Kiedy Hermiona weszła do Pokoju Wspólnego, na szczęście nie zastała tam Malfoy'a. Po Zaklęciach nie "nawiedził" jej już ani razu, co absolutnie jej odpowiadało. Brązowowłosa miała zamiar zaszyć się na resztę dnia w pokoju i zająć się swoimi książkami. Ale niestety nie było jej to dane, bo już po kilku krokach usłyszała za sobą czyjś głos.
"No pięknie - pomyślała - jak nie denerwujący ślizgon, - odwróciła się - to denerwujący krukon!"
- Cześć, mam na imię Jess. - przedstawił się jej chłopak i posłał piękny uśmiech.
- Hermiona. - mruknęła.
- Jesteś prefektem gryffindoru, prawda?
- Tak. - powiedziała i uśmiechnęła się lekko. Ten chłopak wydawał się całkiem fajny i co najważniejsze chyba miał przyjacielskie zamiary, w każdym bądź razie nie narzucał się.
- Okej, fajnie cię było poznać, to do zobaczenia. - powiedział i wyszedł przez portret.
***
- No i jak Ci idzie prefektowanie? - zapytała Ginny uśmiechając się.
Dwa dni po rozpoczęciu roku, siedziały w dormitorium Hermiony i rozmawiały o bieżących sprawach. W tym roku dziewczyny spędzały o wiele więcej czasu razem i bardzo się zbliżyły.
- Nie jest źle, jak widzisz, żyje mi się raczej dobrze, obowiązków jest dużo, ale daję radę.
- No ja myślę. Ale na wszelki wypadek, jakbyś miała myśli samobójcze, to zgłoś się do mnie. - poinformowała ją Ruda z poważną miną.
- Ależ oczywiście. - brązowooka skłoniła się przyjaciółce i po chwili obie zaniosły się śmiechem.
- Miło było, ale ja muszę zmykać. - powiedziała po chwili Ginny i zaczęła się szybko zbierać.
- Już mnie zostawiasz jędzo?
Młodsza gryfonka tylko wystawiła jej język i po chwili już jej nie było.
Hermiona przewaliła się na łóżko i wpatrzyła w sufit. Miała dzisiaj potwornego lenia i nie chciało jej się nic robić. Zaśmiała się, kiedy przypomniał sobie przejętą minę Ginny, gdy spojrzała na zegarek. Ciekawe gdzie jej ruda przyjaciółka wymyśliła sobie pójść... może spotyka się z jakimś chłopakiem... Brązowowłosa obiecała sobie, że przy następnej okazji dokładnie przemagluje Weasleyówne.
A tak a propo chłopaków, - Hermiona zamyśliła się - to poza lekcjami nie spotkała Malfoya ani razu, co było dość dziwne, ale absolutnie jej odpowiadało, a nawet cieszyła się, że chłopak dał jej spokój. "A może go coś zjadło?" - pomyślała z rozmarzeniem.
W sumie, nie wiedziała, dlaczego tak bardzo jej przeszkadzał.
"Jest stanowczo zbyt gadatliwy, - próbowała wymieniać jego negatywne cechy dziewczyna. - i..... Ale przecież Ginny też dużo mówi. - odezwał się irytujący głosik w jej głowie.
... i irytujący... Ostatnio wszyscy są dla ciebie irytujący. - szepnął ten sam głosik, ale dziewczyna brnęła dalej. - ... i... i, och! i to on wyzywał mnie i uprzykrzał życie przez te wszystkie lata! - wybuchnęła, zirytowana tym, że nie może wygrać z własną głową. - A ty mu to tak wspaniałomyślnie wybaczyłaś. - zakończył to ten sam głosik. - Och, zamknij się! Boże, co ty ze mną robisz Malfoy, że zaczynam prowadzić rozmowę sama ze sobą.
Dwa dni po rozpoczęciu roku, siedziały w dormitorium Hermiony i rozmawiały o bieżących sprawach. W tym roku dziewczyny spędzały o wiele więcej czasu razem i bardzo się zbliżyły.
- Nie jest źle, jak widzisz, żyje mi się raczej dobrze, obowiązków jest dużo, ale daję radę.
- No ja myślę. Ale na wszelki wypadek, jakbyś miała myśli samobójcze, to zgłoś się do mnie. - poinformowała ją Ruda z poważną miną.
- Ależ oczywiście. - brązowooka skłoniła się przyjaciółce i po chwili obie zaniosły się śmiechem.
- Miło było, ale ja muszę zmykać. - powiedziała po chwili Ginny i zaczęła się szybko zbierać.
- Już mnie zostawiasz jędzo?
Młodsza gryfonka tylko wystawiła jej język i po chwili już jej nie było.
Hermiona przewaliła się na łóżko i wpatrzyła w sufit. Miała dzisiaj potwornego lenia i nie chciało jej się nic robić. Zaśmiała się, kiedy przypomniał sobie przejętą minę Ginny, gdy spojrzała na zegarek. Ciekawe gdzie jej ruda przyjaciółka wymyśliła sobie pójść... może spotyka się z jakimś chłopakiem... Brązowowłosa obiecała sobie, że przy następnej okazji dokładnie przemagluje Weasleyówne.
A tak a propo chłopaków, - Hermiona zamyśliła się - to poza lekcjami nie spotkała Malfoya ani razu, co było dość dziwne, ale absolutnie jej odpowiadało, a nawet cieszyła się, że chłopak dał jej spokój. "A może go coś zjadło?" - pomyślała z rozmarzeniem.
W sumie, nie wiedziała, dlaczego tak bardzo jej przeszkadzał.
"Jest stanowczo zbyt gadatliwy, - próbowała wymieniać jego negatywne cechy dziewczyna. - i..... Ale przecież Ginny też dużo mówi. - odezwał się irytujący głosik w jej głowie.
... i irytujący... Ostatnio wszyscy są dla ciebie irytujący. - szepnął ten sam głosik, ale dziewczyna brnęła dalej. - ... i... i, och! i to on wyzywał mnie i uprzykrzał życie przez te wszystkie lata! - wybuchnęła, zirytowana tym, że nie może wygrać z własną głową. - A ty mu to tak wspaniałomyślnie wybaczyłaś. - zakończył to ten sam głosik. - Och, zamknij się! Boże, co ty ze mną robisz Malfoy, że zaczynam prowadzić rozmowę sama ze sobą.
***
Draco i Blaise siedzieli w prywatnym dormitorium tego pierwszego.
- Dobrze Ci się tutaj żyje, co Smoku? - zapytał Zabbini i pociągnął ze szklanki.
- Jest... spoko. - odpowiedział młody Malfoy.
- Widziałem przedwczoraj, pod klasą Transmutacji, że Hermiona miała cię dość. - zmienił sprytnie temat Blaise i uśmiechnął się do kumpla.
- Jeszcze się do mnie przyzwyczai. - mruknął blondyn i też się uśmiechnął.
- Czy to znaczy, że masz się zamiar koło niej pokręcić?
- W sumie sam nie wiem... - chłopak spojrzał w okno. - Raczej... zadość uczynić temu jak się zachowywałem. Chciałbym być kimś, do którego zawsze może zwrócić się o pomoc.
- Łał chłopie, ale cię wzięło! Powtórz to jeszcze raz, chyba nagram to sobie na dyktafon.
- Ha, ha, ha, bardzo śmieszne, ale ja mówię na poważnie.
- To nie wiem, jak ty chcesz to zrobić, ale masz ambitne plany.
Resztę czasu panowie spędzili na rozmowie na temat Quidditcha i tym podobnych, do czasu, aż Diabeł musiał nieoczekiwanie wyjść.
***
- Hej Granger, poczekajcie!
Hermiona i Ginny właśnie wychodziły z Wielkiej Sali, gdy usłyszały, że ktoś je woła. Brązowowłosa obejrzała się za siebie i westchnęła ciężko.
- Ach, to ty... - odparła z irytacją. - Czego chcecie?
Spojrzała pytająco najpierw na blondyna, a później na jego towarzysza.
- Mamy teraz razem eliksiry, więc pomyślałem, że zabierzemy się tam razem z wami. - powiedział i uśmiechnął się. - To jest Blaise. - wytłumaczył im widząc pytające spojrzenia obu Pań.
- Blaise Zabbini, ale mówią na mnie Diabeł. - uśmiechnął się czarnoskóry chłopak.
- Tak, wiem. - odpowiedziały naraz obie gryfonki, przy czym Ginny trochę się zarumieniła.
Cała czwórka poszła pod klasę profesora Snape'a, nawet Ginny, której rocznik miał dzisiaj zajęcia z nimi. Po dziesięciu wyjątkowo długich jak dla Hermiony minutach, drzwi od lochu się otworzyły i weszli do środka.
- Nie rozpakowujcie się. - padło polecenie z ust nauczyciela. - Jest was za dużo, więc dzisiaj zrobimy zajęcia teoretyczne, czyli będę pytać. - uśmiechnął się.
Ta lekcja minęła bardzo szybko. Hermiona oczywiście znała odpowiedzi na wszystkie pytania, co niezmiernie irytowało nauczyciela. W końcu wypuścił ich z sali.
- Nie było tak źle. - stwierdził Draco po zajęciach. - Dobra, ale muszę już lecieć. Nie zapomnij o dzisiejszym patrolu rzucił jeszcze tylko do Hermiony i już go nie było.
- To pa. - mruknęła brązowowłosa i pokręcił głową z politowaniem, ale mimo wszystko na jej usta wypłynął lekki uśmiech.
***
- Już, możemy iść? - usłyszała cichy głos za sobą.
- Jasne. - odpowiedziała i razem wyszli na korytarz.
Szli chwilę w milczeniu. Ich kroki odbijały się głuchym echem w korytarzach. Każdy, nawet najmniejszy szelest potęgował się w trwającej ciszy.
- Hermiona... - odezwał się po chwili Draco, a dziewczyna zdziwiła się, że blondyn wie, jak się nazywa. - ... ja myślę, że powinniśmy zacząć wszystko od nowa, no wiesz...
- Yhm. - mruknęła gryfonka na znak, że go słucha. Rozglądała się bowiem dookoła, wypatrując jakichkolwiek oznak, że ktoś nie znajduje się o tej porze w swoim dormitorium.
- ... ja wiem, że niby sobie wszystko wybaczyliśmy i w ogóle, ale to byłby taki nowy, świeży start i...
Hermiona przestała rozglądać się i zarumieniła się lekko.
- Nie jestem w tym dobra, no wiesz... zawieranie nowych znajomości to raczej nie moja działka... - powiedziała cicho i odbiegła wzrokiem.
- Proszę, chociaż spróbuj.
Chwilę panowała cisza. Ich kroki stały się jakby jeszcze głośniejsze. Dziewczyna kiwnęła nieznacznie głową i uśmiechnęła się lekko patrząc na ślizgona.
- Nie jestem w tym dobra, no wiesz... zawieranie nowych znajomości to raczej nie moja działka... - powiedziała cicho i odbiegła wzrokiem.
- Proszę, chociaż spróbuj.
Chwilę panowała cisza. Ich kroki stały się jakby jeszcze głośniejsze. Dziewczyna kiwnęła nieznacznie głową i uśmiechnęła się lekko patrząc na ślizgona.
- To w takim razie, nazywam się Draco Malfoy, dla przyjaciół Smok, i pochodzę z arystokratycznej rodziny. Chodzą plotki, że marzy o mnie trzy czwarte żeńskiej populacji tej szkoły i nie mogę zaprzeczyć, że jestem dość atrakcyjny. - powiedział Malfoy z rozbrajającą szczerością. Hermiona na te słowa wybuchnęła krótkim urywanym śmiechem i pokręciła głową.
- Hermiona Granger, dla przyjaciół Miona. Pochodzę z rodziny mugoli. Nie wiem czy wiesz, ale jestem nazywana najmądrzejszą czarownicą od czasu Roweny Ravenclaw. Miło mi bardzo Pana poznać Panie Malfoy. - skłoniła się lekko.
- I z wzajemnością.
Oboje wybuchnęli śmiechem i poszli dalej.
Kiedy po skończonym patrolu weszli do Pokoju Wspólnego, zaczęli kierować się do swoich dormitoriów. Hermiona stanęła w drzwiach swojego pokoju i zanim blondyn zdążył wejść do swojego, zadała mu pytanie, które nie dawało jej spokoju.
- Malfoy... dlaczego ty w ogóle się ze mną zadajesz, skąd ta nagła zmiana?
Ślizgon stanął w drzwiach dormitorium i zastanawiał się chwilę nie patrząc na Hermionę.
- Bo mogę. - padła po chwili krótka odpowiedz. - Dobranoc. - powiedział i zamknął za sobą drzwi, zanim zaskoczona odpowiedzią dziewczyna zdążyła cokolwiek odpowiedzieć.
_______________________________________________________________
Hej!
Nowy rozdział nie sprawdzony, wrzucony na szybko, więc mogą być błędy :)
Nie Normalna