środa, 5 sierpnia 2015

Miniaturka 1

Draco wrócił z pracy i poczuł przepiękną woń dochodzącą z kuchni. Uśmiechnął się, zdjął płaszcz i buty i ruszył w tamtym kierunku. Przy piekarniku stała brązowowłosa dziewczyna w kuchennym fartuchu, nucąc coś pod nosem. Blondyn podszedł po cichu i objął swoją żonę przytulając się do niej.
- A może jakieś dzień dobry? - zapytała ze śmiechem szatynka i odwróciła się do niego.
Pocałował ją czule w usta.
- Tak może być?
- Zawsze. - powiedziała i jeszcze raz go pocałowała.
- Co to za piękne zapachy dochodzą z naszego piekarnika Granger? - zapytał chłopak i spojrzał jej przez ramię.
-  Chciałeś chyba powiedzieć Pani Malfoy. - powiedziała zasłaniając mu jego posiłek.
- Te kurtuazje sobie darujmy. - powiedział Draco i uśmiechnął się szelmowsko. - I jakoś bardziej pasuje mi do ciebie Granger.
Hermiona tylko westchnęła i z politowaniem spojrzała na swojego ukochanego męża. Położyła naczynia na stole i razem usiedli do kolacji.
- Skończyłaś dzisiaj wcześniej? - zapytał w końcu Draco.
- Tak, nie było dzisiaj zbyt wielu pacjentów. - powiedziała i zakręciła widelcem na talerzu.
- Widzę, że coś jednak dzisiaj się stało. - powiedział blondyn przyglądając się zmartwionemu spojrzeniu żony.
- Ja tylko... - zaczęła i spuściła wzrok. - Mieliśmy dzisiaj pacjenta. Lekarz z nieoperowalnym tętniakiem mózgu. - podniosła wzrok na męża. - Nawet nie wiesz, jakie było jego zdziwienie, kiedy mu o tym powiedziała. - po jej twarzy spłynęła jedna łza. - A ja go dobrze rozumiałam. - wyszeptała gorączkowo i ukryła twarz w dłoniach. - I właśnie wtedy zrozumiałam, że my lekarze wcale nie jesteśmy nieśmiertelni. Każdy z nas umiera, nie zależnie od tego kim jest. Mimo tego, że ratujemy życie, przyjdzie taki dzień, kiedy nie będziemy w stanie uratować nawet samych siebie. - teraz już szlochała, a krople łez moczyły rękawy jej bluzki.
Draco zerwał się z miejsca i ukląkł przed żoną. Złapał jej dłonie.
- Spójrz na mnie. - poprosił, a gdy Hermiona podniosła na niego wzrok kontynuował. - To nie nam jest myśleć o czasie ani o miejscu. - powiedział z błagalną nutą w głosie patrząc na zapłakaną brązowowłosą. - Jesteśmy lekarzami, pomagamy przeżyć. Nie możemy myśleć o tym, że to wszystko się kiedyś skończy, bo jaki w tedy sens miałaby nasza praca?
Była gryfonka otarła łzy rękawem i kiwnęła głową.
- Masz rację, nie będę się zamartwiać. - wstała i zaczęła zbierać talerze po kolacji.
Draco również wstał i przytulił szatynkę.
- Idę się umyć. - powiedział.
- Nie zapomnij włączyć wentylatora. - krzyknęła za nim Hermiona, a chłopak zaśmiał się na to w duchu. Nie wiedział dlaczego, ale jego żona miała obsesję, żeby po każdej kąpieli włączać wentylator. Podobno przeszkadzały jej zacieki na ścianach, czy coś takiego.

Po szybkim prysznicu Draco zastał Hermionę w salonie oglądającą jakiś film.
- Co oglądasz? - zapytał siadając obok.
- Jakiś romantyk. W sumie całkiem fajne. - odpowiedziała i przytuliła się do niego.
W tym momencie zadzwonił telefon i blondyn podszedł odebrać. Rozmawiał chwilę, a mina coraz bardziej mu rzedła.
- Kto to? - zapytała szatynka, kiedy w końcu odłożył słuchawkę.
- Ze szpitala. - powiedział ponuro. - Muszę jechać do pacjenta.
Hermiona kiwnęła głową i kichnęła.
- Nic ci nie jest? - zapytał Malfoy podając jej chusteczkę.
- Nie, to tylko grypa. - wyjaśniła. - Będzie dobrze.
Pocałowała go na pożegnanie.
- Będę czekała.
- Lepiej idź spać, przyjdę późno.

***

Nie wiedział, że ta jedna sprawa przeciągnie się w milion różnych spraw, które zajęły mu całą noc. Dopiero nad ranem zaczęło się dziać coś naprawdę ważnego. 
- Co się stało? - zapytał Kelly- jedną z pielęgniarek.
- W autobus wjechał samochód ciężarowy. Jest wielu rannych. - powiedziała szybko i odbiegła pomóc w transportowaniu nowych pacjentów do sal.
Draco jeszcze chwilę stał i nagle ją zobaczył. Rude rozwiane włosy, brązowe tym razem przerażone oczy...
- Boże, co ty tu robisz Ginny? - zapytał podbiegając do dziewczyny i przytulając ją. - Byłaś w tym autobusie? Jesteś ranna? - zasypywał ją pytaniami.
- Ja nie wiem jak to się stało... ona... - łkała wymachując rękami, jakby coś tłumaczyła.
- O... o co chodzi Ginny? Chodź, zaprowadzę cię do sali i zbadam. - wziął ją za rękę, ale ona się wyrwała dalej płacząc.
- Ona, ona nie... 
- O kogo ci chodzi Ginn? - zapytał już coraz bardziej poddenerwowany Draco.
- Hermiona... - wyszeptała rudowłosa, a łzy ciekły jej co policzkach.Nie wyrywała się, nie krzyczała. Patrzyła, jak blondyn na dźwięk imienia swojej żony momentalnie tężeje.
- Co z nią Ginny?! Co z moją żoną! - krzyknął histerycznym tonem. 
- Ona też tam była. - powiedziała dziewczyna ledwo słyszalnym tonem.
Pognał w głąb szpitala, a za nim Ruda. Wbiegł do sali, gdzie leżała szatynka i pobladł. Jego ukochana żona leżała nieprzytomna, cała pokaleczona i w krwi na jednym z łóżek szpitalnych, które tak dobrze znał przez tyle lat pracy w tym szpitalu.
- Hermiona... - wyszeptał czując jak do jego oczu napływają łzy.

***

Siedział w swoim gabinecie rozmyślając nad tym, dlaczego Hermiona się nie budzi. Przeprowadzili szereg badań, ale nic nie pomagało w rozwiązaniu tej zagadki. Przeanalizował jeszcze raz wszystko co wiedział. Nagle do jego gabinetu wpadł jeden z jego najbardziej zaufanych podwładnych, z grobową miną.
- I co? - zapytał Draco zrywając się z miejsca. Była w nim jeszcze ta nadzieja, że wszystko będzie dobrze. Markus spojrzał na niego z bólem w oczach.
- Neoambioza. - powiedział. Na ustach blondyna wystąpił wielki uśmiech.
- Wystarczy zrobić analuksję i będzie po wszystkim. - już podszedł, żeby wyściskać współpracownika ze szczęścia, ale ten się odezwał.
- Nie powiedziałem wszystkiego. Hermiona brała niksjobil. - pokazał pudełko z tabletkami na grypę, które wcześniej zażyła szatynka. - To uniemożliwia wykonanie zabiegu. - dokończył i spuścił wzrok. Nie mógł teraz patrzeć na Malfoy'a, nie w tej chwili, kiedy przekazał mu, że dla jego żony nie ma szans.
- Ona... umrze. - wyszeptał Draco i chwycił poręcz krzesła. Zamknął oczy. To nie mogła być prawda, nie ona, nie jego Hermiona.

***

Szedł powoli korytarzem do sali w której leżała jego ukochana. Nie wierzył, że to będzie pożegnanie. Otworzył drzwi i minął się w nich z pielęgniarką, która wybudzała Hermionę. Czuł się dziwnie musząc jej powiedzieć, że nie może jej uratować. Umierała tu, w szpitalu, gdzie sama tyle razy dawała nowe życie, drugą szansę, której sama nie dostała, w miejscu gdzie wszystko się zaczęło.
Przysiadł na skraju jej łóżka i złapał ją za rękę. Po dziesięciu minutach otworzyła oczy. Było w nich przerażenie. Potoczyła zlęknionym wzrokiem po pokoju i zaczęła się wyrywać. Draco złapał jej twarz w swoje dłonie i skierował jej wzrok na siebie.
- Jestem tutaj. - wyszeptał kojącym głosem. - Nikt cię nie skrzywdzi.
Do jego oczu napłynęły łzy, kiedy zobaczył, że jej wzrok łagodnieje, a ona sama się uśmiecha.
- Gdzie ja jestem? - zapytała.
- W szpitalu. - wyjaśnił. - Pamiętasz co się stało?
Przez chwilę milczała. Potem jej źrenice się powiększyły i potoczyła wzrokiem po swoim ciele.
- Ja... ja... - jąkała walcząc ze łzami. - Ja nie powinnam była wsiadać do tego autobusu.
- To nic. - powiedział i uśmiechnął się przez łzy.
- Jest źle? - zapytała.
Przez chwilę wahał się.
- Uszkodzenie nerek, serca... wątroby... wykryliśmy u ciebie neoambiozę...
- Tabletki. - powiedział Hermiona po chwili zastanowienia. Zacisnęła oczy. - Umrę? - bardziej stwierdziła niż zapytała Hermiona.
Draco milczał czując jak łzy toczą mu się po policzkach. "Zrozumiałam, że my lekarze wcale nie jesteśmy nieśmiertelni. Każdy z nas umiera, nie zależnie od tego kim jest. Mimo tego, że ratujemy życie, przyjdzie taki dzień, kiedy nie będziemy w stanie uratować nawet samych siebie." To ona to powiedział. Teraz faktycznie nie widział sensu w tym całym byciu lekarzem i ratowaniu ludzi, skoro nie mógł uratować osoby, na której najbardziej mu zależało.
- Kocham cię. - wyszeptał i położył się koło niej na łóżku, przytulając ją do siebie i wdychając jej zapach.
- Ja też cię kocham. - wyszeptała, a po jej policzku spłynęła jedna łza. - Nie chcę odchodzić.
Leżeli tak, wtuleni w siebie i zasłuchani w bicie swojego serca.
- Jestem śpiąca. - powiedziała w końcu Hermiona i spojrzała mu w oczy. - Chyba pójdę spać. - zadecydowała.
- Jeszcze trochę. - poprosił ją również patrząc jej w oczy.
Zaśmiała się.
- Zawsze będziesz tak mówił.
- Nie zostawiaj mnie. Co to będzie za życie? 
Przekrzywiła głowę przyglądając mu się. Zawsze tak robiła, kiedy intensywnie nad czymś myślała, lub coś oceniała.
- Przecież to nie jest tak, że mnie już nigdy nie zobaczysz. - stwierdziła. Dotknęła jego policzka i pogłaskała go lekko. Potem przeczesała palcami włosy. - Zdecydowanie takiego lubię cię najbardziej. - stwierdziła z błyskiem w oku. - Wierzę, że mam jeszcze jakieś zadanie do wykonania, coś bardzo ważnego, jeśli tak bardzo spieszy Im się mnie zabrać od ciebie. - powiedziała do takim tonem, jakby zdradzała bardzo ważną tajemnicę.
- Dlaczego jesteś wesoła, dlaczego nie zła, nie masz żalu? - zapytał całkowicie nie rozumiejąc jej lekkiego uśmiechu na twarzy.
- Wolę odejść uśmiechnięta. Choć raz żeby było inaczej. Żeby taką zapamiętał mnie ten świat. - przytuliła się do niego. - Ułożysz sobie życie, będziesz szczęśliwy. I kiedyś się spotkamy, dobrze?
Pocałował ją w czubek głowy zamykając na chwilę oczy i wdychając woń jej szamponu.
Powoli wyłączył maszyny utrzymujące ją przy życiu. Hermiona wydała z siebie słaby jęk.
- Taką cię zapamiętam. - powiedział Draco czując, że w gardle rośnie mu wielka gula.
- Nieraz wyglądałam lepiej. - powiedziała szatynka, śmiejąc się delikatnie. Skrzywiła się nieznacznie.
- Dla mnie zawsze jesteś najpiękniejsza. - powiedział patrząc po raz ostatni w jej ciepłe brązowe oczy i dotykając jej ciepłego ciała.
- Nie zapomnij że cię kocham, nigdy. - wyszeptała słabym głosem zamykając oczy.
- Nawet nie wiesz jak bardzo. - powiedział Draco. Uśmiechnęła się jeszcze na dźwięk tych słów, po czym położyła głowę na jego torsie i zamknęła oczy. Na monitorze obok pojawiła się długa, niekończąca się kreska.

***

Trzasnęły drzwi. Draco stanął w progu swojego domu. Zrzucił płaszcz i buty i poszedł do kuchni. Miał nadzieję, że ujrzy tam krzątającą się Hermionę, która powie mu, że to był tylko sen, kolejny koszmar. Nie było tam jednam nikogo. Piekarnik był zimny i pusty, a z salonu nie dobiegała melodyjka ulubionego serialu jego żony, choć była równo 19:00. Poszedł do ich sypialni. Spojrzał na wielkie, dwuosobowe łóżko, które Hermiona wybierała. Rzucił się na nie i pogrążył we wspomnieniach. Sięgnął ręką do miejsca, gdzie spała brązowowłosa i wyczuł pod poduszką karteczkę. Wyciągnął ją i zaczął czytać.

Draco
Pojechałam odwieźć Ginny. Wrócę 
niedługo, śpij spokojnie.

                                        Kocham,
                                      Hermiona

                 
                                  PS Zostawiłam włączony wentylator w łazience.
                                        Nie zapomnij go wyłączyć


Całość była napisana odręcznym pismem Hermiony. Dopiero teraz poczuł, że jej już niema. Oczy przysłoniła mu ślepa furia. Zaczął płakać i krzyczeć z bezsilnej złości. Rzucał przedmiotami, rozrzucał rzeczy dookoła. Dopiero, kiedy ich ślubne zdjęcie spadło z półki i się roztrzaskało, ogarnął się. Wstał i wyciągnął różdżkę. Szybko naprawił rozbite zdjęcie i postawił je na półce. Poszedł do łazienki, żeby umyć pocięte szkłem palce. Pierwszym, co przyciągnęło jego uwagę, był dźwięk chodzącego wentylatora. Szybko sobie jednak przypomniał, że przecież to Hermiona go włączyła i prosiła, żeby on go wyłączył. Usiadł na muszli klozetowej i gapił się na wyłącznik. Niby było to takie łatwe, ale nie mógł się przemóc. To tyle mu po niej zostało, chodzący wentylator. Wstał i chwiejnym krokiem podszedł do wyłącznika. Wyciągnął rękę i zawiesił ją w powietrzu. Powoli nacisnął przyciski. Wentylator przestał chodzić i wydawać dźwięk. Dokładnie jak serce jego ukochanej.


_______________________________________

Cześć i czołem!

Miniaturka dość smutna. Nie wiem, ale jakoś tak miałam
ochotę napisać coś takiego. Pisana jest na bardzo, ale to bardzo 
szybko, bo z 22:00 na 24:00 w nocy. Nie sprawdzana, ponieważ 
jak już powiedziałam jest noc i jestem śmiertelnie zmęczona.
Koniec może jest słaby, ale mój przegrzany mózg
naprawdę nie mógł wymyślić już nic lepszego. Nie wiem jeszcze,
kiedy pojawi się następny rozdział. Jutro z samego rana 
znów wyjeżdżam, więc zobaczymy. Wszystko zależy od tego, 
ile komentarzy pojawi się pod tą miniaturką. Mam
nadzieję, że wam się spodoba. Jeśli tak, częściej będę coś
takiego wrzucać, bo mam dużo pomysłów na one shot'y.

Nie Normalna


EDIT: Ta miniaturka miała pojawić się już 5.08, ale blogger mi się schrzanił i bla, bla, bla... Tak czy inaczej notka pojawia się dzisiaj, a już za niedługo rozdział.

8 komentarzy:

  1. Piękne <3. Pod koniec miałam jeszcze nadzieję ,że będzie Happy End ,ale nie ;c. Miniaturka cudowna ;3. Życzę weny ;* i czekam na rozdział 10 ;*.
    Pozdrawiam
    /Panna Michell Maliniacz ;3.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jest 3:12
    Nie stać mnie na nic innego, jak tylko napisanie, że miniaturka mi się podoba, mimo iż wręcz nienawidzę takich zakończeń, w których ktoś umiera, no ale. Cóż.
    W każdym bądź razie, czekam na następny rozdział oraz one shot'a. No i od teraz będę komentować na bieżąco.
    Weny!
    Nella_qq

    OdpowiedzUsuń
  3. Jest 3:12
    Nie stać mnie na nic innego, jak tylko napisanie, że miniaturka mi się podoba, mimo iż wręcz nienawidzę takich zakończeń, w których ktoś umiera, no ale. Cóż.
    W każdym bądź razie, czekam na następny rozdział oraz one shot'a. No i od teraz będę komentować na bieżąco.
    Weny!
    Nella_qq

    OdpowiedzUsuń
  4. Jest 3:12
    Nie stać mnie na nic innego, jak tylko napisanie, że miniaturka mi się podoba, mimo iż wręcz nienawidzę takich zakończeń, w których ktoś umiera, no ale. Cóż.
    W każdym bądź razie, czekam na następny rozdział oraz one shot'a. No i od teraz będę komentować na bieżąco.
    Weny!
    Nella_qq

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo się cieszę, że ci się podobało. Od początku miałam zamysł tak zakończyć tę historię.

    Nie Normalna

    PS Z niecierpliwością czekam na następny rozdział na twoim blogu :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Zostałaś nominowana do LA więcej na http://wiezykrwi-graohogwart.blogspot.com/p/blog-page.html !
    Pozdrawiamy
    N&R&L

    OdpowiedzUsuń
  7. Cudowna miniaturka. Naprawdę! Zauroczylas mnie! *,*

    OdpowiedzUsuń