piątek, 14 sierpnia 2015

Rozdział 10

Otworzyła powoli oczy i uśmiechnęła się nieśmiało. Sam nie wiedziałem co mnie podkusiło do tego, żeby tak powiedzieć. Przecież ona była mi to winna, a ja tak po prostu chciałem jej to darować? Spojrzała na latających Blaise'a i Ginny.
- Dam radę. - zadecydowała i pewnie złapała moją rękę. - Tylko Draco... - zrobiłem wielkie oczy kiedy użyła mojego imienia. - bez żadnych wygłupów. - ostrzegła mnie.
- Tak jest.
Wzbiłem się w powietrze, ale nie gwałtownie. W miarę wzrastania wysokości czułem jak Hermiona coraz mocniej mnie obejmuje. Spojrzałem do tyłu i zauważyłem, że miała zamknięte oczy.
- Otwórz oczy. - poprosiłem. - I rozluźnij uścisk, bo połamiesz mi żebra.
Dziewczyna niepewnie otwarła najpierw jedno oko, a potem drugie i stwierdziła, że nie jest tak źle. Na początku trochę się bała, zobaczyłem to w jej oczach. Ale potem zobaczyłem w jej brązowych oczach nutkę fascynacji, a nawet szczęścia.
- I jak? - zapytałem, kiedy zawiśliśmy w powietrzu wpatrując się w Hogwart przed nami.
- Jest tak...
- Magicznie? - dokończyłem z uśmiechem a ona pokiwała głową na tak.
- Nigdy nie kojarzyłam latania z niczym innym jak Quidditch... a tu coś takiego...
Oparła głowę o moje ramię wpatrując się w piękny widok i całkowicie zapominając o tym co nas łączyło, a raczej co nas nie łączyło. Uśmiechnąłem się sam do siebie. A jednak ufała mi już chociaż trochę. Kiedy to pomyślałem, poczułem miłe łaskotanie w okolicy serca.
Sprowadziłem miotłę na ziemię, gdzie czekali już na nas Ruda i Diabeł. Młoda Weasley nie wyglądała na specjalnie szczęśliwą.
- Co ty taka skrzywiona? - zapytała Hermiona na widok miny swojej przyjaciółki.
- Założyliśmy się o to, czy wsiądziesz na miotłę, czy nie. - odpowiedział za dziewczynę Blaise i uśmiechnął się szeroko.
- I on wygrał. - dodała naburmuszona Ginny patrząc na bruneta spode łba.
- No pięknie, wierzy we mnie dwóch ślizgonów, a moja najlepsza przyjaciółka nie. - powiedziała brązowowłosa udając obrażoną i ostentacyjnie obróciła się na pięcie.
Patrząc na jej na wpół obrażoną, na wpół rozbawioną minę zacząłem się śmiać. Zaraz potem dołączył do mnie Blaise, później Hermiona i Ginny. Śmiejąc się ruszyliśmy do szkoły.
- A o co się założyliście? - zapytałem, kiedy udało mi się złapać oddech.
- Dowiecie się w swoim czasie. - powiedział tajemniczo mój przyjaciel zerkając na Rudą.
- Diable... - powiedziała groźnie Hermiona.
- No to nic takiego. - tłumaczył. - Sami zobaczycie.
Weszliśmy do Sali Wejściowej i dziewczyny ruszyły do dormitorium Hermiony. Odprowadzaliśmy je wzrokiem kiedy szły po schodach. Pomyślałem wtedy, że fajnie by było, gdyby jednak jeszcze zostały. Nie żeby coś, ale coraz bardziej doceniałem towarzystwo Hermiony.
Kiedy obydwie gryfonki znikły nam z pola widzenia, ruszyliśmy do lochów.

***

Kiedy z Ginny weszłyśmy do naszego dormitorium, zastałyśmy nasze przyjaciółki nadal smacznie śpiące, choć było już grubo po 13.00. Spojrzałyśmy po sobie z Ginny porozumiewawczo i zaczęłyśmy budzić śpiące królewny. 
- Pogięło was, czy co, żeby budzić człowieka o tak wczesnej porze? - zapytała Lavender zbolałym tonem.
- Wczesnej porze? Jest już czternasta, a zaraz jest obiad. My z Ginny zdążyłyśmy się już ogarnąć, pójść na trening, pogawędzić i wrócić. - powiedziałam.
Parvati jęknęła i wtuliła twarz w poduszkę.
- Jesteście nienormalne. - stwierdziła.
- Dobra dziewczyny, ogarniać dupy i idziemy na obiad. - powiedziała mocnym tonem panna Weasley i zagoniła resztę wesołej i zalanej ferajny do łazienki, uprzednio dając każdej po fiolce z eliksirem na kaca.
- A teraz gadaj o co założyłaś się z Diabłem. - powiedziałam kiedy dziewczyny zniknęły za drzwiami łazienki.
- Nie mogę ci powiedzieć. - odpowiedziała obojętnym tonem Ginny, ale na jej ustach błąkał się uśmiech. - Słyszałaś Blaise'a. - dodała. - Dowiesz się w swoim czasie.
- Niech ci będzie. - przyznałam niechętnie.
Kiedy wszystkie byłyśmy już gotowe wyszłyśmy z mojego pokoju.
- Cześć Hermiono. - zagadnął mnie Jess w Pokoju Wspólnym. - Witam drogie Panie.
- Hej Jess. - odpowiedziałam i uśmiechnęłam się lekko.
Chłopak również się uśmiechnął.
- Nie wiesz gdzie jest Draco? Muszę z nim pogadać.
- Widziałam go dzisiaj rano... Chyba poszedł do Blaise'a, do lochów.
- Och, okej. To do zobaczenia potem. - powiedział i zniknął za drzwiami swojego dormitorium.
Ruszyłyśmy w stronę wyjścia z Salonu Prefektów.
- Jest całkiem przystojny. - powiedziała Padma kiedy byłyśmy już na korytarzu.
Odwróciłam się w jej stronę i spojrzałam na nią pytająco.
- Jess?
- Tak... - powiedziała i lekko się zarumieniła. - Jess...
Stłumiłam śmiech. Może i był przystojny, ale moim zdaniem nie nadawał się na chłopaka... ale cóż, każdy ma inny gust.
- Jak chcesz mogę delikatnie uświadomić mu, że się ci podoba. - zasugerowałam. Siostra Patil jeszcze bardziej spłonęła rumieńcem.
- Jest przystojny i w ogóle... - zaczęła, ale Lavender jej przerwała.
- Nie bardziej niż Malfoy! - krzyknęła rozmarzonym tonem i westchnęła razem z Parvati.
- No, to fakt, Malfoy jest przystojny i to nawet bardzo. - powiedziała z uśmiechem Ginny i szturchnęła mnie lekko.
- Proszę mnie tu nie tykać. - odparłam lekko oburzonym tonem, ale zdradził mnie lekki uśmiech błąkający się na moich ustach.
- Co fakt to fakt. - przyznała Luna śmiejąc się. - Ten facet jest mega seksowny.
- Zdradzasz Neville'a?! - krzyknęła Ruda rozbawionym tonem.
- Podziwiać to jeszcze wcale nie znaczy konsumować. - odpowiedziała dyplomatycznie Blondynka, na co roześmiałyśmy się wszystkie.
Cieszyłam się, że rozmowa nie zeszła na mnie, ponieważ Ginny na pewno zaczęłaby wypominać ile to ja czasu spędzam z Malfoy'em i że na pewno mi się podoba. Absurd!
Tymczasem doszłyśmy do Wielkiej Sali i ruszyłyśmy do naszych stołów. Z daleka zobaczyłam uśmiechających się do mnie Draco oraz Blaise'a. Odwzajemniłam uśmiech, po czym zabrałam się za swój obiad.

***

- Hej Granger! Granger! - usłyszałam za sobą, kiedy szłam po obiedzie do Salonu Prefektów. Była sobota więc nie miałam nic szczególnego do roboty, Ginny gdzieś wybyła, Malfoy pewnie siedział u ślizgonów i postanowiłam, że posiedzę u siebie i poczytam jakąś książkę.
- Granger, stój! - nawoływanie powtórzyło się, więc niechętnie stanęłam i odwróciłam się w stronę biegnącej do mnie Pansy Parkinson.
- Cześć Granger. - zaczęła ślizgonka, kiedy już do mnie dobiegła. - Mam do ciebie małą prośbę.
- Mi ciebie też miło widzieć Parkinson. - powiedziałam melancholijnie.
- Tak sobie pomyślałam... - kontynuowała brunetka kompletnie nie zwracając uwagi na moją sarkastyczną wypowiedz. - ... że jeśli jesteś Prefektem Naczelnym Gryffindoru i w ogóle gryfonką..., to pewnie znasz hasło do wieży Gryffindoru i... może mogłabyś mi je podać? - zakończyła z nadzieją w oczach.
Chwilę się zastanawiałam. Po oczach Pansy było widać, że nie spodziewała się zbyt wiele. W końcu była ślizgonką, w dodatku niezbyt lubianą przez gryfonów, proszącą o tajemne hasło uczniów domu lwa, żeby przejść do Pokoju Wspólnego Gryffindoru. Nie, to się nie mogło udać.
- Dobra, dam ci to hasło. - powiedziałam, a Pansy podskoczyła z radości. - Ale tylko ze względu na wdzięczność. - dodałam szybko. Pansy szybko kiwnęła głową. Pewnie zapytalibyście się dlaczego nie zapytałam po co jej wejść do salonu gryfonów? Odpowiedź jest prosta: nie powiedziałaby mi, a ja nie chciałam tracić czasu na zbędne gierki.
- To jakie macie hasło? - zapytała szybko brunetka.
- Dzika róża.
Pansy na chwilę zrobiła zdziwioną minę.
- To dosyć łatwe i niemagiczne hasło. - powiedziała po chwili zastanowienia.
- A wpadłabyś na nie? - zapytałam rozbawiona.
- Nie, pewnie nie. - odpowiedziała powoli ślizgonka.
- No i na tym polega idea haseł. - odparłam. - Do zobaczenia Parkinson. - pożegnałam się i ruszyłam w stronę Pokoju Wspólnego Prefektów Naczelnych.
Kiedy stałam już pod obrazem Mona Lisy, przejście się otworzyło i wypadła z niego wyraźnie zniesmaczona Madie. Zdziwiłam się, bo prawdę powiedziawszy dawno jej nie widziałam. Nasze codzienne sprawy nie łączyły się za bardzo.
- Nie radzę ci tam wchodzić. - ostrzegła mnie. - Astoria dobija się do drzwi Malfoy'a, krzyczy i rzuca niecenzuralnymi słowami. Nie pomagają nawet zaklęcia wyciszające.
Wyminęła mnie i znikła za zakrętem korytarza.
Patrzyłam jeszcze chwilę za nią.
- Zaryzykuję. - mruknęłam sama do siebie i przeszłam przez portret.
Od razu uderzyła we mnie fala ostrych przekleństw, połączonych z płaczem, oraz prośbami o wpuszczenie, skierowanych w drzwi od dormitorium Draco. Niektórzy pewnie uznaliby to za rozpaczliwy widok, ale mnie śmieszyła ta sytuacja. Astoria wieszająca się na klamce od drzwi, z rozmazanym makijażem, połamanymi paznokciami, cała we łzach. I jeszcze ta błagalno-cierpiętnicza mina. Powstrzymałam śmiech i ruszyłam w jej stronę.
- Jego tam nie ma. - powiedziałam jej otwierając drzwi od swojego pokoju. - Nie musisz już tak wyć, to nie robi na nikim wrażenia.
Dziewczyna odwróciła do mnie swoją nienawistną twarz.
- Nie wtrącaj się Granger w nie swoje sprawy. - powiedziała przez zaciśnięte zęby dalej klęcząc przed drzwiami. - Mój Dracuś tam jest, tylko ma gorszy dzień.
- Gdybym miała wybierać pomiędzy wpuszczeniem cię do środka, też wybrałabym wieczny gorszy dzień. - odpowiedziałam jej patrząc na nią z politowaniem. - Możesz już iść, nikt cię tu nie chce.
Ślizgonka zrobiła wredną minę.
- Co ty możesz o tym wiedzieć. - powiedziała patrząc mi prosto w oczy. - Ciebie zostawili wszyscy, nie masz nikogo. Może to jednak ciebie nikt tutaj nie chce? - uśmiechnęła się wrednie.
Zagotowałam się w środku. Żadna wywłoka nie będzie tak do mnie mówić!
- Jesteś żałosna. - powiedziałam wkładając w te słowa cały jad, który miałam w sobie. - Klęczysz przed drzwiami faceta który nic do ciebie nie czuje, płacząc i zawodząc, i co... myślisz, że przez to cię pokocha?! W takim razem mam dla ciebie złą wiadomość! On nigdy nie będzie twój! Cokolwiek byś nie zrobiła, on zawsze będzie się tobą brzydził, będziesz dla niego nic nie warta!
Na twarzy Astorii odmalowało się oburzenie.
- A teraz. - dokończyłam. - Z łaski swojej wyp**rdalaj stąd, bo nie chce mi się słuchać twoich zawodzeń.
Blondynka skoczyła na równe nogi.
- Jak śmiesz ty brudna szlamo! - krzyknęła.
Przyznam, trochę zabolało, ale nie bardziej niż kiedy nazywał mnie tak Malfoy, albo ktokolwiek inny. Niewiele, ale jednak. Odzwyczaiłam się już od tego określenia, bo praktycznie nikt już tak do mnie nie mówił.
- Nie krzycz, bo to nie robi na nikim wrażenia. - powiedziałam łudząco podobnie jak Lucjusz Malfoy, który zwracał często tę uwagę Bellatrixs.
Astoria aż odskoczyła słysząc te słowa i wpatrzyła się we mnie ze zdziwieniem. Uśmiechnęłam się do niej wrednie i weszłam do mojego dormitorium.
- Zapłacisz mi jeszcze za to! - usłyszałam za sobą zanim zamknęły się za mną drzwi.

***

Hermiona usłyszała pukanie do drzwi. Zmarszczyła czoło. Kto śmiał przeszkadzać jej w czytaniu?
- Proszę! - krzyknęła a drzwi się otworzyły. Pojawiła się w nich znajoma sylwetka.
"Tak, tylko ta jedna osoba śmie mi przeszkadzać w czytaniu." - pomyślała.
- Zbieraj swoje piękne cztery litery i idziemy na patrol. - powiedział do niej Malfoy z szelmowskim uśmiechem.
Brązowowłosa spojrzała na zegarek i rzeczywiście, było już za dziesięć dziewiąta. Westchnęła i zgasiła lampkę na biurku. Założyła wygodne buty i za blondynem wyszła z pokoju.
- Czytałam. - poskarżyła się kiedy byli już na korytarzu.
- Wiem. - odpowiedział chłopak. - I dlatego właśnie wybawiłem cię od czytania w sobotę.
Znowu się uśmiechnął a Hermiona wywróciła oczami.
- Co zamierzasz jutro robić? - padło pytanie.
- Jutro niedziela?
Ślizgon kiwnął głową.
- W takim razie pewnie pójdę do biblioteki... - teraz to blondyn wywrócił oczami. - ... a resztę dnia pewnie przesiedzę w pokoju lub z Ginny. - dokończyła nie zwracając uwagi na kwaśną minę Dracona. - A czemu pytasz?
- Z Jess'em umówiliśmy się na jutro na wieczór karciany, pewnie będzie też Blaise. Może chciałabyś przyjść?
Hermiona chwilę się zastanawiała.
- Nie wiem, jeszcze zobaczę. - powiedziała w końcu i jednocześnie zapaliła różdżkę, ponieważ weszli do nieoświetlonego korytarza.
- Wtorkowe korepetycje przenosimy do mojego dormitorium. - powiedziała gryfonka po chwili milczenia. - Mam jedną książkę, którą chciałabym ci pokazać odnośnie transmutacji między gatunkowej a jest... jakby to powiedzieć... trochę zniszczona, więc nie chcę, żeby Pani Pince miała jakieś problemy...
- Do ttwojego ddormitorium? - zapytał udając przerażenie i lekko się odsunął od rozbawionej dziewczyny.
- Nie martw się. - odparła śmiejąc się. - Nie zgwałcę cię, nie interesują mnie geje.
Ślizgon jeszcze chwilę udawał przerażenie, ale gdy dotarł do niego cały sens słów dziewczyny uniósł się oburzeniem. Przycisnął ją swoim ciałem do ściany.
- Naprawdę nie wierzysz w moją męskość? - zapytał.
- Wcale a wcale. - odpowiedziała hardo Hermiona z uśmiechem na twarzy.
Chłopak uśmiechnął się przebiegle, po czym zaczął łaskotać niczego nie spodziewającą się dziewczynę.
- Proszę, Draco przestań, proszę. - krzyczała jednocześnie śmiejąc się przez łaskotki.
- Najpierw powiesz, że Draco Malfoy jest najbardziej męskim mężczyzną na świecie! - krzyknął przestając na chwilę łaskotać gryfonkę.
Brązowooka przez chwilę udawała zamyślenie.
- Nie. - krzyknęła po chwili.
- W takim razie... - chłopak znów zaczął ją łaskotać.
- Już koniec, proszę, koniec! - wyła jednocześnie śmiejąc się i rzucając pod wpływem spazmów śmiechu.
- A powiesz że Draco Malfoy jest najbardziej męskim mężczyzną na świecie?
- Nigdy, przenigdy w życiu! - wydyszała pomiędzy kolejnymi napadami śmiechu.
- Nie ma pochlebstwa, nie ma końca łaskotek. - powiedział śmiejąc się ze śmiejącej się i wyrywającej gryfonki.
- Dobra, dobra, powiem to! - skapitulowała po chwili Hermiona nie mogąc wytrzymać już totrur. - Draco Malfoy jest najbardziej męskim mężczyzną na świecie! - krzyknęła głośno. - Zadowolony?
- Jeszcze jak. - odpowiedział przestając ją łaskotać. Postawił ją na ziemi i otrzepał z niewidzialnego kurzu. - Prawie jak nowa! - oświadczył mierząc ją krytycznym wzrokiem. - Ale wredota pozostaje. - powiedział półgębkiem, za co dostał kuksańca w bok. - Au! - udawał śmiertelnie obrażonego, rozmasowując obolałe miejsce.
- A co do wredoty - zmieniła temat Hermiona. - to w naszym Pokoju Wspólnym była Greengrass i chyba molestowała ci drzwi.
Draco zrobił przerażoną minę.
- To dlatego są całe podrapane! - krzyknął tonem odkrywcy.
- Brawo. - wymamrotała brązowowłosa.
- I czego chciała? - drążył ślizgon nie zauważając zniesmaczone miny gryfonki.
- Z tego co zrozumiałam, to raz błagała cię, żebyś ją wpuścił, a raz przeklinała od najgorszych drani, w między czasie jęczała jak to cię bardzo kocha i ile to ona ci może dać, oczywiście w podtekście erotycznym. - wymieniała.
- Z tego co zarejestrowałem, to Astoria nie siedzi już, dzięki Bogu, pod moimi drzwiami, więc pewnie musiałaś jakoś na to zareagować. - domyślił się blondyn uważnie przyglądając się twarzy szatynki.
- Och... no wiesz ja tylko zasugerowałam jej, że ciebie nie ma w dormitorium, i grzecznie wyprosiłam.
- Nie będę dociekać. - stwierdził Draco patrząc w inną stronę.
- I dobrze. - powiedział Hermiona i przeszli na inny temat.


_________________________________________________

Powróciłam z nowym rozdziałem, z którego nie jestem jakoś
szczególnie zachwycona, ale ujdzie w tłoku. Nie wnosi zbyt wiele 
do fabuły, ale można powiedzieć, że zacieśnia kręgi.
Następny rozdział może się opóźnić o dzień, albo dwa, bo 
znowu wyjeżdżam, ale postaram się go napisać i wstawić
jak najszybciej.


Nie Normalna





1 komentarz:

  1. Jest fajnie. Rozbawilas mnie tyn rozdzialem. Tak uwieszajaca się na drzwiach Astoria musiała wyglądać żałośnie i zabawnie. lecę dalej czytać ;)

    OdpowiedzUsuń