Hermiona szybko wbiegła do pokoju i rzuciła rzeczy w kąt. Podbiegła do szafki w której trzymała kilka butelek piwa kremowego, pałek lukrecjowych i innych słodyczy na właśnie taką okazję.
- Boże, ale ja jestem głupia. - mamrotała cały czas, stawiając na stole smakołyki. Spojrzała jeszcze raz w głąb szafki. Była prawie pewna, że ma jeszcze dwie butelki ognistej. Przeszukała cały pokój, ale alkoholu jak nie było tak nie było. Usiadła zrezygnowana i zaklęła. Za kilka minut przyjdą dziewczyny, a tu nic, pustka.
Nagle drzwi od jej pokoju lekko się uchyliły i pojawiła się w nich głowa Malfoy'a.
- Idę właśnie do biblioteki i przyszedłem się zapytać, czy nie przynieść ci jakichś książek?
W głowie brązowowłosej coś zaświtało. Wstała i podeszła szybko do blondyna.
- Malfoy, a miałbyś może butelkę ognistej na zbyciu? - zapytała robiąc słodkie oczka.
Chłopak tylko się zaśmiał i pokręcił głową.
- Może mam a co? - zapytał unosząc brwi.
- A pożyczyłbyś mi? Proszę! - powiedziała Hermiona tonem małego dziecka i błagalnie złożyła ręce.
- A co ja bym z tego miał? - zapytał ślizgon resztkami silnej woli opanowując wybuch śmiechu na widok miny Hermiony.
Dziewczyna westchnęła ciężko. Co miała zrobić, przecież potrzebna była jej ta butelka alkoholu.
- Co tylko będziesz chciał. - zawyrokowała i spojrzała proszącym wzrokiem na blondyna.
- To brzmi kusząco. - zaśmiał się chłopak z poważną miną. - Dobra, ale pod jednym warunkiem. Jutro po treningu polecisz ze mną na miotle.
Dziewczynie momentalnie odpłynęły wszystkie barwy z twarzy. Ale przecież powiedziała, że Draco dostanie wszystko, więc teraz nie będzie tchórzyć.
- Dobra, zgadzam się. - powiedziała słabym głosem.
Chłopak zauważył z jak wielkim wysiłkiem to powiedziała. Przechylił lekko głowę i wyszedł z pokoju. Po chwili wrócił z dwiema butelkami.
- Masz. - powiedział rzucając jej alkohol. - Jedną masz w prezencie od firmy. - uśmiechnął się i zniknął za drzwiami.
Hermiona aż tupnęła z irytacji. Jak to jest, że on zawsze się ulatnia nie pozwalając jej dojść do słowa, podziękować, przeprosić!? Dziewczyna jednak nie zdążyła się nad tym głębiej zastanowić, ponieważ w tej właśnie chwili do jej pokoju wparowała Ginny.
- O ho ho, widzę że ty jak zawsze przygotowana. - powiedziała zdejmując buty i siadając na łóżku Hermiony. Brązowowłosa tylko wymamrotała coś o nieznośnych blond kretynach i poszła, żeby odłożyć butelki Whisky na stolik.
- Zaraz przyjdą jeszcze Luna, Padma, Parvati i Lavender. - wyliczała Ginny na palcach.
- Więcej osób nie mogłaś sprosić? - zapytała Hermiona uśmiechając się lekko.
- Ależ wiesz, że mogłam. - powiedziała Ruda uśmiechając się niewinnie. - Ale daj spokój! To tylko jeden wieczór. mamy się dobrze bawić! - powiedziała i okręciła się w kółko.
- A jednak racja, że co rude, to wredne. - odpowiedziała jej tylko brązowooka i wystawiła język.
Ginny jednak nie zdążyła jej niczego odpowiedzieć, ponieważ rozległo się pukanie do drzwi i weszła reszta zaproszonych gości.
- Cześć. - powiedziały jednocześnie.
- Cześć dziewczyny. - przywitała się Hermiona i uściskała każdą z nich. - O Boże, Luna, dawno się nie widziałyśmy. - powiedziała gryfonka i jeszcze raz przytuliła dziewczynę.
- Boże, wystarczy już Mionka, bo mi płuca zgnieciesz. - zaśmiała się krukonka, ale też przytuliła się do brązowowłosej.
Wszystkie siadły razem na włochatym dywanie na środku pokoju i zaczęły się plotki. Wkrótce znikło większość słodyczy, wszystkie piwa kremowe, a także jedna butelka Whisky.
- To co? - zapytała w końcu Lavender Lunę. - Jak ci się układa z Nevillem?
- No wiesz... - krukonka uśmiechnęła się. - Jest naprawdę cudownie. Neville jest taki kochany. Dba o mnie, pociesza gdy jest smutno. Ale przede wszystkim jest naprawdę zabawny i można z nim konie kraść.
- Ideał chłopaka. - rozmarzyła się Parvati.
- Też bym chciała znaleźć kogoś takiego. - powiedziała już lekko wstawiona Hermiona. - Ktoś, kto by mnie znowu nie zostawił.
- A Malfoy? - zapytała Padma patrząc na gryfonkę. - Ostatnio często cię z nim widuję. - poruszyła sugestywnie brwiami.
Brązowowłosa tylko prychnęła i zamieszała w kieliszku.
- On jest tylko koleg... w sumie nie wiem czy mogę go nazwać nawet kolegą. Zresztą...
Resztę jej wypowiedzi przerwało na szczęście pukanie do drzwi. Spojrzały po sobie z Ginny zdziwione, ale dziewczyna krzyknęła "Proszę." i drzwi się uchyliły. Stanęła w nich Pansy Parkinson. To była osoba, której Hermiona najmniej się spodziewała. Ślizgonka jakby nie zauważyła na początku całego towarzystwa.
- Granger, wiesz może gdzie poszedł Draco, bo byłam u niego i... - dopiero teraz zauważyła, że Hermiona nie jest sama w pokoju. - O, to ja nie będę przeszkadzać. - powiedziała i już miała zamknąć drzwi, ale odezwała się brązowowłosa.
- Jest chyba w bibliotece. - powiedziała. - A i... Pansy... - ślizgonka wytrzeszczyła na nią oczy, kiedy użyła jej imienia. - ... jak chcesz, to możesz zostać z nami. - zaproponowała dziewczyna, choć sama chyba nie rozumiała jeszcze do końca tego, co powiedziała.
Zaległa chwila ciszy.
- Nie, dzięki. - odezwała się w końcu brunetka i uśmiechnęła się lekko do szatynki. - Ale dziękuję za informację.
Zamknęła za sobą drzwi.
Babski wieczór skończył się dopiero o trzeciej nad ranem, kiedy upite i rozchichotane dziewczyny w końcu usnęły.
***
Draco po odwiedzeniu biblioteki, postanowił przejść się do swojego najlepszego kumpla. Z tego co się orientował, Hermiona sprosiła do siebie dzisiaj kilka osób, więc u siebie i tak nie miał co robić. Szybko wypowiedział hasło do posągu pilnującego wejścia do Salonu ślizgonów i ruszył do dormitorium Blaise'a. Po drodze witało się z nim kilka osób, ale on nie zwracał na to większej uwagi. Co by nie mówić, był dość popularny, a w szkole chyba nie było osoby, która by go nie znała. Wspiął się po schodach i wszedł w pierwsze drzwi na prawo. Nie pukał, nie było takiej potrzeby.
- Cześć Smoku. - przywitał się z nim Blaise nawet nie odrywając wzroku od etykiety jakiegoś pudełka. - Co cię do mnie sprowadza?
- A jakoś tak, nie mam co robić. - odparł blondyn i rzucił się na pierwsze lepsze łóżko.
- Tak w ogóle, to gdzie wy się dzisiaj podziewaliście z Hermioną? - zapytał i podszedł do barku.
Nalał bursztynowego płynu do dwóch szklaneczek i usiadł za biurkiem bruneta. Blaise podszedł do barku i wziął jedną z szklaneczek. Upił nieco alkoholu.
- Byliśmy na błoniach. - wyjaśnił. - Rozmawialiśmy. - uprzedził następne pytanie przyjaciela.
- A o czym?
Ślizgon zamieszał szklanką i spojrzał na przyjaciela.
- O niczym specjalnym. - odpowiedział w końcu i uśmiechnął się lekko.
Pili Whisky w ciszy.
- Zobacz co mam. - powiedział w końcu Blaise chwytając w dłoń pudełko, którego etykietę czytał wcześniej. - To Fajerwerki doktora Filbuster'a. - uśmiechnął się do blondyna jakby czekał na komentarz.
- To fajnie. - powiedział Draco przeciągając litery. Zabrzmiało to trochę sarkastycznie.
- Nie, nie. Nie chodzi mi o same firewerki, tylko o to, co można by z nich zrobić. - poruszył sugestywnie brwiami.
- Ten pomysł o wiele bardziej mi się podoba.
Blaise podszedł do biurka.
- Postanowiłem, że trochę je podrasuję i wtedy będziemy mogli zrobić niezłą masakrę. - powiedział i uśmiechnął się.
Przybili sobie piątki.
- To będzie powtórka z Umbridge.
- Dokładnie, tylko tysiąc razy fajniejsza.
W tej chwili ktoś zapukał do drzwi i weszła przez nie Pansy.
- Granger powiedziała mi, że poszedłeś do biblioteki... więc przyszłam tutaj. - powiedziała i usiadł na kanapie.
- Jak zawsze świetne wyczucie. - skomentował Draco i walnął się na siedzenie obok dziewczyny. Blaise zaraz poszedł w ich ślady. - A tak w ogóle, to czemu mnie szukałaś? - zapytał blondyn i zmarszczył brwi.
Parkinson położyła mu na kolanach dość duży pakunek.
- Chciałam oddać ci twoje książki i podziękować, że odciągnąłeś ode mnie Astorię.
Draco spojrzał na nią zdziwiony, ale nic nie powiedział. Za to Blaise musiał wtrącić się do rozmowy.
- A tak w ogóle, to co ona od ciebie chciała?
Ślizgonka spuściła głowę.
- Nie rozmawiajmy o tym proszę. - powiedziała w końcu i odwróciła wzrok.
Rozmawiali jeszcze długo, śmiejąc się i wygłupiając. Około godzinę później do pokoju wszedł współlokator Blaise'a.
- Cześć wszystkim. - powiedział widząc śmiejących się przyjaciół. - Widzę, że jakaś impreza. Czemu nie zostałem zaproszony?
- Bo nie ma dżemu. - powiedział Draco, na co Theodor wystawił już język.
- Pójdę już. - zawyrokowała Pansy wstając z kanapy i machając do reszty. - To do jutra. - powiedziała jeszcze i wyszła z pokoju.
- Ja też już idę do siebie. - oznajmił Draco, gdy tylko za ślizgonką zamknęły się drzwi. - Do zobaczenia na treningu. - rzucił przez ramię.
Kiedy przechodził przez Pokój Wspólny Slytherinu, nie było tam już wielu osób. Zdziwił się, bo był piątkowy wieczór, więc salon powinien być dzisiaj miejscem towarzyskich spotkań, zakładów kto wypije więcej, flirtów i generalnej balangi na cześć... tak w ogóle wszystkiego. Począwszy od tego, że jest koniec tygodniowej harówki, skończywszy na tym, że ktoś ma dzisiaj na sobie swoje szczęśliwe skarpetki. Chłopak pokręcił głową na myśl o powracających wspomnieniach i korytarzem ruszył na piąte piętro.
Po dwudziestu minutach obie(Ginny) dziewczyny(Hermiona) szły już korytarzem. Ubrały się ciepło i wygodnie, zważywszy na temperaturę na dworze i ich samopoczucie nie miały siły ani ochoty się stroić. Obie jadły po tabliczce czekolady. Na dworze wiało i było mokro.Nalał bursztynowego płynu do dwóch szklaneczek i usiadł za biurkiem bruneta. Blaise podszedł do barku i wziął jedną z szklaneczek. Upił nieco alkoholu.
- Byliśmy na błoniach. - wyjaśnił. - Rozmawialiśmy. - uprzedził następne pytanie przyjaciela.
- A o czym?
Ślizgon zamieszał szklanką i spojrzał na przyjaciela.
- O niczym specjalnym. - odpowiedział w końcu i uśmiechnął się lekko.
Pili Whisky w ciszy.
- Zobacz co mam. - powiedział w końcu Blaise chwytając w dłoń pudełko, którego etykietę czytał wcześniej. - To Fajerwerki doktora Filbuster'a. - uśmiechnął się do blondyna jakby czekał na komentarz.
- To fajnie. - powiedział Draco przeciągając litery. Zabrzmiało to trochę sarkastycznie.
- Nie, nie. Nie chodzi mi o same firewerki, tylko o to, co można by z nich zrobić. - poruszył sugestywnie brwiami.
- Ten pomysł o wiele bardziej mi się podoba.
Blaise podszedł do biurka.
- Postanowiłem, że trochę je podrasuję i wtedy będziemy mogli zrobić niezłą masakrę. - powiedział i uśmiechnął się.
Przybili sobie piątki.
- To będzie powtórka z Umbridge.
- Dokładnie, tylko tysiąc razy fajniejsza.
W tej chwili ktoś zapukał do drzwi i weszła przez nie Pansy.
- Granger powiedziała mi, że poszedłeś do biblioteki... więc przyszłam tutaj. - powiedziała i usiadł na kanapie.
- Jak zawsze świetne wyczucie. - skomentował Draco i walnął się na siedzenie obok dziewczyny. Blaise zaraz poszedł w ich ślady. - A tak w ogóle, to czemu mnie szukałaś? - zapytał blondyn i zmarszczył brwi.
Parkinson położyła mu na kolanach dość duży pakunek.
- Chciałam oddać ci twoje książki i podziękować, że odciągnąłeś ode mnie Astorię.
Draco spojrzał na nią zdziwiony, ale nic nie powiedział. Za to Blaise musiał wtrącić się do rozmowy.
- A tak w ogóle, to co ona od ciebie chciała?
Ślizgonka spuściła głowę.
- Nie rozmawiajmy o tym proszę. - powiedziała w końcu i odwróciła wzrok.
Rozmawiali jeszcze długo, śmiejąc się i wygłupiając. Około godzinę później do pokoju wszedł współlokator Blaise'a.
- Cześć wszystkim. - powiedział widząc śmiejących się przyjaciół. - Widzę, że jakaś impreza. Czemu nie zostałem zaproszony?
- Bo nie ma dżemu. - powiedział Draco, na co Theodor wystawił już język.
- Pójdę już. - zawyrokowała Pansy wstając z kanapy i machając do reszty. - To do jutra. - powiedziała jeszcze i wyszła z pokoju.
- Ja też już idę do siebie. - oznajmił Draco, gdy tylko za ślizgonką zamknęły się drzwi. - Do zobaczenia na treningu. - rzucił przez ramię.
Kiedy przechodził przez Pokój Wspólny Slytherinu, nie było tam już wielu osób. Zdziwił się, bo był piątkowy wieczór, więc salon powinien być dzisiaj miejscem towarzyskich spotkań, zakładów kto wypije więcej, flirtów i generalnej balangi na cześć... tak w ogóle wszystkiego. Począwszy od tego, że jest koniec tygodniowej harówki, skończywszy na tym, że ktoś ma dzisiaj na sobie swoje szczęśliwe skarpetki. Chłopak pokręcił głową na myśl o powracających wspomnieniach i korytarzem ruszył na piąte piętro.
***
Hermiona obudziła się z potwornym bólem głowy. Potoczyła wzrokiem po pokoju i jęknęła. Z trudem podniosła się do pozycji siedzącej. Czuła, jakby jej głowa miała zaraz eksplodować. Siedziała tak przez chwilę, ale ból był nie do zniesienia. Nagle coś jej zaświtało. Eliksir na kaca. Spojrzała tęsknym wzrokiem w stronę komody, w której trzymała cały zapas tego cudeńka. Jeśli mam jakiegoś dobrego, pomocnego duszka, to teraz możesz się ujawnić. - pomyślała z nadzieją, ale ani żaden duszek, ani w ogóle nikt inny się nie pojawił. Nie miała żadnej innej możliwości. Na czworakach podeszła do komody i powoli otworzyła szufladę. Wzięła jeną butelkę, potem drugą i trzecią, w między czasie próbując policzyć ile osób znajduje się w jej dormitorium. Tego niestety było już za dużo dla jej biednego, spitego umysłu, dlatego Hermiona zgarnęła z szuflady dziesięć buteleczek. I sama wypiła jedną.
Ukojenie przyszło natychmiast. Może głowa nie przestała ją zupełnie boleć i dalej miała problemy z koncentracją, ale przynajmniej nie miała wrażenia, że zaraz coś rozsadzi jej głowę. Za to poczuła ogromne pragnienie. Szybko znalazła różdżkę i przywołała dzbanek z wodą.
Dopiero teraz spojrzała na zegarek. Była 11:20. Miała irracjonalne przeczucie, że musi coś zrobić i to w tej chwili. Zaczęła analizować swój dzisiejszy rozkład dnia i aż pobladła. Szybko zaczęła budzić Ginny.
- Jeszcze chwilkę. - mamrotała przez sen jej przyjaciółka.
- Ginny, wstawał, no już. - rozkazała tonem Pani Weasley Hermiona, a Ruda aż się zerwała.
Szybko tego jednak pożałowała, bo złapała się za głowę i zaklęła siarczyście. Brązowowłosa podała jej flakonik z eliksirem na kaca.
- Słodki Boże. Jak mi dobrze. - powiedziała młodsza gryfonka po wypiciu wywaru. - Po co mnie tak szybko budziłaś? - burknęła do Hermiony przeciągając się jednocześnie.
- Tylko się nie śmiej jak ci powiem. - powiedziała gryfonka rumieniąc się jednocześnie.
- Zaczynam się bać. - odparła Ginny śmiejąc się, ale zaraz się skrzywiła.
- No więc... - zaczęła Hemiona wykręcając palce. - Co zrobisz jak ci powiem, że za pół godziny mamy być na treningu Quidditcha ślizgonów? - zapytała dziewczyna uśmiechając się krzywo.
Panna Weasley milczała przez chwilę. Brązowooka myślała już, że dziewczyna zaraz nakrzyczy na nią i zwymyśla, ale Ruda tylko uśmiechnęła się chytrze.
- Powiem ci, że jesteś najbardziej rąbniętą osobą, jaką znam i że musimy się już zbierać, bo się spóźnimy. - powiedział młodsza gryfonka i szybko wstała z podłogi kierując się do łazienki.
Kiedy w końcu doszły na boisko do Quidditcha, drużyna ślizgonów właśnie wychodziła na murawę. Draco i Blaise im pomachali, a one usiadły wygodnie na trybunach. Malfoy zaczął coś tłumaczyć innym zawodnikom.
- Nie powiem, są całkiem przystojni w tych strojach. - powiedziała Ginny i uśmiechnęła się, gdy drużyna wzbiła się w powietrze. Hermiona prychnęła i zaśmiała się.
- Nie wierzę, że to powiedziałaś. Hallo, to są ślizgoni!
- No przestań. - teraz to Ginny prychnęła. - Jakbyś nie zauważyła, to właśnie jesteśmy na ich treningu!
Hermiona zapatrzyła się na Malfoy'a, który monitorował sytuację na boisku z góry. W głowie pobrzmiewały jej słowa Blaise'a "On żałuje Miona. Stara się przy tobie zmienić.(...) Nie oceniaj go zbyt surowo i spróbuj go poznać. Dla niego to naprawdę ważne."
- Może i masz rację. - mruknęła w końcu brązowowłosa.
- Przerwa! - rozległ się krzyk blondyna i on z Blaise'm ruszyli w stronę dziewczyn.
- Cześć. - przywitali się razem.
- Hej Diable! Cześć Malfoy! - powiedziała Hermiona i uśmiechnęła się.
- Cześć wam. - powiedziała Ginny również się uśmiechając.
- Widzę, że jesteście jakieś niemrawe.
- Uroki babskiego wieczoru. - powiedziała Ruda.
Draco usiadł koło Hermiony i szepnął jej coś do ucha tak, żeby tylko ona to usłyszała.
- Pamiętasz o naszej umowie?
- Tak.
- To po treningu?
- Ok.
Wstał i krzyknął:
- Koniec przerwy!
Razem z Blaise'm wsiedli na miotły i ruszyli z powrotem na boisko. Po pół godziny trening się skończył, a oni znowu do nich podlecieli. Draco wyciągnął do niej rękę. Znowu ujrzał w jej oczach strach.
- Będzie dobrze. Będę przy tobie. - powiedział cicho.
Pokiwała głową i zrobiła krok do przodu. Zacisnęła powieki i wyciągnęła rękę do blondyna. Chłopak ujął ją.
- Otwórz oczy. - poprosił. - Nie musimy tego robić jeśli nie chcesz. - powiedział po chwili.
Otworzyła powoli oczy i uśmiechnęła się nieśmiało.
_______________________________
Rozdział znowu z lekkim opóźnieniem. Niestety nie dałam rady
napisać go wcześniej. Mam nadzieję, że będzie się wam podobał, pomimo,
że nie jest jakoś specjalnie długi, ani nie wnosi zbyt wiele.
Jest mi jednak bardzo przykro, ponieważ pod poprzednim rozdziałem nie
pojawił się żaden komentarz. Mam nadzieję, że to się zmieni. Dlatego bardzo
proszę, zostawcie po sobie ślad, wyraźcie swoją opinię. To
naprawdę motywujące.
Nie Normalna
Rozdział jak zawsze cudowny ! :* Czekam na następny:) Dużooooo weny życzę :* !
OdpowiedzUsuńTak ,jak poprzedniczka uważam ,że rozdział był cudowny i na pewno ,następny będzie tak samo cudny (*.*). Czekam z niecierpliwością na rozdział. Życzę DUUUŻO weny!
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Panna Michell Maliniacz ;3.
Taak zgadzam się rozdział cudo! Uroczy ale i taki na luzie, naturalny! ;) zapelniasz pustkę, którą odczuwalam wcześniej! ;) super bardzo mi się podoba! ;) pozdrawiam
OdpowiedzUsuńJulka ;)