piątek, 29 maja 2015

Rozdział 2


Kiedy Hermiona weszła do Pokoju Wspólnego, na szczęście nie zastała tam Malfoy'a. Po Zaklęciach nie "nawiedził" jej już ani razu, co absolutnie jej odpowiadało. Brązowowłosa miała zamiar zaszyć się na resztę dnia w pokoju i zająć się swoimi książkami. Ale niestety nie było jej to dane, bo już po kilku krokach usłyszała za sobą czyjś głos.
"No pięknie - pomyślała - jak nie denerwujący ślizgon, - odwróciła się - to denerwujący krukon!"
- Cześć, mam na imię Jess. - przedstawił się jej chłopak i posłał piękny uśmiech.
- Hermiona. - mruknęła.
- Jesteś prefektem gryffindoru, prawda?
- Tak. - powiedziała i uśmiechnęła się lekko. Ten chłopak wydawał się całkiem fajny i co najważniejsze chyba miał przyjacielskie zamiary, w każdym bądź razie nie narzucał się.
- Okej, fajnie cię było poznać, to do zobaczenia. - powiedział i wyszedł przez portret.

***

- No i jak Ci idzie prefektowanie? - zapytała Ginny uśmiechając się.
Dwa dni po rozpoczęciu roku, siedziały w dormitorium Hermiony i rozmawiały o bieżących sprawach. W tym roku dziewczyny spędzały o wiele więcej czasu razem i bardzo się zbliżyły.
- Nie jest źle, jak widzisz, żyje mi się raczej dobrze, obowiązków jest dużo, ale daję radę.
- No ja myślę. Ale na wszelki wypadek, jakbyś miała myśli samobójcze, to zgłoś się do mnie. - poinformowała ją Ruda z poważną miną.
- Ależ oczywiście. - brązowooka skłoniła się przyjaciółce i po chwili obie zaniosły się śmiechem.
- Miło było, ale ja muszę zmykać. - powiedziała po chwili Ginny i zaczęła się szybko zbierać.
- Już mnie zostawiasz jędzo?
Młodsza gryfonka tylko wystawiła jej język i po chwili już jej nie było.
Hermiona przewaliła się na łóżko i wpatrzyła w sufit. Miała dzisiaj potwornego lenia i nie chciało jej się nic robić. Zaśmiała się, kiedy przypomniał sobie przejętą minę Ginny, gdy spojrzała na zegarek. Ciekawe gdzie jej ruda przyjaciółka wymyśliła sobie pójść... może spotyka się z jakimś chłopakiem... Brązowowłosa obiecała sobie, że przy następnej okazji dokładnie przemagluje Weasleyówne.
A tak a propo chłopaków, - Hermiona zamyśliła się - to poza lekcjami nie spotkała Malfoya ani razu, co było dość dziwne, ale absolutnie jej odpowiadało, a nawet cieszyła się, że chłopak dał jej spokój. "A może go coś zjadło?" - pomyślała z rozmarzeniem.
W sumie, nie wiedziała, dlaczego tak bardzo jej przeszkadzał.
"Jest stanowczo zbyt gadatliwy, - próbowała wymieniać jego negatywne cechy dziewczyna. - i..... Ale przecież Ginny też dużo mówi. - odezwał się irytujący głosik w jej głowie.
... i irytujący... Ostatnio wszyscy są dla ciebie irytujący. - szepnął ten sam głosik, ale dziewczyna brnęła dalej. - ... i... i, och! i to on wyzywał mnie i uprzykrzał życie przez te wszystkie lata! - wybuchnęła, zirytowana tym, że nie może wygrać z własną głową. - A ty mu to tak wspaniałomyślnie wybaczyłaś. - zakończył to ten sam głosik. - Och, zamknij się! Boże, co ty ze mną robisz Malfoy, że zaczynam prowadzić rozmowę sama ze sobą.

***

Draco i Blaise siedzieli w prywatnym dormitorium tego pierwszego.
- Dobrze Ci się tutaj żyje, co Smoku? - zapytał Zabbini i pociągnął ze szklanki.
- Jest... spoko. - odpowiedział młody Malfoy.
- Widziałem przedwczoraj, pod klasą Transmutacji, że Hermiona miała cię dość. - zmienił sprytnie temat Blaise i uśmiechnął się do kumpla.
- Jeszcze się do mnie przyzwyczai. - mruknął blondyn i też się uśmiechnął.
- Czy to znaczy, że masz się zamiar koło niej pokręcić?
- W sumie sam nie wiem... - chłopak spojrzał w okno. - Raczej... zadość uczynić temu jak się zachowywałem. Chciałbym być kimś, do którego zawsze może zwrócić się o pomoc.
- Łał chłopie, ale cię wzięło! Powtórz to jeszcze raz, chyba nagram to sobie na dyktafon.
- Ha, ha, ha, bardzo śmieszne, ale ja mówię na poważnie. 
- To nie wiem, jak ty chcesz to zrobić, ale masz ambitne plany.
Resztę czasu panowie spędzili na rozmowie na temat Quidditcha i tym podobnych, do czasu, aż Diabeł musiał nieoczekiwanie wyjść.

***

- Hej Granger, poczekajcie!
Hermiona i Ginny właśnie wychodziły z Wielkiej Sali, gdy usłyszały, że ktoś je woła. Brązowowłosa obejrzała się za siebie i westchnęła ciężko.
- Ach, to ty... - odparła z irytacją. - Czego chcecie?
Spojrzała pytająco najpierw na blondyna, a później na jego towarzysza.
- Mamy teraz razem eliksiry, więc pomyślałem, że zabierzemy się tam razem z wami. - powiedział i uśmiechnął się. - To jest Blaise. - wytłumaczył im widząc pytające spojrzenia obu Pań.
- Blaise Zabbini, ale mówią na mnie Diabeł. - uśmiechnął się czarnoskóry chłopak. 
- Tak, wiem. - odpowiedziały naraz obie gryfonki, przy czym Ginny trochę się zarumieniła.
Cała czwórka poszła pod klasę profesora Snape'a, nawet Ginny, której rocznik miał dzisiaj zajęcia z nimi. Po dziesięciu wyjątkowo długich jak dla Hermiony minutach, drzwi od lochu się otworzyły i weszli do środka.
- Nie rozpakowujcie się. - padło polecenie z ust nauczyciela. - Jest was za dużo, więc dzisiaj zrobimy zajęcia teoretyczne, czyli będę pytać. - uśmiechnął się.
Ta lekcja minęła bardzo szybko. Hermiona oczywiście znała odpowiedzi na wszystkie pytania, co niezmiernie irytowało nauczyciela. W końcu wypuścił ich z sali.
- Nie było tak źle. - stwierdził Draco po zajęciach. - Dobra, ale muszę już lecieć. Nie zapomnij o dzisiejszym patrolu rzucił jeszcze tylko do Hermiony i już go nie było.
- To pa. - mruknęła brązowowłosa i pokręcił głową z politowaniem, ale mimo wszystko na jej usta wypłynął lekki uśmiech.

***

- Już, możemy iść? - usłyszała cichy głos za sobą.
- Jasne. - odpowiedziała i razem wyszli na korytarz.
Szli chwilę w milczeniu. Ich kroki odbijały się głuchym echem w korytarzach. Każdy, nawet najmniejszy szelest potęgował się w trwającej ciszy.
- Hermiona... - odezwał się po chwili Draco, a dziewczyna zdziwiła się, że blondyn wie, jak się nazywa. - ... ja myślę, że powinniśmy zacząć wszystko od nowa, no wiesz...
- Yhm. - mruknęła gryfonka na znak, że go słucha. Rozglądała się bowiem dookoła, wypatrując jakichkolwiek oznak, że ktoś nie znajduje się o tej porze w swoim dormitorium.
- ... ja wiem, że niby sobie wszystko wybaczyliśmy i w ogóle, ale to byłby taki nowy, świeży start i...
Hermiona przestała rozglądać się i zarumieniła się lekko.
- Nie jestem w tym dobra, no wiesz... zawieranie nowych znajomości to raczej nie moja działka... - powiedziała cicho i odbiegła wzrokiem.
- Proszę, chociaż spróbuj.
Chwilę panowała cisza. Ich kroki stały się jakby jeszcze głośniejsze. Dziewczyna kiwnęła nieznacznie głową i uśmiechnęła się lekko patrząc na ślizgona.
- To w takim razie, nazywam się Draco Malfoy, dla przyjaciół Smok, i pochodzę z arystokratycznej rodziny. Chodzą plotki, że marzy o mnie trzy czwarte żeńskiej populacji tej szkoły i nie mogę zaprzeczyć, że jestem dość atrakcyjny. - powiedział Malfoy z rozbrajającą szczerością. Hermiona na te słowa wybuchnęła krótkim urywanym śmiechem i pokręciła głową.
- Hermiona Granger, dla przyjaciół Miona. Pochodzę z rodziny mugoli. Nie wiem czy wiesz, ale jestem nazywana najmądrzejszą czarownicą od czasu Roweny Ravenclaw. Miło mi bardzo Pana poznać Panie Malfoy. - skłoniła się lekko.
- I z wzajemnością.
Oboje wybuchnęli śmiechem i poszli dalej.
Kiedy po skończonym patrolu weszli do Pokoju Wspólnego, zaczęli kierować się do swoich dormitoriów. Hermiona stanęła w drzwiach swojego pokoju i zanim blondyn zdążył wejść do swojego, zadała mu pytanie, które nie dawało jej spokoju.
- Malfoy... dlaczego ty w ogóle się ze mną zadajesz, skąd ta nagła zmiana?
Ślizgon stanął w drzwiach dormitorium i zastanawiał się chwilę nie patrząc na Hermionę.
- Bo mogę. - padła po chwili krótka odpowiedz. - Dobranoc. - powiedział i zamknął za sobą drzwi, zanim zaskoczona odpowiedzią dziewczyna zdążyła cokolwiek odpowiedzieć.


_______________________________________________________________

Hej!
Nowy rozdział nie sprawdzony, wrzucony na szybko, więc mogą być błędy :)

Nie Normalna












piątek, 22 maja 2015

Rozdział 1


Koła pociągu toczyły się za powolnie jak dla Hermiony. Ona chciała być już w Hogwarcie, niezależnie od tego, jakie straszne rzeczy zdarzyły się tam w tamtym roku, to był i już zawsze będzie jej dom. Spojrzała za okno i nagle zrobiło jej się strasznie smutno. Tym razem w przedziale były tylko ona i Ginny, która spała na przeciwnym siedzeniu. Ron stał się dokładnie taki sam jak był kiedyś Percy, bez reszty oddał się karierze, zapominając o niej, zagubionej pośród wspomnień o okropnościach wojny, a Harry...
Gryfonka zacisnęła powieki. Nie będzie płakać, nie będzie... ale gdy przypomniała sobie co się stało, pozwoliła samotnej łzie płynąć po policzku. Nie było ich, ani jej rodziców, ani Harry'ego... Jeszcze raz spojrzała na mijające za szybą obrazy i wstała z ławki. 
Wyszła z przedziału i stanęła przy otwartym oknie, spoglądając na piękny, skąpany w blasku zachodzącego słońca krajobraz. Zamknęła oczy i delektowała się promieniami słońca padającymi na jej twarz. Nagle poczuła, że ktoś staje obok niej. Leniwie otworzyła najpierw jedno oko, a potem drugie.
- Mógłbyś choć raz mi nie przeszkadzać?
- A może tak cześć, jak leci, czy coś w tym rodzaju...
- Słuchaj Malfoy, to, że zakopaliśmy topór wojenny, nie znaczy od razu, że staliśmy się najlepszymi przyjaciółmi. - powiedziała brązowowłosa dalej patrząc przez okno.
- Okej, nie chcesz rozmawiać, to nie... ale tak dla czystej formalności, u mnie wszystko w 
porządku. - powiedział i odszedł zanim Hermiona zdążyła cokolwiek odpowiedzieć, a na jego twarzy malowało się rozbawienie.
Dziewczyna wpatrywała się jeszcze chwilę w oddalającego się chłopaka jak spetryfikowana, po czym odwróciła się znowu do okna i wypuściła z siebie zirytowana powietrze.

***

Na dworze było już ciemno, kiedy wróciła do przedziału. Ginny siedziała na kanapie i wpatrywała się tępo w ścianę przed sobą.
- Halo, ziemia do Rudej. - zawołała brązowowłosa.
- Nie musisz tak krzyczeć. - zawołała tak samo młodsza gryfonka i uśmiechnęła się lekko do 
przyjaciółki. - Radziłabym ci się przebrać, bo McGonagall odejmie nam punkty przed rozpoczęciem roku. 
- Faktycznie. - przyznała jej racje Hermiona i zaczęła się ubierać.
- A tak w ogóle to gdzie ty się podziewałaś, co?
- Byłam na korytarzu.
- I? - dopytywała się Ginny, gdy gryfonka umilkła.
- I stałam. - powiedziała wymijająco Miona, na co Ruda wywróciła oczami.

Piętnaście minut później pociąg zaczął zwalniać, a korytarze wagonów zapełniły się uczniami. Gdy Hermiona w końcu wydostała się z tłumu ludzi wychodzących na peron, odetchnęła świeżym powietrzem i spojrzała na piętrzący się w oddali zamek. Cały ten błogi stan minął, gdy ujrzała swój kufer. W tym roku napakowała tam wybitnie dużo rzeczy. Westchnęła głęboko i zaczęła z trudem ciągnąć swój bagaż. Nie trwało to jednak długo, ponieważ po kilku wyjątkowo męczących metrach, jakaś zwinna dłoń odebrała jej rączkę od kufra i pociągnęła bez większego trudu jej tobołek.
- Malfoyyyyyyyyyyy!!!! - krzyknęła i pobiegła za nim.
- No co, mam pozwolić, żebyś zamęczyła się z tym bagażem na śmierć? - zaśmiał się widząc grymas na jej twarzy.
Dziewczyna już miała mu coś odpowiedzieć, gdy chłopak włożył jej kufer do jednego z powozów, po czym do tego samego powozu wsadził również ją samą i powiedział,
- No to do zobaczenia na uczcie powitalnej. - i odszedł zostawiając ją samą w stanie głębokiego szoku.
Przez całą drogę do zamku obie dziewczyny były zamyślone i nie odzywały się prawie wcale. Hermiona myślała nad dziwnym zachowaniem Malfoy'a. Dobra, może i wybaczyli sobie wszystko, ale przecież nie byli nie wiadomo jakimi przyjaciółmi, co to, to nie. Co prawda, ich stosunki bardzo się polepszyły podczas odbudowy Hogwartu, ale ona była dalej tą samą Hermioną, a on dalej tym samym Malfoy'em.
- Halo, Hermiona, pobudka, jesteśmy na miejscu! - Ginny popstrykała jej palcami przed twarzą.
- Acha, o, okej... - brązowowłosa ocknęła się i odpowiedziała bardzo elokwentnie, po czym wygramoliła się w powozu.

***

Uczta powitalna przebiegła nadzwyczaj spokojnie, ale kiedy profesor McGonagall wstała aby wygłosić przemowę, wszyscy byli już najedzeni. 
- Witam Was, niektórych ponownie, innych pierwszy raz, w Hogwarcie. Zasady i reguły jakie obowiązują w zamku przedstawią Wam prefekci Waszego domu, którymi zostają: Panna Granger z Gryffindoru, Pan Malfoy ze Slytherinu, Panna Edwor z Hufflepuffu, oraz Pan 
Howney z Ravenclawu. - Hermiona zacisnęła oczy uradowana,a na jej twarzy pojawił się uśmiech.
- Gratuluję. - szepnęła jej Ginny i uśmiechnęła się.
Brązowowłosa spojrzała znów na dyrektorkę, która kontynuowała.
- Jak wiecie, w tamtym roku, Hogwart spotkała straszliwa klęska, przez jego mury przetoczyła się jedna z najważniejszych dla magicznego świata wojen, II Bitwa o Hogwart. - zapanowało krótkie milczenie. - Wielu uczniów, młodych ludzi, w waszym wieku i młodszych, oddało życie... Niektórzy z Was nie rozumieją do końca tego co się stało, ale ten apel zwracam do wszystkich. Dlatego chciałabym Was prosić, abyście, jako młode pokolenie nie zmarnowali danej Wam szansy, budujmy nasz świat na przyjaźni, zaufaniu i zgodzie. Pragnę również podziękować wszystkim uczniom, którzy w trakcie wakacji pomagali odbudować szkołę. Nie przeciągając, ponieważ wielu z Was pewnie jest zmęczonych, dobranoc.
Rozległo się szurnie odsuwanych krzeseł i tupot nóg wielu uczniów wychodzących na korytarz. Ale Hermiona, tak jak prawie wszyscy uczniowie starszych klas siedziała dalej na miejscu.
- Panno Granger. - usłyszała za swoimi plecami znajomy głos. Odwróciła się. To profesor McGonagall stała za nią i przyglądała się jej bacznie. - Proszę przyjść za chwilę do mojego gabinetu.
Hermiona kiwnęła tylko głową. Po kilku minutach wstała z ławki i powoli ruszyła w stronę gabinetu dyrektorki. Kiedy do niego weszła, nie zastała nikogo. Już miała wyjść na korytarz, żeby tam poczekać na profesorkę, gdy na jednej ze ścian ujrzała smacznie śpiący portret Albusa Dumbledore'a. Uśmiechnęła się smutno, ale za chwilę zamarła, kiedy zobaczyła, że obok śpiącego byłego dyrektora, wisi równie smacznie śpiący portret... Harry'ego Potter'a. W jej oczach wezbrały łzy. Cholera, czemu ja wciąż tylko płacze? Zganiła samą siebie i otarła łzy rękawem. 
Zaskrzypiały drzwi i po chwili do gabinetu weszła dyrektorka.
- Proszę usiąść. - rzuciła tylko do gryfonki a sama zasiadła przy biurku. Nie minęła minuta, drzwi znów się się otworzyły, a miejsce obok niej zajął Malfoy, dwie minuty później przybyli Jess i Madie- dwójka pozostałych prefektów. 
- A więc, jeśli już tu wszyscy jesteście, chciałabym zapoznać was z obowiązkami, oraz przywilejami jakie idą w parze z funkcją prefektów naczelnych. - spojrzała po swoich uczniach, którzy słuchali jej w skupieniu. - Po pierwsze, możecie odejmować punkty za złe zachowanie i dodawać jej za dobre. Mam nadzieję, że nie będziecie nadużywać tej władzy. Po drugie, będziecie patrolować korytarze od godziny 21 do 22.30 w następujących parach: Panna Granger z Panem Malfoy'em i Panna Edwor z Panem Howney'em. Oczywiście waszym najważniejszym zadaniem jest pilnowanie porządku. Wasze prywatne dormitoria znajdują się na piątym piętrze, wraz z Pokojem Wspólnym Prefektów Naczelnych, hasło to wspólnota. Macie również dostęp do łazienki prefektów. Czy są jakieś pytania?
Wszyscy siedzieli cicho, więc po krótkim pożegnaniu wspólnie ruszyli na piąte piętro. Nikt nic nie mówił. Szli w milczeniu, do czasu, aż nie stanęli przed portretem pilnującym wejścia do Pokoju Wspólnego. Hermionie wyrwał się cichy okrzyk zdumienia, gdy zobaczyła, że na płótnie widnieje postać Mona Lisy. Kobieta spojrzała na nich ciepło, ale nie powiedziała nic. 
- Wspólnota. - wyjąkała Hermiona, a gdy obraz zrobił się przezroczysty, szybko weszła do środka. Nie mogła uwierzyć, że tak sławne dzieło sztuki, bo przecież znane również w świecie mugolskim, najspokojniej na świecie wisi sobie na jednej ze ścian Hogwartu.
- To by wyjaśniało, te wszystkie niejasności, które wymyślają naukowcy, czy ona na ciebie patrzy, czy nie patrzy, czy się uśmiecha, czy nie. - mruknęła do siebie. Jako mała dziewczynka, wiele słyszała na temat zagadek Mona Lisy i swego czasu bardzo się tym interesowała...
Potrząsnęła głową i szybko weszła do swojego pokoju nie oglądając się nawet na współlokatorów.
Gdy tylko zamknęła za sobą drzwi, rzuciła się na łóżko i zasnęła w ubraniu.

***

Następnego dnia po śniadaniu, Hermiona szła do klasy Transmutacji na pierwszą w tym semestrze lekcję. Gdy była już prawie na miejscu, poczuła, że ktoś mocno potrącił jej ramię. Syknęła z bólu i obróciła się.
- Uważaj jak łazisz szlamo. - warknęła Astoria Greengrass. Gryfonka tylko popatrzyła na ślizgonkę i odeszła w milczeniu, choć w środku wszystko w niej wrzało. Nie rozumiała, jak po tym wszystkim co się stało, dalej można być taką podłą świnią! Na szczęście Astoria była w mniejszości. Większość uczniów zrozumiała swoje karygodne zachowanie i poprawiła się.
To oczywiście nie zmieniało faktu, że Hermiona przez całą lekcję Transmutacji była zła i jak tylko zadzwonił dzwonek wyszła z klasy. Szła korytarzem prowadzącym na szóste piętro, kiedy nagle potknęła się o pusty kałamarz pozostawiony najpewniej przez Irytka. I już miała się szykować na bliskie spotkanie z ziemią, gdy poczuła, że ktoś łapie ją za szatę i podciąga do góry. Spojrzała na swojego wybawcę i pomyślała, że wolałaby zderzyć się z ziemią.
- Hej, musisz bardziej uważać, bo...
- Bo stracisz swoją ulubioną szlamę? - zapytała brązowowłosa z niebezpiecznymi ognikami w oczach.
Draco zdziwił się słysząc jej słowa. Ostatecznie uznał jednak, aby się tym nie przejmować, bo dziewczyna wyglądała na zdenerwowaną.
- Nie, bo zrobisz sobie coś złego, a z piątego piętra do Skrzydła szpitalnego jest kawał drogi i nie chce mi się tam codziennie chodzić. - wyjaśnił jej i uśmiechnął się pięknie. Prychnęła i otrzepała swoją szatę z niewidzialnego kurzu.
- Aleś ty się miły zrobił, że normalnie nie mogę.
- Ale za to ty nie jesteś miła. Może tak dziękuję, albo jesteś bardzo miły, że uratowałeś mnie od upadku Draco, czy coś tam...
Hermiona skrzywiła się ostentacyjnie, ale ostatecznie wybąkała podziękowania, i miała zamiar odejść, ale ślizgon ją dogonił.
- Wiesz co? Ja też mam teraz zaklęcia. - powiedział i spojrzał na nią.
- Ojej, i co my z tym fantem zrobimy... - mruknęła zrezygnowana dziewczyna. Wiedziała, co to oznacza, a mianowicie, że ten denerwujący chłopak nie opuści jej aż do końca przerwy.  

_________________________________________

Witajcie!

Jak widzicie, jestem tydzień później z nowym rozdziałem. Myślę notka spełnia powierzoną jej rolę wstępu. Nie chcę się rozpisywać, żeby was nie zanudzić, więc powiem tylko, że mam nadzieję, że jesteście tak samo usatysfakcjonowani tym wpisem jak ja.

Nie Normalna










poniedziałek, 18 maja 2015

Prolog

Nigdy nie pomyślała bym, że kiedykolwiek mogłabym być z nim... Nie po tym co się stało, nie po tym co przeszliśmy... A jednak, życie jest bardzo przewrotne, tak jak powiedział mi kiedyś ktoś bardzo dla mnie ważny, to tak jak z niekończącą się wędrówką. Czasami na swojej drodze spotykasz pomoc, czasem przeszkody, niektórzy ludzie przyłączają się do twojego marszu, aby później, w najmniej oczekiwanym momencie, skręcić w inną drogę.
Na swojej ścieżce masz wiele wyborów, niewiadomych, ale nigdy nie możesz zawrócić, takimi prawami rządzi się ta niesprawiedliwa rzeczywistość, którą nazywamy życiem. I choć na początku nie wiedziałam, czy dobrze zrobiłam, teraz jestem spokojna, bo wiem, że jestem szczęśliwa.



_______________________________________________________

No i jest Prolog! 
Przyznam, że trochę się denerwowałam tą historią, ale pierwsza 
notka nawet mi się podoba. Mam nadzieję, że wy też podzielacie mój entuzjazm.

Nie Normalna