografię do ręki i dotknęła palcem twarzy owej blondynki.
- Mirian. - usłyszała za sobą cichy szept. Obróciła się wystraszona i zobaczyła twarz Malfoy'a. Uśmiechał się łagodnie, trochę smutno patrząc na postacie na zdjęciu.
- Przepraszam, ja po prostu... - próbowała się wytłumaczyć.
- Nic nie szkodzi. - spojrzał jej w oczy. - Robimy ten projekt? - zapytała po chwili.
- Tak. - odparła lekko skołowana. Odstawiła ramkę i usiadła na kanapie.
Znowu zaczęli wypakowywać potrzebne rzeczy.
- Kiedyś ci o niej opowiem. - odpowiedział na dręczące Hermionę pytanie.
I znowu cisza. Tym razem przerwała ją brązowowłosa, zadając następne pytanie.
- Czy ty i Pansy...
- Jesteśmy przyjaciółmi. - wyjaśnił nie patrząc na dziewczynę.
- Zawsze myślałam, że ona... że wy... - jąkała się gryfonka patrząc na chłopaka.
- Kiedyś byliśmy parą, ale to nie miało przyszłości. - dopiero teraz na nią spojrzał. - Bardzo dużo jej zawdzięczam. Wspierała mnie, kiedy służyłem Temu potworowi. Jest naprawdę dobrą przyjaciółką. Wiem, że zawsze mogę na nią liczyć... podobnie jak na Diabła.
- Tak właśnie rodzi się prawdziwa przyjaźń, w biedzie. Domyślam się, że było wam trudno.
- Bardzo. - zawiesił się na chwilę. - Trzeba zacząć ten projekt, bo do jutra nie skończymy.
Więcej nie poruszali ciężkich tematów. Rozmawiali o rzeczach błahych i śmiesznych. Kiedy skończyli była 21.20 i zaczęli zbierać się na patrol.

______________________________________

I znowu ja. Dzisiaj krótko i z lekkim opóźnieniem. Nie miałam dostępu do bloggera i jakoś tak wyszło. Tak czy inaczej, rozdział był już napisany i tylko czekał na opublikowanie. Muszę was zasmucić, ale nie wiem, czy wyrobię się z rozdziałem na następny i następny tydzień. Jadę na dwutygodniową kolonię i raczej nie będę miała czasu na napisanie czegoś sensownego. Nie będę więcej truć, więc do następnego rozdziału :)

Nie Normalna


PS KOMENTARZE jak zawsze mile widziane ;)

2 komentarze:

  1. Dopiero dziś trafiłam na twój blog i... wciągnęło mnie ;) Z pewnością będę tutaj częściej zaglądać! Życzę weny i z niecierpliwością wyczekuję następnego rozdziału! :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Podoba mi się. I tu już się dzieje więcej. Plus nowa postać. Robi się coraz ciekawiej. Wdrozylas się. Coraz bardziej podoba mi się jak piszesz. Jestem z ciebie hmm dumna bo widzę jak się rozwijasz ;)
    Pozdrawiam
    Julka;)

    OdpowiedzUsuń