niedziela, 26 lipca 2015

Rozdział 8

Hermiona siedziała w bibliotece przyglądając się zamyślonej twarzy Malfoy'a. Chłopak przepisywał coś zawzięcie z książki, którą przygotowała na dzisiejsze korepetycje. Siedzieli tutaj już godzinę i uczyli się transmutacji. Ślizgon radził już sobie całkiem nieźle i robił duże postępy. Widać było, że bardzo mu zależy.
Gryfonka myślała o ich spotkaniu sprzed tygodnia. Oczywiście projekt wyszedł im perfekcyjnie, ale to nie ta sprawa siedziała w głowie dziewczyny. Hermiona rozmyślała o ich rozmowie. Może nie okazała tego, ale bardzo poruszył ją list, który znalazła u Draco, a jeszcze bardziej to, że zaryzykował i nie spalił dowodu korespondencji z matką. Brązowowłosa przekręciła głowę patrząc na profil Dracona. Wydawał się taki spokojny i szczęśliwy. On naprawdę się zmienił. - przeszło jej przez myśl.
- Skończone. - oznajmił w końcu chłopak i spojrzał uradowany na Hermionę. - Co ci? - zapytał i zmarszczył brwi widząc zamyślony wyraz twarzy dziewczyny i jej nieobecny wzrok.
- Nic. - odparła i uśmiechnęła się. - Zupełnie nic.
Zapadła na chwilę cisza.
- To zbieramy się?
- Tak, jasne.
Spakowali swoje książki i ruszyli do Pokoju Wspólnego. Jak zwykle wygłupiali się i śmiali.
- Idziesz się w sobotę pouczyć? - zapytał nagle całkiem poważnie ślizgon i spojrzał na gryfonkę.
- Raczej tak, a co?
- Bo pojutrze jest trening Quidditcha. - powiedział blondyn całkiem naturalnie i spojrzał wyczekująco na Hermionę.
Dziewczyna nie zrozumiała i także spojrzała na chłopaka pytająco.
- I co w związku z tym? - zapytała w końcu po chwili napiętej ciszy.
- No i pomyślałem, że może przyszłabyś popatrzyć jak gramy, a potem razem byśmy się pouczyli. Oczywiście możesz wziąć z sobą Rudą, myślę, że Diabeł się ucieszy.
Hermiona zastanawiała się przez chwilę nad słowami ślizgona, ale w końcu, co jej szkodziło?
- No, okej. - powiedziała w końcu. - O której ten trening?
- O 12.00- poinformował ją blondyn i uśmiechnął się naprawdę szczerze.
- No to do jutra. - powiedziała Gryfonka i weszła do swojego dormitorium.
Dopiero teraz zrozumiała jak dużo jej to szkodziło. Może i pogodziła się z większością ślizgonów, ale żeby od razu pakować się do nich z butami... przecież to czyste szaleństwo! I co powie Ginny? A może nic nie powie, tylko ją wyśmieje?
- O Boże, co ja narobiłam? - zapytała się sama siebie Brązowowłosa i opadł na łóżko. Nie wiedziała dokładnie dlaczego, ale zachciało jej się śmiać. Uśmiechnęła się szeroko. Leżała jeszcze przez chwilę, po czym wykąpała się i ubrała w piżamę. Położyła się spać, ale nie zasnęła od razu. Znowu myślała. Dlaczego Malfoy tak się zmienił w stosunku do niej, dlaczego tak szybko zgodziła się na pójście na trening Quidditcha...Przecież ja nienawidzę Quidditcha! - pomyślała... i co ona tak w ogóle czuje do tego ślizgona...? Można by powiedzieć, że jej myśli krążyły tylko i wyłącznie wokół pewnego blondyna, ale Hermiona nie zdawała sobie teraz z tego sprawy. Nawet się zauważyła, kiedy odpłynęła w objęcia Morfeusza.

***

Biegła ciemnym korytarzem. Nie wiedziała dlaczego ucieka, ale pewnym było, że jeśli choć na chwilę zwolni, może się stać coś strasznego.
Po jej brudnej, zakurzonej twarzy ciekły łzy. Czuła ogromną pustkę zalewającą jej ciało. Załkała cicho. Potknęła się, ale zamiast upaść, spadała. Po chwili uderzyła całym ciałem o podłogę. Jęknęła. Szybko podniosła się nie zważając na ból i rozejrzała po pomieszczeniu w popłochu. Komnata była okrągła, ściany tylko gdzieniegdzie oświetlało słabe światło. Podłoga była wykonana z jakiegoś czarnego kamienia, a sufitu nie było widać w mroku. Podeszła do jednej ze ścian i dotknęła jej delikatnie. Nic się nie stało. Spojrzała jeszcze raz w górę i podciągnęła spadającą z jej chudych ramion pomiętą koszulkę.
Nagle w pomieszczeniu rozległ się głos tak surowy i przerażający, że aż ciarki przeszły jej po plecach.
- Zostałaś sama? - zapytał szyderczo i zaśmiał się złośliwie. Mówił cicho i dobitnie. - Wszyscy cię opuścili? Nie dziwię im się. Jesteś nie warta nawet ich czasu. - znów się zaśmiał, jakby opowiedział wyjątkowo dobry żart.
- Ja nie...
- Och, nie okłamujmy się. Jesteś zwykłą szlamą. Pomyłką tego świata! Nigdy nie będziesz warta niczego, nawet własnych mugolskich rodziców. Nikt nie chce mieć nic do czynienia z kimś takim jak ty. Wszyscy cię zostawili. Lepiej było by, gdybyś umarła.
- Wcale nie! - krzyknęła, a w jej oczach zalśniły łzy. Tyle walczyła, żeby przeżyć i nagle ktoś jej mówi, że lepiej, gdyby jednak zginęła! - Oni wcale nie odeszli z własnej woli! To On ich zabił! - wrzeszczała płacząc. Rozdrapywała dopiero co zabliźnione rany, a to bolała tak bardzo.
- Acha... czyli nie dość, że cię opuścili, to jeszcze pozwoliłaś im umrzeć. - pastwił się nad nią dalej. - Nigdy nie będziesz zbyt dobra. Zawsze będziesz wyrzutkiem społeczeństwa...
- Nie, nie, nie... - powtarzała jak mantrę, podczas gdy głos osaczał ją ze wszystkich stron, napierał na nią, przytłaczał ją. Serce pękało jej z bezsilności i tego wszechogarniającego smutku. Krzyczała i płakała, kiedy szyderczy głos śmiał się i rzucał obelgami.

Otworzyła gwałtownie oczy. Podniosła się szybko z pościeli i rozglądnęła spłoszonym wzrokiem po pokoju. Cała była zalana potem, drżała, a na jej twarzy było widać ślady łez. Zanim zdążyła jednak cokolwiek zrobić, drzwi otworzyły się z hukiem i wpadł przez nie Draco. Stanął w przejściu i spojrzał zdziwiony na szatynkę. Hermiona tak samo patrzyła ze zdziwieniem na blondyna, a nawet lekkim przestrachem. Pewnie dalej mierzyliby się spojrzeniami, gdyby nie odezwał się ślizgon.
- Sły... słyszałem jak krzyczałaś. - wyjąkał lekko speszony.
Gryfonka tylko szybko kiwnęła głową, dalej patrząc się na chłopaka.
- Już wszystko dobrze? - zapytał w końcu.
- Tak... - powiedziała i odwróciła na chwilę wzrok. - To... to był tylko koszmar. - wyjaśniła i lekko się zarumieniła. Wstydziła się, że dalej ma w sobie ten strach i ból, że przegrywa z własnym umysłem, że boi się zasnąć, żeby znów nie znaleźć się w sennym koszmarze. Teraz gdy naprawdę sobie to uświadomiła, czuła się niegodna bycia Prefektem Naczelnym Gryffindoru.
- Nie martw się. Ja też je mam. - odezwał się z nienacka Draco.
Uśmiechnął się i już miał wyjść, kiedy dziewczynie coś zaświtało.
- Dlaczego ty... jak... w jaki sposób mnie usłyszałeś?
- No... normalnie. Ten tego... spałem sobie i nagle usłyszałem krzyk dobiegający z twojego pokoju, więc przyszedłem, aby sprawdzić czy nic ci nie jest. - powiedział to z taką nonszalancją, jakby opowiadał swoją drogę do sklepu po bułki. Uśmiechnął się jeszcze raz do zszokowanej dziewczyny i wyszedł. No to wychodzi na to, że zapomniałam wyciszyć pokój. - pomyślała Hermiona. Opadła ostrożnie na poduszki. W sumie nie sądziła. że Malfoy też może mieć koszmary.
Tak, właśnie to pozostawił po sobie Voldemort i ta przeklęta wojna. Masę nie zagojonych ran nie tylko na ciele, ale również na duszy.


***

Następnego ranka Hermiona wstała dość wcześnie. Była niewyspana, ale wiedziała, że już nie zaśnie. Tak było zawsze, gdy nawiedzały ją senne koszmary. Leżała więc tylko na łóżku i patrzyła na sufit myśląc o wczorajszej nocy. Po wizycie Malfoy'a udało jej się o dziwo zasnąć i dzięki Bogu nie męczyły jej już żadne koszmary, co było o tyle fantastyczne, co i zadziwiające. Pewnie myślałaby jeszcze długo, ale nagle zaburczało jej w brzuchu. Spojrzała na zegarek i jęknęła. Była 6:40. Podniosła się z posłania, ubrała i na palcach wyszła do Pokoju Wspólnego. Nie zastała tam nikogo, bo i z jakiej przyczyny ktokolwiek miałby wstawać tak wcześnie? Przemknęła cicho przez komnatę i ruszyła korytarzem w stronę Wielkiej Sali. Weszła na "śniadanie" i okazało się, że jednak nie tylko ona nie mogła dzisiaj spać. Co prawda nie było żadnego z nauczycieli, ale za to przy stole krukonów siedziało kilku uczniów i zawzięcie coś czytało, a dwie dziewczyny z Hufflepuffu szeptały coś cicho między sobą popijając kawę. Hermionę zdziwiła liczba ślizgonów siedzących przy swoim stole, bo było ich aż dziesięciu i... oczywiście żadnych gryfonów, co było do przewidzenia. Dziewczyna westchnęła leciutko i opadła na ławę przy stole Gryffindoru. Nalała herbaty do kubka i zamknęła oczy. Nałożyła na swój talerz dwie kanapki z serem i zjadła je powoli. Spojrzała na zegarek na swojej ręce. Była już 7:25. Za niedługo pewnie zaczną schodzić się głodni uczniowie, więc ma jeszcze trochę czasu, żeby pójść na błonia. Hermiona dopiła herbatę i wstała od stołu. Wyszła z zamku i skierowała się w stronę jeziora. Szła nucąc pod nosem jakąś piosenkę i kopiąc nogą kamyki na drodze. Uśmiechnęła się lekko i odetchnęła świeżym powietrzem. To było to, czego potrzebowała, chwila ciszy i świeże powietrze. Często przychodziła tu z Harry'm i Ron'em zanim... zanim zostałam sama. - pomyślała z bolesną świadomością, że to niezaprzeczalnie jest prawda. Mimo to wspomnienie przyjaciół i dawnych chwil zalało szatynkę miłymi wspomnieniami. Szła tak bezmyślnie po brzegu jeziora rozpamiętując najlepsze chwile spędzone w tym miejscu, gdy nagle usłyszała cichy plusk, jeden i drugi... Spojrzała w miejsce skąd dochodziły odgłosy i zobaczyła, że na nabrzeżu siedzi skulona postać i wrzuca kamienie do jeziora. Ciemna skóra, brunet, szmaragdowo srebrny szalik... to mogła być tylko jedna osoba. Hermiona zsunęła się z niewielkiej skarpy i ruszyła w stronę chłopaka. W sumie nie wiedziała po co to robiła, ale wiedziała, że postępuje właściwie. Podeszła do ślizgona i stanęła koło niego. Brunet najwyraźniej jej nie zauważył, bo dalej wrzucał skały do wody z nieobecnym wyrazem twarzy.
- Mogę się dosiąść? - zapytała szatynka.
Chłopak spojrzała na nią i wzruszył ramionami.
- Jeśli masz ochotę załapać ode mnie doła, to proszę bardzo. - powiedział i wziął do ręki jeszcze jeden kamyk.
- Zaryzykuję. - odparła Hermiona i uśmiechnęła się lekko siadając koło Zabbini'ego.
- A teraz powiedz co cię gryzie. - dodała po chwili milczenia.
- I tak nie zrozumiesz. - powiedział chłopak i już chciał rzucić następnego kamienia, ale Hermiona go powstrzymała.
- Nie dowiesz się, jeśli nie spróbujesz. - powiedziała śmiertelnie poważnie.
Brunet patrzył na nią chwilę aż w końcu westchnął.
- Dobra, jeśli tak bardzo chcesz wiedzieć, to moja matka znowu bierze ślub, zadowolona?
- A to nie jest dobrze? - spróbowała ostrożnie dziewczyna, ale zaraz tego pożałowała, bowiem Blaise poczęstował ją takim spojrzeniem, że gryfonka sama się dziwiła, że jeszcze nie leży martwa.
- Nie, to wcale nie jest dobrze. - powiedział ślizgon. - Ona wychodzi nie za kogo innego tylko Nathana Andrew'a. - wysyczał to z takim jadem, jakby była to najgorsza ze znanych mu obelg.
Hermiona prawdę mówiąc niezbyt kojarzyła to nazwisko. Co prawda obiło jej się o uszy, ale nie mogła sobie przypomnieć co to za gość i co najważniejsze dlaczego Blaise tak bardzo go nie lubi. Chłopak chyba wyczytał to z jej twarzy bo powiedział:
- Były śmierciożerca. Jeden z tych nielicznych, którym nic nie udowodniono. Dał radę pozostać w ministerstwie i sam oskarżał innych śmierciożerców. - spojrzał w oczy gryfonce. - On naprawdę nie należał do przyjemniaczków w szeregach Voldemorta. Był jego zagorzałym zwolennikiem. - wyjaśniał dalej, a ona słuchała. - Ja... - zaciął się na chwilę, jakby w gardle stanęła mu wielka gula. - Ja boję się zostawić z nim matkę, tylko ona się uparła na to małżeństwo. Nie chce słyszeć żadnych racjonalnych argumentów. Naprawdę nie wiem już co robić. - ukrył twarz w dłoniach i westchnął ciężko.
Hermiona chwilę siedziała w bezruchu nie wiedząc co zrobić, ale w końcu położyła dłoń na ramieniu bruneta. Ten gest pasował idealni. Żadne puste słowa nic by nie dały.
- Wymyślisz coś, nie damy temu potworowi ożenić się z twoją matką.
Po tych słowach zapadła cisza. Nie musieli nic mówić, wystarczy, że nie byli sami. Problemy zbliżają ludzi.
- Chyba powinniśmy już wracać. Na pewno zaczęła się już pierwsza lekcja. - powiedział w końcu brunet i wstał. - Draco na pewno się niepokoi o nas.
- Może o ciebie. - mruknęła brązowowłosa. - My nie jesteśmy w aż tak dobrych stosunkach.
Blaise uśmiechnął się z politowaniem.
- Ty naprawdę nie widzisz, że stałaś się dla niego w pewien sposób ważna? - zapytał. Zobaczył powątpiewanie w oczach szatynki i głos mu złagodniał i stał się trochę smutniejszy. - On żałuje Miona. Stara się przy tobie zmienić. Czuje się winny jak każdy z nas, który przeżył. My, którzy służyliśmy u Czarnego Pana mamy największe wyrzuty. Nasi rodzice zabijali naszych kolegów, ludzi, z którymi przez sześć lat chodziliśmy do jednej szkoły, z którymi spaliśmy w jednym dormitorium. Nie oceniaj go zbyt surowo i spróbuj go poznać. Dla niego to naprawdę ważne.

***

Draco zamknął drzwi od pokoju szatynki i powoli się po nich obsunął. Usiadł na zakurzonej podłodze Pokoju Wspólnego i tępo wpatrywał się w ścianę naprzeciwko. Dopiero co słyszał jej krzyki, wołanie o pomoc, szloch... te dźwięki odbijały się dalej w jego głowie echem. To naprawdę przestraszyło go nie na żarty, ale najbardziej przeraził go widok jej oczu. Zawsze wesołe i radosne, teraz były zlęknione i puste. I jeszcze ten ból, ta niema prośba o uwolnienie, z którą na niego tak natarczywie patrzyła.
Zamknął oczy i schował twarz w dłoniach. Powoli wstał i skierował się do swojego pokoju. Spojrzał na biurko, na którym leżał nieskończony list. Odłożył go na bok i usiadł na łóżku. Zgasił światło. Nie spał, nie umiał. Siedział tylko analizując dzisiejsze wydarzenia. Mijały godziny, a on dalej tylko siedział w ciemności. Kiedy zaczęło świtać, pierwsze promienie słońca wpadły przez szczelinę w zasłonach i oświetliły niewielki medalion. przez głowę blondyna przewinęła się seria obrazów.
Wysoki blondyn krzyczący na niewielkiego czarnowłosego chłopca. Mała blond włosa dziewczynka siedząca na łóżku i chowająca coś w fałdach swojej koszuli nocnej. Ciepły uśmiech i szare oczy. Dłonie, na których niewielka blondynka składała mosiężny medalion i przykładała palec do ust, jakby mówiła "ani słowa", śmiejąc się jednocześnie.
Draco wstał i wziął medalion do ręki. Nie był ciężki, ani duży. Chłopak trzymał go na kominku razem z innymi ważnymi pamiątkami. Przycisnął ozdobę do piersi i zamknął oczy z ulgą. Już wiedział co zrobić, jak pomóc. Wrócił na swoje łóżko dalej przyciskając do siebie biżuterię, ale nie zasnął. Wpatrywał się w okno, gdzie słońce leniwie wstawało i sunęło po niebie.
Usłyszał również i ją. Starała się wyjść jak najciszej z pokoju, ale zdradziło ją ciche skrzypnięcie drzwi. Blondyn nie zrobił nic, nie podniósł się, dalej leżał i myślał. Bał się, jak dziewczyna zareaguje na niego. Będzie chciała z nim rozmawiać, czy może będzie go unikać? I najważniejsze pytanie. Wspominać o dzisiejszym incydencie, czy zachowywać się jak gdyby nigdy nic?
Chłopak rozmyślał tak długo, że nawet nie zauważył, kiedy wybiła 7:50. Podniósł się z posłania i szybko ubrał. Wbiegł szybko na śniadanie, chwycił jedną kanapkę i ruszył na lekcje. Pod klasę dotarł akurat wtedy, gdy zadzwonił dzwonek, ale nigdzie nie zauważył zarówno Hermiony, jak i Diabła.
Po czterdziestu pięciu minutach Zaklęć, wychodząc z klasy i idąc na następną lekcję, zachodził w głowę gdzie też oni mogli się podziać, ponieważ nie pojawili się do końca lekcji, kiedy na końcu korytarza zobaczył gryfonkę i Blaise'a idących ramię w ramię i rozmawiających o czymś. Gdy tylko go zobaczyli, pomachali mu i ruszyli w jego stronę.
- Gdzie wyście się do jasnej cholery podziewali?! - zapytał oburzonym głosem, na co Zabbini tylko się roześmiał.
- A widzisz. - zwrócił się do Hermiony. - Mówiłem, że będzie się martwił i odstawiał melodramat.
Draco spojrzał spodełba na przyjaciela, a potem na Hermionę, która lekko się zarumieniła i odwróciła wzrok. Czekała, aż blondyn wspomni o wydarzeniach dzisiejszej nocy, ale on tylko burknął obrażony.
- Chodźmy już lepiej na lekcje. - i odszedł korytarzem do następnej sali, a oni popędzili za nim.
Po kolejnych pięciu godzinach lekcji, z trzema esejami do napisania i trochę mniej obrażonym Draco, szli na obiad do Wielkiej Sali.
- Hej Mionka, może zjesz dzisiaj z nami? - zapytał z nienacka Blaise. Hermiona zrobiła wielkie oczy.
- Co? - zapytała niezbyt mądrze.
- No czy chciałabyś zjeść przy naszym stole?
Dziewczyna stała chwilę oniemiała.
- Nnie... - wyjąkała w końcu skonfudowana. - Zjem u siebie... dzięki.
- Jak chcesz. - odparł tylko czarnoskóry. Pomachał jej i odszedł do swojego stołu, gdzie od razu rzucił się na jedzenie.
- To... smacznego. - powiedział Malfoy i ruszył za przyjacielem.
- Smacznego. - powiedziała cicho gryfonka i usiadła przy stole Gryffindoru.
Właśnie jadła drugie danie, kiedy przysiadła się do niej Ginny.
- Gotowa na najlepszy babski wieczór? - zapytała podekscytowana Ruda.
- Co? - zapytała po raz drugi w przeciągu piętnastu minut Hermiona.
Uśmiech Rudej przygasł.
- Nie mów, że zapomniałaś. - powiedziała zrezygnowanym tonem.
Hermionie dopiero teraz w mózgu coś zatrybiło. Piątek... impreza... Ginny...
- Nie no oczywiście, że nie! - wykrzyknęła w myślach przeklinając się za własną głupotę i nieogarnięcie.
Młodsza gryfonka znowu się uśmiechnęła.
- Nie pogniewasz się, jeśli zaproszę kogoś jeszcze? - zapytała.
- Nie no skąd. To jak, u mnie?
- Ok, to o 16:00?
- Dobra. - odparła Hermiona i pogrążyła się w luźnej rozmowie.



_________________________________________

Następny rozdział pisany na szybko, żeby zdążyć dodać go dziś, a nie jutro.
Mam nadzieję, że wam się spodoba, bo ja osobiście jestem z niego
naprawdę zadowolona. Wprowadza trochę nowych wątków. Mówię od razu, że
temat koszmarów nie jest jeszcze zakończony :) Notka nie sprawdzona, więc za wszystkie
błędy z góry przepraszam. Następny rozdział (mam nadzieję) w piątek.
Czyli do następnego rozdziału.

Nie Normalna

PS KOMENTARZE jak zawsze pożądane.


sobota, 25 lipca 2015

Sowa

Wiem, bardzo dawno mnie tu nie było. Ogromnie was za to przepraszam, ale 
mam i dobre wieści. Wróciłam już z kolonii i mam napisane część rozdziału. Jeśli dobrze 
pójdzie, wstawię go jutro albo po jutrze. 


Żałująca za swoje grzechy,
Nie Normalna

sobota, 11 lipca 2015

Rozdział 7

Kiedy weszli do Wielkiej Sali, wszystkie oczy zwróciły się w ich stronę. Hermiona dopiero teraz zdała sobie sprawę, że jest ciągnięta za rękę przez Malfoy'a i w dodatku śmieje się jak nienormalna z kąśliwych uwag obu ślizgonów. Szybko się opamiętała i wyrwała blondynowi.
- My już pójdziemy. - powiedziała łapiąc Ginny pod rękę.
Draco spojrzał na Blaise'a.
- To smacznego. - powiedział odwracając się znowu w stronę dziewczyn.
Już miały odejść, kiedy zatrzymał je jeszcze raz głos blondyna.
- Będziesz dzisiaj na błoniach?
Brązowowłosa odwróciła się do chłopaka i kiwnęła szybko głową.
- To świetnie. - ślizgon uśmiechnął się i pobiegł za Blaise'em do stołu Slytherinu.
- Nie wiedziałam, że spotykasz się z Malfoy'em. - Ruda zmarszczyła brwi patrząc na przyjaciółkę.
Hermiona pokręciła tylko głową i parsknęła krótkim śmiechem.
- Nie spotykam się z nim, tylko czasami, kiedy się uczę, on też przychodzi na błonia i mnie pyta.
- Tak, tak, tłumacz się, tłumacz. - Ginny bawiła się doskonale podpuszczając Hermionę. Siadły przy sole Gryffindoru i nałożyły sobie jedzenia. - A poza tym, - ciągnęła młodsza gryfonka. - tylko winny się tłumaczy! Ot co!
Hermiona spojrzała z litością na swoją przyjaciółkę.
- Weź ty się lepiej zajmij jedzeniem. - powiedziała w końcu.
Panna Weasley tylko wzruszyła ramionami i zajęła się swoją jajecznicą.

***

Hermiona szła korytarzem, kiedy nagle coś ciężkiego ugodziło ją w plecy i upadła na podłogę. Usłyszała trzask rozbijanej porcelany i śmiech Irytka. Dotknęła obolałego miejsca i syknęła z bólu. Spojrzała ze złością na szczątki zabytkowego wazonu i zaklęła po cichu. Próbowała wstać, ale skutecznie uniemożliwiała jej to ból. 
- Następnym razem uważaj Granger. - usłyszała cichy, zdawkowy głos, a chwilę potem ktoś wyciągnął do niej rękę. Wstała i oparła się o ścianę dysząc ciężko.
- Dzięki... Parkinson?
Hermiona była zdziwiona. Dotychczas obie mijały się tylko na korytarzach, nawet nie odzywając się do siebie, a teraz zamiast przejść koło niej obojętnie i udawać, że nic nie widziała, ślizgonka oferuje jej pomoc... i nawet dotyka szlamy, żeby podnieść ją z podłogi.
- Co ty taka zdziwiona. - Pansy wzruszyła ramionami. - To jest mój jeden dobry uczynek na dzień. - dziewczyna dopiero teraz spojrzała na oniemiałą gryfonkę. - Chcesz iść do skrzydła szpitalnego?
- Nie, chyba nie. Poradzę sobie, dzięki. - Hermiona dopiero teraz otrząsnęła się z szoku.
- To chodź. Chyba, że chcesz się spóźnić na Zaklęcia. - zawyrokowała brunetka i ruszyła korytarzem.
Hermiona pobiegła za nią i po chwili zrównały się. Szły w ciszy, pogrążone we własnych myślach. Kiedy w końcu dotarły pod klasę profesora Flitwick'a, po raz drugi w tym dniu wszystkie oczy były zwrócone na Hermionę.
- Jeszcze raz dzięki. - powiedziała brązowooka i uśmiechnęła się niepewnie.
Pansy tylko machnęła ręką i ruszyła w stronę pozostałych ślizgonów.

***

Zaklęcia minęły bardzo szybko, a następna była Transmutacja. Hermiona weszła do klasy i od razu spostrzegła machającego do niej Diabła i patrzącego na przyjaciela z litością Malfoy'a. Dziewczyna ruszyła w ich stronę. Nadal nie mogła się przyzwyczaić do tego, że siedzi z nimi w ławce, dlatego też Blaise skrzętnie przypominał jej o tym co lekcję. Brązowowłosa usiadła pomiędzy chłopakami i wypakowała swoje książki. McGonagall popatrzyła na to sceptycznie, ale mimowolnie na jej usta wypłynął ledwo zauważalny uśmiech. Szybko zaczęła lekcję.
- Dzisiaj będziemy transmutować szczotkę w jeża i na odwrót. - powiedziała profesorka, a Hermiona uśmiechnęła się pod nosem. Dla niej to było banalnie proste.
- Bardzo dobrze. - podsumowała nauczycielka pod koniec lekcji, kiedy już usunęła jeże rozpłaszczone na ścianie i szczotki spacerujące po sali i obijające się o ściany. - Na koniec proszę, żebyście dobrali się w pary. Na jutro proszę zrobić projekt o transmutacji między ludzkiej.
W sali wybuchł gwar rozmów. Wszędzie przepychali się uczniowie, w poszukiwaniu osób z którymi chcieliby być w parze.
- Co ty na to? - usłyszała za sobą głos Malfoy'a. Odwróciła się do chłopaka i spojrzała w jego stalowe oczy.
- Nie chcę się narzucać, pewnie chciałbyś być w parze z Blaise'm. - powiedziała niepewnie.
- Naprawdę aż tak mnie nie lubisz, że każesz mi pracować z Zabbinim? Już i tak wystarczy, że widuję go codziennie. - zaśmiał się blondyn. - A z resztą, on sobie poradzi. - dodał po chwili zadumy.
- Czy chciałeś przez to powiedzieć, że ja sobie nie poradzę? - zapytała zadziornie i zrobiła obrażoną minę.
- Nie, no coś ty... - powiedział patrząc w sufit i uśmiechając się zadziornie. - To jak, zgadzasz się.
- No niech ci będzie. - skapitulowała.
W tym momencie zadzwonił dzwonek obwieszczający koniec lekcji. Blondyn złapał za torbę i odwrócił się do dziewczyny.
- To u mnie po obiedzie? - zapytał.
- Okej. - zgodziła się i razem poszli na następne zajęcia.

Reszta lekcji minęła dosyć szybko i kiedy skończyły się ostatnie tego dnia Eliksiry, dziewczyny szły na obiad do Wielkiej Sali. Ginny cały czas nawijała Bóg wie o czym, a Hermiona udawała całkowite skupienie.
- Ciekawe... - powiedziała nagle Ruda.
Hermiona otrząsnęła się z zadumy i spojrzała na przyjaciółkę.
- Co jest ciekawe? - zapytała.
Dziewczyna nie odpowiedziała, tylko wskazała ręką w stronę gdzie sama patrzyła zawzięcie próbując cokolwiek usłyszeć. Hermiona też tam spojrzała i przeżyła lekki szok. Otóż w kącie przed Wielką Salą stały Astoria Greengrass i Pansy Parkinson i ostro się o coś kłóciły.
- Myślałam, że to takie psiapsiułeczki, a tu proszę. - skomentowała Ginny. Stały tak chwilę przed komnatą, jak wmurowane, patrząc się na spierające się dziewczyny.
- Pomogła mi dzisiaj. - wypaliła bez zastanowienia Hermiona i uciekła wzrokiem.
- Co? O co ci chodzi?
- Parkinson... pomogła mi dzisiaj. - wyjaśniła brązowowłosa i ruszyła do jadalni.
- Ale jak? - młodsza gryfonka dogoniła przyjaciółkę. Wydawała się lekko skołowana. - Parkinson?
- Nie do wiary, co nie? Też na początku wydawało mi się to nierealne, ale to prawda. - Hermiona wybuchnęła urywanym śmiechem widząc minę Ginny.
- Wyglądasz jak srający kot na pustyni. - skomentowała wygląd przyjaciółki i usiadła przy stole.
- Czyli, że Parkinson ci pomogła... w jakim sensie? - dociekała Ruda z zaciekawionym wyrazem twarzy.
Hermiona tylko wywróciła oczami.
- O Boże, kobieto, zjeść człowiekowi nie pozwalasz.
- O no, przeżyjesz, a teraz mów. - nalegała gryfonka.
- Irytek cisnął we mnie wazonem. - tłumaczyła Hermiona jednocześnie pijąc sok. - Nie mogłam wstać, a Pansy mi pomogła się podnieść... I nawet zapytała, czy nie muszę iść do Skrzydła Szpitalnego.
I znów Hermiona żałowała, że nie ma przy sobie aparatu. Mina Ginny była bezcenna.
- Zamknij buzię, bo ci mucha wleci. - powiedziała jeszcze tylko brązowowłosa i zajęła się swoim kurczakiem.
Jadły w ciszy. Każda była pogrążona w swoich myślach. Hermiona myślała jak będzie wyglądać jej współpraca z Malfoy'em. Czy nie zrobiła błędu dobierając się z nim w parę? Ale z drugiej strony przecież tak dobrze dogadywała się z nim w tym roku...
- Słuchasz mnie? - doszedł ją zniecierpliwiony głos Ginny.
- Nie. - odpowiedziała zgodnie z prawdą i przeniosła wzrok na przyjaciółkę. - Teraz słucham.
Gryfonka przewróciła oczami i kontynuowała.
- Pytałam, co robisz po obiedzie.
Hermiona bezmyślnie nawinęła makaron na widelec, patrząc jak tworzy spirale.
- Idę do Malfoy'a robić projekt z Transmutacji. - odparła po chwili milczenia.
- A potem? - Ginny nie chciała rozwijać tematu.
- Potem mam patrol. - wyjaśniła Hermiona, wdzięczna, że Ruda oszczędziła sobie drwin.
- Nie masz dla mnie w ogóle czasu. - zawyrokowała Panna Weasley. Położyła głowę na oparciu krzesła i zrobiła smutną minkę.
- Nie rób tak, bo wyglądasz jak smutny mops. - poprosiła Hermiona.
- Właśnie tak mam wyglądać. - odparła Ginny nie zmieniając pozy.
Hermiona przez chwilę starała się być twarda, ale te oczy...
- O już dobrze! - skapitulowała w końcu. - Co powiesz na babski wieczór w piątek?
- I to jest myśl. - Ruda klasnęła w dłonie i ucałowała brązowowłosą w policzek.
- To ja lecę. - krzyknęła jeszcze tylko i już jej nie było.

***

Draco czekał na nią przed Wielką Salą.
- Gotowa na robienie projektu?
Hermiona kiwnęła głową i ruszyli do dormitorium blondyna.
Był to duży pokój, kształtem przypominający sypialnię brązowowłosej. Wszystkie ściany, oprócz jednej przy łóżku, która był wyklejona srebrną tapetą w czarne węże, były zielone. Na środku pokoju położony był włochaty dywan. Były tu również kanapa oraz dwa fotele, które stały przy kominku. Obok znajdował się niewielki barek. Naprzeciw kominka były jeszcze jedne drzwi, które, jak domyśliła się Hermiona, podobnie jak u niej prowadziły do prywatnej łazienki ślizgona. Łóżko było duże, z zieloną kołdrą oraz poduszkami i srebrnym prześcieradłem oraz narzutą. Przy jednej ze ścian stało duże biurko, wykonane z ciemnego drewna.
- Rozgość się. - powiedział blondyn i zaczął rozpakowywać swoją torbę.
Hermiona położyła swoje rzeczy na kanapie i rozglądnęła się. Podeszła do kominka, na którym stały różnego rodzaju pamiątki i kartki.
- Możesz chwilę poczekać? - usłyszała pytanie ślizgona. - Skoczę tylko szybko do lochów, bo Blaise zapomniał oddać mi książkę.
- Tak, jasne.
Draco uśmiechnął się.
- To mi zajmie tylko chwilę. - powiedział i wyszedł.
Gryfonka znowu rozejrzała się po pokoju. Wzięła do ręki jedną z kartek i zaczęła czytać.

Kochany synu!
Z okazji urodzin chciałabym życzyć Ci wszystkiego co najlepsze. Wiesz, że bardzo chciałabym się z tobą zobaczyć, ale sam rozumiesz teraźniejszą sytuację... Zobaczysz, że to już niedługo się skończy. Ojciec jest dla mnie bardzo surowy. Mimo to, że jest podłym draniem, bardzo go kocham. Proszę, spróbuj go zrozumieć. Wiem, że to nie są najlepsze życzenia urodzinowe, ale tylko tak mogłam do Ciebie napisać. Wszystkie listy są przechwytywane. Mam nadzieję, że kartki urodzinowe nie. Najlepiej jednak będzie jeśli ją spalisz... tak dla pewności. Słyszałam, że Pansy bardzo Ci pomaga. To dobra dziewczyna, proszę, nie skrzywdź jej po raz drugi. Na koniec, chcę tylko, żebyś pamiętał, że bardzo Cię kocham i ojciec wbrew pozorom też. Bądź silny.

mama

Hermiona patrzyła na list oszołomiona.
-- A więc wcale nie spalił kartki, jak radziła mu matka. -- myślała, a w gardle rosła jej wielka gula. Tak naprawdę nie wiedziała co po wojnie stało się z matką Malfoy'a.
Odłożyła kartkę na miejsce i podeszła do biurka. Leżały na nim rzeczy blondyna, nieskończone eseje i różne inne papiery. To właśnie tu jako w jedynym miejscu w tym pokoju stały zdjęcia. Dziewczyna zaczęła oglądać fotografie. Na jednej z nich był mały Draco wraz z rodzicami. Nie uśmiechali się, nie machali. Stali sztywno, poważnie patrząc w obiektyw. Na drugim zdjęciu stali Draco i Narcyza. Tym razem uśmiechali się, a ich oczy były radosne. Hermionę zdziwiło to, że postacie na fotografi się nie ruszały. Widocznie to zdjęcie zostało zrobione mugolskim aparatem. Na trzecim obrazku stała Pansy, Narcyza i jakaś blondynka. Na tym zdjęciu postacie śmiały się i ruszały. Po chwili w obiektywie pokazał się roześmiany Draco, ale zaraz znikł. Gryfonka wzięła fotografię do ręki i dotknęła palcem twarzy owej blondynki.
- Mirian. - usłyszała za sobą cichy szept. Obróciła się wystraszona i zobaczyła twarz Malfoy'a. Uśmiechał się łagodnie, trochę smutno patrząc na postacie na zdjęciu.
- Przepraszam, ja po prostu... - próbowała się wytłumaczyć.
- Nic nie szkodzi. - spojrzał jej w oczy. - Robimy ten projekt? - zapytała po chwili.
- Tak. - odparła lekko skołowana. Odstawiła ramkę i usiadła na kanapie.
Znowu zaczęli wypakowywać potrzebne rzeczy.
- Kiedyś ci o niej opowiem. - odpowiedział na dręczące Hermionę pytanie.
I znowu cisza. Tym razem przerwała ją brązowowłosa, zadając następne pytanie.
- Czy ty i Pansy...
- Jesteśmy przyjaciółmi. - wyjaśnił nie patrząc na dziewczynę.
- Zawsze myślałam, że ona... że wy... - jąkała się gryfonka patrząc na chłopaka.
- Kiedyś byliśmy parą, ale to nie miało przyszłości. - dopiero teraz na nią spojrzał. - Bardzo dużo jej zawdzięczam. Wspierała mnie, kiedy służyłem Temu potworowi. Jest naprawdę dobrą przyjaciółką. Wiem, że zawsze mogę na nią liczyć... podobnie jak na Diabła.
- Tak właśnie rodzi się prawdziwa przyjaźń, w biedzie. Domyślam się, że było wam trudno.
- Bardzo. - zawiesił się na chwilę. - Trzeba zacząć ten projekt, bo do jutra nie skończymy.
Więcej nie poruszali ciężkich tematów. Rozmawiali o rzeczach błahych i śmiesznych. Kiedy skończyli była 21.20 i zaczęli zbierać się na patrol.

______________________________________

I znowu ja. Dzisiaj krótko i z lekkim opóźnieniem. Nie miałam dostępu do bloggera i jakoś tak wyszło. Tak czy inaczej, rozdział był już napisany i tylko czekał na opublikowanie. Muszę was zasmucić, ale nie wiem, czy wyrobię się z rozdziałem na następny i następny tydzień. Jadę na dwutygodniową kolonię i raczej nie będę miała czasu na napisanie czegoś sensownego. Nie będę więcej truć, więc do następnego rozdziału :)

Nie Normalna


PS KOMENTARZE jak zawsze mile widziane ;)

piątek, 3 lipca 2015

Rozdział 6

Tego popołudnia Hermiona całkowicie nie miała co robić. Przyzwyczaiła się do korepetycji z Malfoy'em i czuła, że ma za dużo wolnego czasu.
- Co by tu zrobić. - powtarzała sobie idąc korytarzem bez większego celu. Wystukiwała jakiś rytm na okładce książki. Wsłuchała się w dźwięk palców uderzających rytmicznie o twardy wolumin. Najpierw kreska i trzy uderzenia, później uderzenie, kreska i następne uderzenie... Zdała sobie sprawę, że jej palce wystukują słowo "brak" w alfabecie morsa. Zaśmiała się. Nagle wpadła na genialną myśl. Zawróciła i ruszyła korytarzem na siódme piętro. Chwilę później stała już przed portretem Grubej Damy, która uśmiechnęła się na jej widok.
- Ooo, Hermiono, jak dobrze cię znów widzieć.
- Panią też. - odparła uśmiechnięta dziewczyna. Tak dobrze było być tu znowu. - Pałka
lukrecjowa. - powiedziała hasło i weszła do Pokoju Wspólnego Gryfindoru.
Na chwilę w komnacie zaległa głucha cisza, która była aż nadzwyczajna w tym zawsze gwarnym pomieszczeniu.
- Cześć wszystkim. - bąknęła nieśmiało.
- Hermiona? Boże, ale cię długo u nas nie było! - wykrzyknął rozemocjonowany Neville.
- No faktycznie. - przyznała brązowowłosa. I znowu nastała krępująca cisza. I znowu przerwała ją Hermiona.
- A teraz jeśli pozwolicie, zrobię niespodziankę Ginny.
Wskazała ręką na przejście prowadzące do dormitoriów i uśmiechnęła się niepewnie. Chłopak tylko się roześmiał i zajął się swoimi sprawami. W ślad za nim poszła reszta uczniów.


***

- Hej, hallo, jest tu ktoś? - Hermiona weszła do pokoju Ginny i rozglądnęła się po nim. Młodsza gryfonka dzieliła go teraz z Lavender, Parvati i jakąś dziewczyną ze swojego roku. Z tego co brązowowłosa zarejestrowała z opowiadań Gin, owa dziewczyna rzadko kiedy pojawiała się w dormitorium. 
Wzrok Gryfonki spoczął na jednym z łóżek, gdzie leżała jej Ruda przyjaciółka. Była pogrążona w swoich myślach do tego stopnia, że nawet nie zauważyła, że ktoś wszedł do pokoju.
- Wstawaj leniuchu, nie pora na leżenie w łóżku. - zawołała Hermiona dziarskim tonem, a Ginny aż podskoczyła na posłaniu.
- Boże, kobieto, głupia jesteś? - zapytała przerażona dziewczyna, ale po chwili też się zaśmiała. - Nie masz co robić, tylko straszysz ludzi?
- No właśnie nie mam co robić. - westchnęła starsza z dziewczyn i też usiadła na łóżku.
- A ty całkiem przypadkiem nie powinnaś mieć teraz korepe... - nie dokończyła.
- Tak, tak powinnam, ale Malfoy nie może dzisiaj przyjść.
- A to dlaczego, czemuż to? - zainteresowała się od razu Ginny i wykrzywiła śmiesznie brwi.
Brązowooka zaśmiała się krótko.
- A bo ja wiem. - mruknęła dalej się uśmiechając i bawiąc końcówkami swoich włosów. Ginny przyglądała się jej chwilę i na jej usta wypłynął uśmiech.
- Dobra, koniec tego komisariatu! Porozmawiajmy o czymś przyjemnym. - Ruda klasnęła w dłonie.

***

Hermiona usiadła w Pokoju Wspólnym Prefektów Naczelnych i wzięła do ręki swoją ulubioną książkę "Gwiazd naszych wina". Jess i Madie właśnie wyszli na patrol, tak więc została całkiem sama.
Pomimo tego, że była dopiero 21.00, Hermiona była bardzo zmęczona. Po dzisiejszej rozmowie z Ginny czuła się jakby lżejsza. Omówiły chyba każdy szczegół dotyczący szkoły, nie omieszkając oplotkować wszystkich chłopaków. Młodsza gryfonka lekko zarumieniła się, kiedy temat zszedł na Blaise'a Zabbini'ego, ale nie chciała nic powiedzieć.
Dziewczyna coraz mniej skupiała się na czytanej książce, aż w końcu ta wypadła jej z ręki, a sama brązowowłosa wpadła w ramiona Morfeusza. Obudziło ją poczucie, że ktoś się nad nią pochyla. Otworzyła najpierw jedno zaspane oko, a później drugie. Pierwszym co zobaczyła, była twarz Malfoy'a, który przyglądał się jej samej.
- Ach, to ty. - mruknęła dziewczyna i uśmiechnęła się lekko. Chłopak odwzajemnił się tym samym. Hermiona przeciągnęła się i rozejrzała. Blondyn w tym czasie usiadł na fotelu obok.
- Która godzina? - zapytała.
- 22.00.
- Wow, spałam godzinę. - przekręciła głowę i oparła ją o wygodny podgłówek. Hermiona nie miała najmniejszego zamiaru wstawać z wygodnej kanapy. Blondyn utkwił w niej wzrok.
- Co to za powieść? - Draco podniósł do góry jej książkę.
- A po co ci to wiedzieć?
- Bo jest ciekawa.
- Czytałeś?
- Kiedy spałaś. - wyjaśnił. Podniosła się na łokciach i spojrzała mu w oczy. Siedzieli tak w ciszy spoglądając sobie w oczy.
- Nie znasz. - Hermiona znów oparła się o wezgłowie kanapy. - Mugolska.
- Ale mogę poznać. - powiedział cicho. - Nic nie stoi na przeszkodzie.
Gryfonka spojrzała na niego zdziwiona, ale uśmiechnęła się delikatnie.
- Chyba pójdę już do swojego pokoju. - oznajmiła w końcu i wstała z kanapy. Zabrała swoją książkę i ruszyła do swojego dormitorium. - Dobranoc Malfoy.
- Dobranoc Granger.
- Uważaj, żeby nic cię nie zjadło. - rzuciła jeszcze na odchodne.
- Co ty taka troskliwa się stałaś?
- Chyba po prostu potrzebowałam powiedzieć dzisiaj komuś coś miłego.
Chłopak wybuchnął śmiechem i pokręcił głową.
- Milutkie. - mruknął sam do siebie, kiedy gryfonka zniknęła za drzwiami swojej sypialni. W tej dziewczynie było coś niepojętego. Z jednej strony poukładana, cicha, sympatyczna, a z drugiej waleczna, umiejąca postawić na swoim, a gdy jej coś odwaliło, to pożal się Boże. Chłopaka bardzo intrygował jej charakter i poprzysiągł sobie, że choćby nie wiem co, to pozna Hermionę nie tylko jako kujonkę Granger.


***

Następnego dnia Hermiona obudziła się rześka i wypoczęta. Tej nocy nie towarzyszyły jej żadne sny, z czego bardzo się cieszyła. Szybko wyskoczyła z łóżka i spojrzała na zegarek. Była siódma, co oznaczało, że do śniadania została dokładnie godzina. Pobiegła do łazienki. Szybko się umyła i zaczęła przeglądać ubrania. Po pół godziny, już ubrana wyszła ze swojego dormitorium i skierowała się do wyjścia z Pokoju Wspólnego, gdzie miała na nią czekać Gin. W salonie natknęła się na Malfoy'a. Chłopak aż tryskał energią i tak jak brązowowłosa miał bardzo dobry humor.
- Cześć. - przywitał się i uśmiechnął promiennie w stronę dziewczyny.
- Hej.
- Jak widzisz nic mnie nie zjadło. Jestem cały i zdrowy i w wyśmienitym humorze. - zaśmiał się lekko na wspomnienie ich wczorajszej rozmowy.
- No właśnie to zauważyłam. - zlustrowała blondyna od góry do dołu sceptycznym wzrokiem. Chłopak był jak zwykle dobrze ubrany i cholernie seksowny. Hermiona przez chwilę pomyślała nawet, że jest przystojny, ale na szczęście tylko przez chwilę.
- A co ty tak wcześnie dzisiaj wstałeś na śniadanie? - zmieniła temat, żeby odgonić od siebie myśli na temat ślizgona.
- Zabbini nalegał, żebyśmy zjedli dzisiaj śniadanie wcześniej, więc jestem. - wzruszył ramionami.
- To dobrze się składa, bo na mnie też czeka Ginny.
Przeszli przez portret i wyszli na korytarz.
I rzeczywiście czekali tam i Diabeł i Ruda, a ponadto rozmawiali ze sobą. Chłopakowi uśmiech nie schodził z ust, a Ginny rumieniła się raz po raz.
- Nie wiedziałem, że to pójdzie tak szybko. - mruknął cicho Malfoy. Hermiona obróciła się w jego stronę i zmarszczyła brwi.
- Czy ty masz na myśli... - zawahała się i jeszcze raz spojrzała na rozmawiającą parę.
- No nie, coś ty. - żachnął się blondyn. - W każdym razie ja nic nie wiem o planach uwiedzenia Wiewióry. - uśmiechnął się do trochę zdezorientowanej dziewczyny.
- To o co chodzi z tym "nie wiedziałem, że pójdzie tak szybko?" - zapytała również zniżając głos do szeptu.
- Opowiem ci innym razem. - odparł i ruszył w stronę ich przyjaciół.
Hermiona po chwili oprzytomniała i pobiegła za nim.
- Cześć Zabbini, o, i Wiewióra też jest! Cudownie! - krzyknął już głośno Malfoy, tak, że kilkoro uczniów oglądnęło się za nimi.
- Cześć. - przywitała się skromnie Hermiona, wychylając się zza chłopaka.
- Hej. - przywitali się razem Blaise i Ginny.
- A co wy dzisiaj tak razem, co? - zapytał brunet i uniósł zabawnie brwi.
- O to samo mógłbym zapytać ciebie Stary. Dlaczego nam tutaj bałamuciłeś Rudą, hę?
- Od razu bałamuciłeś... to była miła, kulturalna rozmowa o poranku. - odparł pokrętnie ślizgon.
- Tak, to było widać... zwłaszcza po twoim bananie na ustach i czerwonych policzkach
Weasley. - Malfoy przewrócił tylko jeszcze oczami i ruszył na śniadanie, ciągnąc za sobą rozbawioną starszą gryfonkę.


______________________________________

Jest nowy rozdział. Co prawda, nie jestem z niego jakoś specjalnie dumna. 
Niewiele wnosi do fabuły całego opowiadania, ale to już nie długo :) Mam ogromną nadzieję, że zastosowałam się do uwag komentujących. Na koniec, chciałabym znów poprosić o 
KOMENTARZE!

Nie Normalna