niedziela, 11 października 2015

SOWA

UWAGA:
Za dwa tygodnie(23.10) adres internetowy strony zostanie zmieniony na: 
dramione-just-friends.blogspot.com
Myślę, że, po pierwsze, ten adres łatwiej będzie zapamiętać, po drugie, kiedy zakładałam bloga to nie ja wymyślałam link, i oczywiście nie sprawdziłam, czy jest dobrze napisany, bo po co i okazało się, że jeden z wyrazów zawiera błąd, co zauważyłam dopiero chwilę po tym, jak link został zatwierdzony.
Mam nadzieję, że nie gniewacie się za te niedogodności, kolejny post już w piątek. 

NN

środa, 7 października 2015

Rozdział 14

Następnego ranka zeszła na śniadanie trochę później niż zwykle i prawie nic nie ruszyła. Po piętnastu minutach wpatrywania się w jajecznicę, wzrokiem, który rzekomo miał sprawić, aby ta cudownie zniknęła z talerza, powlokła się pod salę Transmutacji. Odprowadzały ją ukradkowe spojrzenia chętnych wiedzy uczniów, ale nie zwracała na nie zbytnio uwagi. Zwisało jej co oni sobie myślą, albo czują. Ona sama nie wiedziała co czuć.
Z jednej strony czuła się zdradzona, porzucona i smutna, ale jednak jakaś iskierka nadziei pozostawała w jej zagruzowanym sercu. Czy można czuć się jednocześnie zdruzgotanym i szczęśliwym? Jeśli nie, to była to kolejna przesłanka na to, że ona, Hermiona Granger jest niestety nie w pełni rozumu.
Wlokła się powoli przez tłoczne o tej porze korytarze Hogwartu. Nie zwracała jakoś zbytnio uwagi na to gdzie idzie. Pozwoliła swojemu instynktowi samemu podświadomie ją prowadzić. Przez te siedem lat bardzo dobrze poznała ten zamek, a nawet pomagała go odbudować. Z Harry'm i Ron'em odwiedzili chyba każdy jego zakamarek.
Na to wspomnienie coś boleśnie zacisnęło się na jej sercu. Nie powinna o nich myśleć, nie w tych okolicznościach. " Muszę być silna. - powtarzał zaciskając mocno powieki. - Muszę być silna dla nich wszystkich."
W końcu, po wielkim trudzie, dotarła pod klasę profesor McGonagall. Ledwo podeszła do drzwi, te się otworzyły i uczniowie zaczęli wlewać się do środka. Usiadła w swojej ławce i wypakowała książki z torby. Kiedy była już gotowa, rozejrzała się po klasie. Z czwartej ławki uśmiechali się i machali do niej Draco i Blaise. Odwzajemniła uśmiech, ale szybko odwróciła się do tablicy, ponieważ nauczycielka właśnie zaczęła swoją dwugodzinną lekcję.
Już wcześniej zastanawiała się jak nauczyciele zareagują na jej wczorajszą nieobecność, nie pojawiła się przecież na żadnej lekcji. Oni jednak zamiast się na nią wściekać i straszyć egzaminami, patrzyli na nią z pewnego rodzaju troską oraz... litością? O nie, nie, nie. Ona nie potrzebowała litości..., co więcej ona jej nie chciała! Nie chciała, żeby ktokolwiek czuł się w jakikolwiek sposób winny tego, jak potoczyły się niektóre sprawy. Mówi się trudno, żyje się dalej.


Hermiona była do tego stopnia pogrążona we własnych rozmyślaniach, że nie zauważyła nawet, kiedy na początku drugiej godziny zajęć Transmutacji po twarzach obu zaprzyjaźnionych i całkowicie mogłoby się zdawać nieszkodliwych ślizgonów, przeszedł porozumiewawczy uśmiech.
Blaise leniwie podniósł rękę w górę.
-... a kiedy stukniecie w nią trzeci raz... Tak Zabbini? - nauczycielka zwężyła swoje oczy w małe szparki.
- A nic takiego... mam tylko takie pytanie... W temacie tego stukania... może nam pani opowiedzieć jak to się staje, że dziewczyna przestaje być dziewicą? - zapytał chłopak, jakby od niechcenia bawiąc się palcami. W klasie zapanowała jeszcze większa cisza niż poprzednio, tak, że było słychać, jak ziemia porusza się na orbicie. Tylko ktoś tak szalony jak spółka Zabbini&Malfoy Company mógł zadać takie pytanie Królowej Wszystkich Dziewic.
Profesor McGonagall za to, nie wiedziała kompletnie co odpowiedzieć. Kreda wypadła jej z ręki i stała tak, z lekko rozchylonymi ustami, na środku klasy.
- No wie Pani, my nigdy nie mieliśmy takich zajęć, więc chyba skądś musimy o tym wiedzieć. - zagadnął jeszcze raz brunet patrząc na nauczycielkę niewinnie.
- To nie jest lekcja głupich żartów Zabbini. - syknęła Minerva, kiedy w końcu przekonała się, że to jednak nie jest jakiś szalony sen. - Minus dziesięć punktów dla Slytherinu.
Obaj ślizgoni zrobili oburzone miny i tym razem głos zabrał Draco.
- Ależ Pani Profesor! Potraktowała Pani mojego kolegę bardzo nie fair! My też mamy prawo wiedzieć. Dajmy na przykład taką Granger! Ja to sobie dam jeszcze jakoś radę, ale ona musi mieć wszystko rozpisane krok po kroku, bo ją jeszcze jakiś Weasley wykorzysta i będzie się Pani czuć winna! Ot co!
McGonagall pokraśniała na całej twarz, aż po czubki jej siwych, splecionych w ciasnego koka włosów i spojrzała z ukosa na dławiącą się ze śmiechu Hermionę, która od razu pokiwała twierdząco głową.
- No oczywiście Pani Profesor. Byłabym bardzo wdzięczna, gdyby nam to Pani wyjaśniła. Oni mają rację, jestem bardzo nie przygotowana. - zrobiła smutną, pełną bólu minę
Nauczycielka myślała jeszcze przez chwilę, po czym ze zrezygnowaną miną podeszła do pulpitu i zaczęła zbierać swoje rzeczy.
- Koniec lekcji na dziś. - oświadczyła cierpko, chociaż zostało im jeszcze ponad pół godziny. - Tylko na Merlina, nie pokazywać mi się dzisiaj więcej na oczy.
Wszyscy na hurra wypadli z klasy i puścili się korytarzem, na wszelki wypadek gdyby McGonagall jednak zmieniła zdanie. Natomiast Hermiona rzuciła się chłopakom na szyję i uściskała ich mocno.
- Bardzo wam dziękuję. Nawet nie wiecie, jak bardzo poprawiliście mi humor. - wyszeptała wtulając się w nich. - Ale nie róbcie tego więcej, bo jeszcze wpakujecie się w kłopoty.
Draco poczuł na swojej koszuli coś mokrego. Spojrzał na zarumienioną twarz dziewczyny.
- Czy ty płaczesz? Przepraszam, nie chcieliśmy...
- Ale wy jesteście tępi. - skomentowała śmiejąc się i zarzucając im ręce na szyję. Ukradkiem otarła łzy szczęścia i ruszyli śmiejąc się z kawałów Diabła na następną lekcję.

Po następnych czterech lekcjach byli już tak głodni, że dziękowali Merlinowi za coś takiego jak obiad. Biegiem we trójkę ruszyli do Wielkiej Sali, gdzie dziesiątki równie głodnych uczniów wlewały się przez Wielkie Wrota.
- A może usiądziesz dzisiaj z nami? - zapytał Blaise, kiedy próbowali przepchnąć się do komnaty.
Hermiona spojrzała na niego dziwnie, ale w sumie co jej szkodziło. Wzruszyła ramionami.
- W sumie, czemu nie. Uczynię ci Diabłeku ten zaszczyt i zasiądę obok ciebie.
- Ależ jest mi niezwykle przyjemnie z tego powodu Milady. - powiedział i dygnął lekko, przytrzymując rękoma niewidzialną spódnicę.
Draco przyglądał się, jak ta dwójka droczy się ze sobą, w kompletnym milczeniu, ale z jego ust nie schodził uśmiech. Było mu dobrze, tak cholernie dobrze.
Usiedli przy stole ślizgonów odprowadzani wieloma spojrzeniami. Nie było im dane jednak długo jeść, ponieważ zaraz odezwał się Diabeł.
- Wy moje dzieciątka kochane. - powiedział i podniósł swoje błagalne oczy znad talerza. - A co byście powiedzieli na imprezkę? Mamy tyle zajęć, chyba jakoś musimy się odstresować!
Draco tylko wywrócił oczami, a Hermiona zachichotała.
- Zabbini dobrze wiesz, że po poprzedniej imprezce masz szlaban na kolejne imprezki aż do odwołania. - tłumaczył mu jak małemu dziecku blondyn, na co brunet zrobił smutną minkę.
- Ale ja chcę imprezkę!
- Nie i koniec, powiedziałem nie. - nie ulegał ślizgon i założył ręce na piersi.
Według Hermiony wyglądali naprawdę komicznie. Malfoy w roli mamy, która odmawia dziecku cukierka, a Blaise w roli wyżej wspomnianego dziecka.
- A w ogóle to się ciebie nie będę słuchał! Kto ci w ogóle dał prawo do mówienia mi co mam robić!- krzyknął czarnoskóry chłopak i ostentacyjnie obrócił się do blondyna tyłem. Nie wytrzymał jednak długo. - Proszeeeeeeeeeeeeeee! Daj mi zrobić imprezkeeeeeeeeee!
- Zabbini, ty imprezocholiku! Nie będzie żadnej imprezy i koniec i kropka. Po ostatniej ledwo cię ocuciłem spirytusem!
Diabeł spojrzał jeszcze raz na Draco spode łba.
- Ależ się z ciebie niańka zrobiła. - burknął.
Chłopak już chciał coś odpowiedzieć, kiedy znikąd pojawiła się przy nich Pansy.
- Ale jazda, co nie Granger? - zapytała i usiadła koło brązowowłosej.
Jak na oko Hermiony wyglądała nie najlepiej. Włosy miała lekko poczochrane, a pod oczami wory. Wyglądała, jakby dużo płakała i nie spała całą noc.
- Wiesz Pansy, że my to się kochamy ponad wszystko. - powiedział Blaise przyciągając do siebie blondyna i razem się wyszczerzyli.
- A wiedziałam, że to nie plotki. - mruknęła dziewczyna biorąc do ręki jabłko.
- Jakie plotki?
- No że jesteście homo. - odpowiedziała nadgryzając kawałek owocu i uśmiechając się do nich słodko.
Oboje zrobili oburzone miny i wstali od stołu.
- Chodź Smoku, obrażają nas tu. Nie będziemy dyskutować z tak bezpodstawnymi oskarżeniami!
Ruszyli przez Wielką Salę trzymając się pod ramię, aż w końcu znikli z pola widzenia dziewczyn. Obie wybuchnęły śmiechem. Hermiona także postanowiła się już zbierać. Odwróciła się w stronę Pansy, gdy nagle coś ją wzięło.
- Wszystko dobrze? - zapytała łagodnie ślizgonkę.
Dziewczyna spojrzała swoimi czarnymi oczami na brązowowłosą, jakby zastanawiała się, czy jest godna zaufania, ale w końcu chyba zdecydowała, że tak, bo powiedziała:
- Ty Granger chyba najlepiej rozumiesz, jak to jest, kiedy wszystko wali ci się na głowę.
I nic więcej. Po prostu wstała i wyszła. Hermiona jeszcze długo zastanawiała się nad tymi słowami.

Po skończonych lekcjach gryfonka wróciła do swojego dormitorium. Odłożyła książki na biurko i walnęła się na łóżko. Coś skrzypnęło cicho pod jej plecami. Podniosła się lekko na łokciach i wzięła leżący na łóżku kawałek pergaminu. Ładnymi, pochyłymi literami było tam napisane:

Musiałem iść na trening.
Zobaczymy się później :)
Tylko mi tu nie uschnij z tęsknoty.
                                               D.M

Hermiona przycisnęła zwitek papieru do piersi i delikatnie położyła się na łóżku. Zamknęła oczy, a na jej malinowych ustach wystąpił lekki uśmiech. Czy to naprawdę była prawda? Czy on naprawdę się o nią martwił? Czy to naprawdę nie jest sen, i czy ona trzyma właśnie w swoich dłoniach kartkę z zapewnieniem, że o niej pamięta, i że jej nie zostawi samej?
Może to było tylko kilka słów, dla niektórych całkiem bezwartościowych, ale dla niej, Hermiony Granger, znaczyło to więcej, niż wszystkie Sumy razem wzięte. Z jej piersi wyrwał się długi, pełen dawno skrywanej radości śmiech. Otworzyła pełne życia oczy, z których dawno nie biła taka chęć do życia. Ból i niepewność poszły w zapomnienie, bo to była jej szczęśliwa chwila. Nie miała czasu zastanawiać się nad tym wszystkim i poddawać w wątpliwość swoje uczucia. Zerwała się z łóżka i porwała w ramiona kurtkę. Nawet nie wiedziała, kiedy stanęła na szkolnym dziedzińcu, a dalej na szkolnych błoniach. Biegała i skakała w przypływie euforii, a perłowo białe płatki śniegu padały na jej włosy. Nawet pogoda dopasowała się do jej humoru, bo mimo, że prószył lekki śnieg, słońce zdawało się uśmiechać do świata całą swoją tarczą słoneczną. 
Kiedy od biegu i śpiewu Hermiona całkowicie opadła z sił, osunęła się po pniu starego dębu, przy którym uczyła się z Draco i wpatrzyła się w zachodzące za drzewami, pomarańczowe słońce.
Przez jej głowę przelatywały tysiące wspomnień. Kiedy siedziała tu z Harrym i Ronem, kiedy nad brzegiem tego jeziora leżała na kolanach brunet wsłuchana w jego kojący głos, gdy Ron przechadzając się z nią po błoniach złapał ją za rękę. Wszystkie te dobre chwile, które spędził pod tym dębem, kiedy wszystko było jeszcze dobrze...
Jakiś śmiech, głos przyjaciela, i najlepsza, najbardziej upajająca cisza wśród osób, które kochasz...
Z jej ust nie schodził uśmiech, po bladym policzku spłynęło kilka łez, a w głowie ciągle brzmiały jej słowa: Zobaczymy się później. - ta niema obietnica.

_________________________________________

Nareszcie nowy rozdział! Muszę się przyznać,
że szło mi to dość opornie i miałam lekkie opory
z napisaniem go, ale w końcu jest! Krótki, wiem,
ale wolałam wstawić Coś, niż dalej zwlekać z 
wstawieniem Czegokolwiek. Mam nadzieję, że
moja wena ma się już lepiej. Mam już pomysł na
następną miniaturkę, więc jak tylko uda mi się ją
sklecić, to na pewno się pojawi :)


Nie Normalna

PS Czekam na KOMENTARZE!!!