piątek, 28 sierpnia 2015

Miniaturka 2

" I że Cię nie opuszczę, dopóki śmierć nas nie rozłączy. Pamiętasz?"


Mała blondwłosa dziewczynka siedziała na kolanach drobnej brązowookiej kobiety i wskazywała malutkim paluszkiem na coraz to nowe zdjęcia na pożółkłych kartach starego rodzinnego albumu.
- A co to za zdjęcie? - zapytała patrząc swoim przenikliwym wzrokiem na obraz dwójki ludzi śmiejących się i przytulających. Kobieta była ubrana w białą prostą sukienkę a w jej oczach było widać tyle radości i miłości. Mężczyzna za to miał na sobie dosyć podniszczone ubranie, ale również wyglądał na szczęśliwego. Blondyn z czułością patrzył na stojącą obok niego dziewczynę.
Brązowooka również spojrzała na zdjęcie, na które wskazywała jej córka. Przejechała z czułością palcem po starej fotografii.


Stałam na dziedzińcu uważnie wsłuchując się w słowa Lorda Voldemorta kierowane do wszystkich, którzy walczyli o Hogwart.
- Walczyliście dzielnie. Lord Voldemort umie docenić męstwo, dlatego daję wam godzinę. Natychmiast każę wycofać się moim oddziałom. Pochowajcie zmarłych, opatrzcie rannych. I przemyślcie czy warto dalej ponosić bezsensowną śmierć, czy lepiej przyłączyć się do mnie i moich oddziałów i przeżyć.
Nie słuchałam dalej, wiedziałam, że manipuluje mną i moimi myślami. Puściłam się biegiem do Wielkiej Sali, gdzie zgromadziła się większość powstańców. Zabrałam się do pierwszej lepszej pomocy. Zaczęłam opatrywać rany jakiejś dziewczyny. Brunetka której pomagałam była ode mnie młodsza i drobniejsza. Cały czas płakała i mamrotała coś sama do siebie. Musiała oberwać naprawdę mocną klątwą. Obejrzałam dokładnie jej rany i zdecydowałam, że potrzebuję więcej bandaży.
- Zaraz wracam. - wyszeptałam w jej kierunku. I choć dalej mamrotała, spojrzała na mnie, a wzrok miała twardy. Wiedziałam, że się nie podda, że ona też chce walczyć.
Łzy samoczynnie zaczęły lecieć z moich oczu. Podniosłam się szybko i ruszyłam przed siebie. Łzy przesłoniły mi widok i nawet nie zauważyłam, kiedy wpadłam na coś wielkiego, co oplotło mnie opiekuńczo swoimi ramionami.
- Hej, Hermiona, już dobrze. Jestem tu. - usłyszałam znajomy głos i jeszcze mocniej zaszlochałam.
- Już się bałam...
- Ale wszystko jest dobrze. Niepotrzebnie te nerwy. - otarł mi łzy z policzków i dopiero teraz zauważyłam, że ma zabandażowaną rękę. 
- Tak wszystko jest dobrze. - mruknęłam dotykając jego opatrunku. Szybko schował rękę za sobą.
- No wiesz... to tylko takie zadrapanie... nic poważnego, naprawdę. - tłumaczył szybko, czerwieniąc się przy tym.
Dotknęłam jego policzka i uśmiechnęłam się patrząc w jego stalowe oczy.
- Ja rozumiem Draco. Mam się nie denerwować. - spojrzałam w stronę mojej pacjentki i mój uśmiech zbladł.
- Ja tylko...
- Jeśli to poprawi ci humor... - blondyn z tajemniczą miną zaczął grzebać w kieszeniach.
- Draco co ty...?
Chłopak ukląkł na jedno kolano i wyciągnął przed siebie dłoń na której spoczywała mała stokrotka.
- Wiem, że to nie są ani wymarzone oświadczyny, ani wymarzona chwila, ale zważywszy na to, że za chwilę wszyscy możemy już nie żyć... Hermiono Jean Granger, czy chciałabyś wyjść za mnie?
Stałam chwilę z rozwartymi ustami, a w moich oczach zaszkliły się po raz kolejny łzy.
- Oczywiście, oczywiście, oczywiście!!! - zapiszczałam rzucając mu się na szyję i przewracając nas oboje. Pocałowałam go namiętnie, a on oddał pocałunek z równą pasją. Podał mi stokrotkę.
- Od teraz jest twoja. - powiedział patrząc mi prosto w oczy. Pociągnął mnie na równe nogi i krzyknął w stronę jakiegoś wysokiego chłopaka przechodzącego obok nas.
- Ej, ty, chodź tutaj, udzielisz nam ślubu.
Chłopak na początku miał trochę zdziwioną minę, ale posłusznie podszedł. Spojrzałam na swoje podniszczone i pobrudzone ubranie. Szybko wyjęłam różdżkę i transmutowała je w prostą białą sukienkę.
- Zachowajmy te wszystkie ceregiele. - powiedziałam uśmiechając się szeroko w stronę swojego narzeczonego.
- Może i masz rację. - powiedział blondyn śmiejąc się. Odwrócił się do reszty zgromadzonej w Wielkiej Sali i zagwizdał głośno. - Hej, proszę o ciszę! Muszę wam coś oznajmić! - spojrzał na mnie z czułością i wielkim oddaniem. - Razem z Hermioną się pobieramy. Byłbym zaszczycony, gdybyście wszyscy byli tego świadkami. - tym razem spojrzał na chłopaka stojącego obok nas, na co ten chrząknął i zaczął formułkę.
W Wielkiej Sali zapadła grobowa cisza.
- Powtarzajcie za mną. Ja Hermiona Granger biorę ciebie Draconie Malfoy'u za męża i ślubuję ci miłość i wierność w zdrowiu i w chorobie, i że cię nie opuszczę aż do śmierci.
Spojrzałam na ogromny zegar, który wskazywał, że do końca rozejmu zostało nam dziesięć minut. To było zarazem śmieszne i przerażające, że za tych dziesięć cholernych minut to, że składaliśmy sobie przysięgę nie będzie miało większego znaczenia. 
Ja Hermiona Granger biorę ciebie Draconie Malfoy'u za męża i ślubuję ci miłość i wierność w zdrowiu i w chorobie, i że cię nie opuszczę aż do śmierci. - wyszeptałam czując jak do moich oczu napływają łzy. Czułam ogromne szczęście, że chociaż jest tak źle, nadal jest iskierka dobroci i radości, a przede wszystkim nadziei.
Ja Draco Malfoy biorę ciebie Hermiono Granger za żonę i ślubuję ci miłość i wierność w zdrowiu i w chorobie, i że cię nie opuszczę aż do śmierci.
Blondyn uśmiechnął się do mnie pokrzepiająco. Spojrzał głęboko w moje czekoladowe oczy.
Ja Draco Malfoy biorę ciebie Hermiono Granger za żonę - mówił aksamitnym głosem, w którym było słychać tyle miłości, ale i żalu, że nie może spędzić więcej czasu ze swoją ukochaną. - i ślubuję ci miłość i wierność w zdrowiu i w chorobie, i że cię nie opuszczę dopóki śmierć nas nie rozłączy. - dokończył przysięgę. - Będę cię bronił aż do ostatniego oddechu, a jeśli los mi pozwoli mam nadzieję spędzić z tobą resztę życia. - mówiąc te słowa patrzył mi głęboko w oczy z powagą i skrytą obietnicą na lepsze jutro. Nie chciałam żeby tak mówił, żeby czuł się odpowiedzialny za moje życie. Chciałam coś powiedzieć, ale on tylko schylił się delikatnie i pocałował mnie łagodnie.
Rozległy się oklaski i wiwaty. Chłopak, który udzielał nam ślubu dotknął swoją różdżką naszych splecionych dłoni.
- Od teraz jesteście mężem i żoną. - powiedział ze szczerym uśmiechem na ustach. Ja również odwzajemniłam ten uśmiech i mocniej wtuliłam się w Draco. Było mi tak cudownie i bezpiecznie. Nie chciałam żeby ta chwila się skończyła, nie teraz, nie w tej chwili, nigdy...
- Kocham cię Hermiona, tak strasznie cię kocham. Nie zostawiaj mnie nigdy. - usłyszałam przy swoim uchu cichy szept mojego męża. Nie zdążyłam nic odpowiedzieć, bowiem za nami rozległ się krzyk i dźwięk zdjęcia robionego przez magiczny aparat.
- Hej gołąbeczki! Niestety nie mam dla was dobrych wieści. - odwróciliśmy się w tamtą stronę. - Chyba nie uda mi się wynegocjować z Voldemortem nocy poślubnej dla was.
Zaśmiałam się. To Harry patrzył na nas swoimi zdumiewająco zielonymi oczami, w których można było dostrzec ten niesamowity błysk rozbawienia.
- Powiedz mu, że w zamian nie pogardzimy jego rychłą śmiercią. - odkrzyknął do niego Draco. Oboje się zaśmiali.
W czasie, kiedy chłopaki się przekomarzali ja szukałam wzrokiem jeszcze kogoś.
A jednak, stał w pierwszym rzędzie, a nasze spojrzenia się skrzyżowały. Wiedziałam, że nie pochwalał tego związku, ale chciał, żebym była szczęśliwa. Ron delikatnie skinął głową w moją stronę i odszedł znikając w tłumie tłoczących się do nas ludzi. " Będę walczył. Dla ciebie." Dobrze pamiętam kiedy tak powiedział. To było dzień przed bitwą. Czy wiedziałam że mnie kochał? Aż nazbyt dobrze. Nie miałam mu tego za złe. Nie pragnął mnie dla siebie, bo wiedział, że nigdy nie odwzajemnię tego uczucia. Chciał tylko kawałka mnie, czegoś co będzie mu o mnie przypominać.
Wraz z odwróceniem się Rona wybił pierwszy dzwon na Hogwardzkiej wieży. Wszyscy oprzytomnieli, ulotniło się szczęście. Zanim uderzył drugi dzwon, szybko przetransmutowałam swój strój znów w zniszczone, stare ubranie. Spojrzałam z bólem na Draco i zawarliśmy milczące porozumienie. Biegiem ruszyliśmy na dziedziniec wciąż ściskając swoje dłonie. 

Kiedy staliśmy w szeregach patrząc na formujące się odziały wroga, powtarzałam słowa przysięgi. "...miłość i wierność, w zdrowiu i w chorobie..." Spojrzałam jeszcze raz na Draco a moje serce krzyczało w niemej prośbie. "... uwolnij mnie, uwolnij mnie..." Blondyn krótko pocałował mnie w czoło i przyciągnął do siebie przyciskając do swojej piersi. Zaszlochałam cicho. 
Wraz z trzecim uderzeniem zegara wszystko zadziało się jak w zwolnionym tempie. Wszyscy ruszyli przed siebie z ogłuszającym krzykiem, poleciały zaklęcia. Nie wiem jak długo walczyliśmy. Jeśli teraz nad tym pomyślę, nie pamiętam zbyt wiele, tylko urywki, strzępy, twarze i krzyki. Nie wiem jakich używałam zaklęć, nie wiem jak udało mi się przeżyć. W pewnej chwili jednak zauważyłam, że nie ma koło mnie Draco. Rozejrzałam się chaotycznie po polu walki. Stał jakieś 50 metrów ode mnie i pojedynkował się ze mierciożercom. Szybko go pokonał, ale nie zdążył uchylić się przed lecącym z tyłu zaklęciem. Pomarańczowy promień światła ugodził go w plecy i mój mąż upadł na ziemię. Z mojej piersi wydobył się ogłuszający krzyk i pognałam w tamtą stronę. Padłam na kolana i położyłam jego głowę na swoich nogach. Wiedziałam, że to już koniec, widziałam jak Voldemort pognał za Harrym do Wielkiej Sali, zaraz wygramy, ale dla mnie czas zatrzymał się w miejscu.
- Draco, wytrzymaj. Już wszystko dobrze. - mówiłam do blondyna sprawdzając czy nie ma nigdzie ran. - Już tylko chwilę i będzie po wszystkim.
Złapał moją rękę i przyłożył do swojego policzka.
- Wiem, że wszystko będzie dobrze. Jesteś tutaj ze mną, to mi wystarczy. - powiedział zamykając swoje stalowe oczy i pocierając policzkiem o swoją rękę. - Musisz iść im pomóc. Nie dadzą rady sami z tyloma śmierciożercami. Musisz już iść.
- Nie zostawię cię. Nie tu nie teraz. - motałam się próbując znaleźć coś pożytecznego. Najgorsze było to, że nie wiedziałam jaka klątwa trafiła Draco. Próbowałam go podnieść, ale jęknął z bólu.
- Kocham cię, tak bardzo cię kocham Hermiono, ale musisz iść. Tam bardziej cię potrzebują. - powiedział z bólem w stalowych oczach.
Oparłam głowę o jego klatkę piersiową i zapłakałam. Pogłaskał mnie pocieszająco po włosach i wyszeptał słowa otuchy.
- Nie zostawię cię. Nie zostawię cię. - powtarzałam jak mantrę. - I że cię nie opuszczę dopóki śmierć nas nie rozłączy. Pamiętasz? - podniosłam na niego swój zapłakany wzrok. Zaśmiał się delikatnie próbując zamaskować ból.
- To były najcudowniejsze słowa, jakie mogłem do ciebie powiedzieć. - powiedział, biorąc w rękę kosmyk moich kręconych włosów.
- Kocham cię Draco. Nie pozwolę ci umrzeć.



- A co to za zdjęcie? - zapytała mała blondynka patrząc na stare zdjęcie.
Brązowooka kobieta westchnęła.
- To twoi dziadkowie. Babcia Hermiona i dziadek Draco w dniu swojego ślubu.
Dziewczynka przez chwilę zastanawiała się nad tym co powiedziała jej mama, o czym świadczył zmarszczony nosek.
- Ale zdjęcia ślubne twoje i taty wyglądają inaczej.
- Bo... to był dość nietypowy ślub. - wyjaśniła kobieta patrząc z czułością na swoją córkę.
Dziewczyna na chwilę zamilkła znów się nad czymś zastanawiając.
- Mamo, a czy dziadkowie są ze sobą szczęśliwi? - zapytała zdawkowym tonem.
- Myślę, że tak. Bardzo się kochają. - odparła nieco zdziwiona brązowooka. - A dlaczego pytasz?
- A... bo tak sobie myślę, że może jakbyście ty i tato też wzięli taki ślub jak babcia z dziadkiem, to może nadal byście się kochali... - blondynka spuściła głowę i ściszyła głos. Była bardzo spostrzegawcza jak na sześciolatkę.
Blondwłosa kobieta patrzyła chwilę na dziewczynkę. Zabolała ją wzmianka o jej byłym mężu, którego w głębi serca dalej kochała.
- Ale kochanie... to nie tak, że ja już nie kocham taty... my się po prostu pokłóciliśmy o taką jedną głupotę i...
- Tak wiem, po prostu wam nie wyszło. - dokończyła znudzona mała blondyneczka. - Chyba pójdę już spać. - ziewnęła.
- Tak... tak, jest już strasznie późno. - odparła szybko starsza kobieta i odprowadziła córkę do łóżka.
Kiedy wróciła do salonu, spostrzegła, że nie schowała albumu, który wcześniej oglądały. Podniosła ostrożnie zdjęcie i odwróciła, żeby zobaczyć tył fotografii.
" I że Cię nie opuszczę, dopóki śmierć nas nie rozłączy. Pamiętasz?"
Uśmiechnęła się lekko widząc ten napis. Podeszła lekko chwiejnym krokiem do telefonu i wybrała pierwszy lepszy numer.
- Cześć Abi. Coś się stało? - usłyszała w słuchawce trochę zaspany, ale tak dobrze jej znany głos swojego byłego męża. Coś ścisnęło ją za gardło. Dobrze wiedziała, że ten mężczyzna bardzo ją kocha, a ona... to ona zrobiła mu tą bezsensowną awanturę... a później zaczęli kłócić się o byle co i tak rozpadło się ich małżeństwo. I pomyśleć, że zaczęło się od jednej źle pomalowanej ściany.
- Nie nic... tylko przeczytałam dzisiaj bardzo ważne słowa i... może chciałbyś się spotkać?
Na chwilę zapadła cisza.
- Jasne, było by świetnie.
- To fajnie. Może w sobotę na pokątnej?
- Okej, to do soboty.
- Do soboty. - rozłączyła się. - Już nie mogę się doczekać. - dodała sama do siebie z uśmiechem na ustach. Znowu wzięła do ręki słuchawkę i wybrała numer.
- Halo, córciu, coś się stało? Dlaczego dzwonisz w środku nocy? - usłyszała w słuchawce zaspany głos swojej mamy.
- Cześć mamo, nie nic się nie stało. Po prostu przeglądałyśmy dzisiaj z Mirian stare fotografie i znalazłyśmy zdjęcie z waszego ślubu.
Po drugiej stronie zapadła na chwilę cisza.
- O jeju, nawet nie pamiętałam, że takie mieliśmy. - usłyszała śmiech. - To wspaniale, ale dalej nie rozumiem dlaczego dzwonisz tak późno.
- Och... po prostu możesz powiedzieć tacie, że może jednak jeszcze da się uratować moje małżeństwo.



_____________________________________________

Spod mojej ręki wyszła kolejna, druga miniaturka. Jestem z niej w miarę 
zadowolona, ale co prawda w niektórych momentach mogłaby być
lepiej napisana. Tym razem jest happy end, ale to nie miało być tylko 
zwykłe dramione. Naprawdę nie wiem co więcej mogę o niej napisać,
więc tylko mam nadzieję, że wam się będzie podobać :)
Wiem, że za chwilę zapytacie o nowy rozdział, więc z bólem, ale muszę
się przyznać, że rozdział jeszcze nie napisany, dlatego powstał ten one-shot.
Pisanie rozdziału 11 idzie mi jak po przysłowiowej grudzie. Za chiny 
ludowe nie mogę nic do niego wymyślić, a na dodatek moja wena 
poszła się bujać i zostawiła mnie z tym wszystkim samą. Naprawdę bardzo was
za to przepraszam i wrzucę nową notkę jak tylko ją napiszę. :(


Jeszcze raz bardzo was przepraszam
i proszę o cierpliwość.

Nie Normalna







7 komentarzy:

  1. Witam Kochana,
    Przeczytałam twoje wszystkie rozdziały i miniaturki, ale stwierdziłam, że skomentuje pod najnowszym wpisem. Tak szczerze ? Rozczulają mnie takie sceny i się popłakałam, szczególnie w miniaturce nr 1. Rozdziały piszesz dobrze, ale zastanowię się czy nie zaproponować Ci mnie, jako twojej Bety. Fabuła ? - powoli się rozkręca i mi się podoba.
    Pozdrawiam, do następnego wpisu,
    Twoja Alternative.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem naprawdę wdzięczna za komentarz :) Wiesz jak podnieść człowieka na duchu.

    Nie Normalna

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetnie piszesz.Poprostu można powiedzieć,że się zakochałam.
    Zapraszam Cię również do mnie
    http://fredweasley-fanfiction-pl.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Cassie McKinley melduje się! :D
    Od czego by tu zacząć?... Może od nieprzyjemnej części (wyznaję zasadę: "Najlepsze zawsze na koniec"). Otóż mieszasz, oj, jak mieszasz... Zdecyduj czy chcesz pisać w pierwszej osobie, czy w trzeciej. Nie możesz przeskakiwać. Sny jeszcze ujdą, bo w sumie tak można lepiej wczuć się w sytuację, przeżycia bohatera, ale jeżeli zaczynasz rozdział w trzeciej, a w środku przechodzisz do pierwszej bez wyraźnego powodu, to... Przepraszam, ale nie, po prostu nie. Powinnaś też znaleźć betę, która przejrzałaby tekst wcześniej i wskazała ewentualne błędy (ja tam na nie nie zwracam uwagi, jedynie rzucają mi się w oczy niewybaczalne, a tych u Ciebie na całe szczęście nie widziałam). To chyba wszystko (chyba). :D
    Jestem jedną z osób, które nie widzą żadnego sensu w komentowaniu każdego poprzedniego rozdziału, ale obiecuję, że pod następną notką znajdziesz mój komentarz. Ale się rozpisałam! A nawet nie wspomniałam jeszcze o fabule. :D
    Mam nadzieję, że niedługo w tym opowiadaniu zdarzy się coś, co odróżni Twoje od wielu innych tego typu Dramione. Niestety jest już mnóstwo historii, a my z każdym kolejnym musimy się coraz bardziej wysilać, żeby to było coś unikatowego, coś, co po prostu trzeba przeczytać. Życzę Ci właśnie tego, żeby na wszystkich blogach, forach i innych bzdetach pisano: "Nie czytałaś niczego JEJ autorstwa?! Toż to klasyki jakich mało!" (zauważ liczbę mnogą - nie myśl sobie, że będziesz mogła skończyć tylko na jednym opowiadaniu. Co to, to nie, ja nie pozwalam! Ot co!). :)
    Piszesz dobrze, a jestem tego stuprocentowo pewna, że za kilka miesięcy będzie wspaniale, obłędnie, cudownie i inne określenia, które aktualnie wyparowały mi z głowy. Tak się zastanawiam czy są jakieś limity na liczbę słów w komentarzu? :D
    Życzę też weny, weny i jeszcze raz weny. I pomysłów! Świeżych, dopiero co przywiezionych, owiniętych jeszcze nietkniętą folią bąbelkową! :D
    Pozdrawiam,
    Cassie :)

    wieczne-pioro-cassie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo Ci dziękuję kochana. Nawet nie wiesz ile takie komentarze dla mnie znaczą :) Postaram się poprawić wszystkie błędy, które mi wytknęłaś, słowo honoru! Co do przechodzenia z trzeciej na pierwszą osobę... czasami niektóre fragmenty lepiej pisze mi się z punktu widzenia jednej osoby, a niekiedy jako narrator zdarzenia, ale jeśli to przeszkadza, to postaram się to jak najbardziej ograniczyć ;)
    Moja leniwa po wakacjach wena wreszcie się ruszyła i nowy rozdział także rusza :D Powoli, ale jednak :)
    Jeszcze raz dziękuję za komentarz i czekam niecierpliwie na następny rozdział na twoim blogu!

    NN

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetna miniaturka. Taak zdecydowanie mniej błędów! Przyznam szczerze że zaintrygowala mnie ta miniaturka. Na początku myślałam że to Hermiona z córka i że nie ma happy end' u a jednak tak mile mnie zaskoczylas!;) pozdrawiam i weeeny dużo życzę! ;)

    OdpowiedzUsuń