piątek, 26 czerwca 2015

Rozdział 5


Sposobność do pomówienia o owym pocałunku nadarzyła się jednak dopiero we wtorek na korepetycjach z Transmutacji. Kiedy Hermiona stała pod drzwiami biblioteki, cała aż się trzęsła ze zdenerwowania. Nie widziała Malfoy'a od tego nieszczęsnego patrolu i nawet Blaise wydawał się jakiś nieswój. Co gorsza Ginny przez resztę weekendu i początek tygodnia wypytywała ją, dlaczego jest taka zamyślona. Starsza gryfonka za każdym razem odpowiadała, że to chyba ze zmęczenia i chociaż widziała, że ta wymówka nie przekonuje Rudej, to co innego miała powiedzieć? Że cały czas myśli o pocałunku w trakcie patrolu? I Malfoy'u?!
Brązowowłosa właśnie rozmyślała nad opcją ucieczki, kiedy doszedł ją znany głos.
- Eeee, Granger? Tak? - to Theodor Nott stał za nią i próbował jej coś przekazać. - Malfoy będzie za jakieś pięć minut. Akurat szedłem tutaj, więc prosił, abym ci to przekazał, żebyś się nie martwiła, że nie przyjdzie.
Hermiona tylko kiwnęła głową i jeszcze bardziej się spięła. Nie pomyślała nawet, żeby podziękować Theodorowi, ale ten już wszedł do biblioteki, zanim sobie to uświadomiła.
Malfoy rzeczywiście zjawił się za chwilę. Wyglądał słabo, jakby nie spał przez kilka dni. Uśmiechnął się jakby bardziej smutno niż zwykle i odezwał się do znerwicowanej gryfonki.
- Cześć. To jak, idziemy?
Ona tylko kiwnęła szybko głową i razem weszli do czytelni. Usiedli przy pierwszym lepszym stoliku i otworzyli podręcznik do Transmutacji.
- Czyli... teraz przerabiamy transmutację między gatunkową i ludzką. Może najpierw zajmijmy się tą pierwszą. - powiedziała w końcu Hermiona.
Zaczęła tłumaczyć mu na czym to wszystko polega, a nawet wyszukała kilka dodatkowych książek pomocniczych. Po ponad godzinie obydwoje uznali, że na dzisiaj to wystarczy i spotkają się znowu w czwartek. Brązowowłosa już miała wychodzić z biblioteki, kiedy poczuła, że ktoś łapie ją za ramię. Odwróciła się i spojrzała w stalowe oczy Malfoy'a.
- A jeśli chodzi o ten pocałunek to...
- To się nie powinno zdarzyć. - odparła szybko Hermiona i zarumieniła się lekko.
- Całkowicie się z tobą zgadzam. - dodał Draco i zaśmiał się lekko. Jego powieki ciążyły mu nieznośnie i był jeszcze bledszy niż zawsze. Chciał jeszcze coś dodać, ale gryfonka mu nie pozwoliła.
- Wyglądasz jakbyś zaraz miał paść na twarz. Może lepiej idź się połóż?
Ślizgon kiwnął tylko głową i zaczął iść w stronę dormitoriów.
- To do jutra Granger. - rzucił jeszcze tylko i zniknął za zakrętem korytarza.
- Do jutra Malfoy. - szepnęła do siebie Hermiona.

***

Dni mijały i zanim ktokolwiek się obejrzał, przyszedł październik, a razem z nim pierwszy śnieg. Hermiona nie miała prawie czasu dla siebie, ciągle tylko nauka, korepetycje Malfoy'a i znowu nauka. Na szczęście w październiku miało zrobić się lżej, dlatego wraz z pierwszymi płatkami śniegu, brązowowłosa wyszła na błonia dzierżąc w ręce jedną ze swoich ulubionych książek, "Gwiazd naszych wina". Usiadła pod wielkim dębem, tam gdzie zawsze siadywała razem z Ronem oraz Harry'm. Pogłaskała delikatnie pień starego drzewa.
- Teraz zostałam tylko ja. - wyszeptała, a jedna samotna łza spłynęła jej po policzku. Dziewczyna szybko ją otarła i zajęła się książką. Po godzinie czytania otworzyła podręcznik do Eliksirów i zaczęła czytać następne tematy.
- Cześć. - usłyszała nagle, a zaraz potem koło niej usiadł Malfoy. Westchnęła. Najbardziej lubiła uczyć się w samotności, a już zwłaszcza nie przy Malfoy'u, który zazwyczaj gadał jak najęty. Co prawda zdążyła się już w miarę przyzwyczaić, ale nie przy nauce, wtedy musiała mieć absolutny spokój.
- Nie chcę cię urazić, ale to nie jest najlepsza pora. - zaczęła, ale blondyn jej przerwał.
- Nie będę nic mówić. - obiecał.
Jeszcze raz westchnęła i dalej czytała o antidotach. Bardzo denerwowała ją obecność Malfoy'a, który na domiar złego cały czas na nią patrzył.
- Mógłbyś przestać się na mnie patrzeć?
- Tak na dobrą sprawę mógłbym, ale mi się nie chce.
- Z kim ja w ogóle rozmawiam?! - westchnęła poirytowana dziewczyna i dalej czytała. Malfoy oparł głowę o pień drzewa i zamknął przez chwilę oczy. Hermiona zerknęła na niego raz, potem drugi, aż zaczęła mu się przyglądać. Od kilku dni znów wyglądał na zmęczonego. Uwagę gryfonki przykuła twarz ślizgona. Było w niej coś uroczego. Włosy w artystycznym nieładzie, rysy twarzy takie spokojne. Dziewczyna nie zdążyła pomyśleć nic więcej, ponieważ Draco zaśmiał się lekko.
- To dziwne Granger. Najpierw krzyczysz, żebym na ciebie nie patrzył, a teraz sama mi się przyglądasz. 
Otworzył swoje stalowe oczy, w których było teraz widać rozbawienie.
- A co, tylko tobie wolno? Zresztą miałeś się nie odzywać. - odpyskowała i zabrała się do dalszego czytania, ale teraz nie dało się już Malfoy'a uciszyć. Blondyn gadał jak najęty i sprawiało mu to widoczną radość, że Hermiona nie może się skupić.
- Wiesz co? - zapytała nagle dziewczyna, wpadnąwszy na genialny plan. - Jeśli już tyle nawijasz, to rób to przynajmniej w pożyteczny sposób. - wręczyła mu książkę. - Przepytaj mnie.
Ślizgon popatrzył na nią dziwnie, ale wziął od niej książkę. I tak zaczęły się ich następne wspólne spotkania. Ona siedziała i odpowiadała, a on ją pytał.

***

Kilka dni potem Hermiona siedziała w swoim pokoju i popijała herbatę. Dalej uśmiechała się na myśl o dzisiejszych korepetycjach, a raczej o tym, co działo się po nich. Wracała z Malfoy'em z biblioteki do Pokoju Wspólnego, a on w czasie drogi opowiadał jej kawały. Dawno się tak nie uśmiała.
- O Boże, co ty ze mną robisz. - pomyślała.
Nagle, ni stąd ni zowąd drzwi do jej dormitorium się otworzyły i wbiegła przez nie roztrzęsiona Ginny. Na jej policzkach dalej widniały ślady łez.
- Hej, Ginny, co się stało. - starsza gryfonka wzięła przyjaciółkę za rękę i posadziła na łóżku. Ruda zalała się nowymi łzami.
- Pokłóciłam się z Michaelem Hermiona. Powiedziałam mu, że nie mogę się dalej z nim spotykać, a on wpadł w szał. - szlochała dziewczyna.
Brązowowłosa dobrze ją rozumiała. Ginny starała się być normalna po tym co się stało, ale nie umiała. Ona dalej kochała chłopaka, który nie był jej już pisany.
- Ciii, Gin, już dobrze.
- Wtedy, on zaczął krzyczeć, że Harry... - płakała coraz głośniej. - że Harry Potter już nieee żżyje. - jąkała się. - I dlaczego w takim razie nie mmogę pokochać jjego. - teraz już płakała na dobre. - I wtedy Blaise...
- Blaise Zabbini? - zapytała zaskoczona Hermiona.
- Tak... on powiedział Michaelowi, żeby się ode mnie odwalił i mnie stamtąd zabrał, a ja przybiegłam tutaj. - zakończyła i się trochę uspokoiła. Gryfonka położyła ją ostrożnie na swoim łóżku i dała eliksir nasenny. Po kilku minutach młodsza z dziewczyn już mocno spała. Brązowooka patrzyła na przyjaciółkę ze współczuciem. Ginny bardzo mocno reagowała na wzmianki o Harrym, zresztą nie tylko ona. Hermiona czuła się bezradna. Nie mogła pomóc Rudej, bo i jak. Gdyby tylko mogła, za wszelką cenę wskrzesiłaby Harry'ego, ale nie mogła... ta cholerna bezradność...

***

Następnego dnia Hermiona sama poszła na śniadanie. Po tym jak Ginny się przebudziła długo rozmawiały. Obie bardzo dużo przeszły i postanowiły zapomnieć tak o Michaelu jak i całej tej sprawie. Ruda dalej była trochę roztrzęsiona, więc zażyła jeszcze jedną dawkę eliksiry nasennego i poszła spać. 
Starsza gryfonka usiadła daleko od innych i zaczęła powoli jeść śniadanie. Nagle przyłączył się do niej Blaise.
- Widziałaś Ginny? - zapytał nerwowo zaciskając palce.
- Tak, a dlaczego pytasz?
- Chciałem z nią porozmawiać na temat... no wiesz jaki. Dobrze się czuje?
- Tak, czuje się już o wiele lepiej. Jest u mnie w pokoju, dałam jej eliksir Słodkiego Snu... ale Blaise... to chyba nie najlepszy pomysł, abyś teraz z nią rozmawiał... Postanowiłyśmy, że lepiej będzie o tym incydencie zapomnieć.
Hermiona patrzyła ze współczuciem na twarz chłopaka, który pokiwał w zamyśleniu i pewnej nostalgii głową i podniósł się ze swojego miejsca.
- Blaise! - zawołała jeszcze gryfonka. Ślizgon odwrócił się do niej. - Dziękuję, że ją od niego zabrałeś. - wyszeptała brązowowłosa. Brunet tylko się uśmiechną i odszedł.

***

Był ciepły słoneczny wtorek. Hermiona wstała rześka i wypoczęta. Ubrała się i wyszła ze swojego dormitorium. W pokoju wspólnym spotkała Malfoy'a, a raczej prawie na niego wpadła.
- Cześć. - przywitał się chłopak.
- Cześć. - odpowiedziała i uśmiechnęła się.
Chłopak spojrzał na zegarek i roześmiał się.
- Dziewiąta trzydzieści a ty dopiero idziesz na śniadanie? - zapytał i uniósł znacząco brew. - Zawsze myślałem, że jesteś rannym ptaszkiem.
- Bo jestem. - przyznała brązowowłosa i zarumieniła się.
- To masz szczęście, bo ja nie i też idę na śniadanie. - powiedział i przeszedł przez portret.
Hermiona stała przez chwilę oszołomiona, dopóki w dziurze, przez którą przed chwilą przeszedł chłopak nie pojawiła się jego głowa.
- Idziesz, czy będziesz tu tak stać do końca dnia? - zapytał sarkastycznie i znowu zniknął. Hermiona ocknęła się i ruszyła za nim.
Po śniadaniu, ruszyli na lekcje. Pierwsze były zaklęcia. W połowie drogi przyłączył się do nich Blaise Zabbini. Weszli do klasy i zajęli swoje miejsca. Hermiona zawsze siedziała sama na początku klasy. Już chciała usiąść tam, gdzie zwykle, kiedy poczuła, że ktoś ciągnie ją na drugi koniec sali.
- Co ty robisz? - syknęła do Malfoy'a, który bezceremonialnie ciągną ją za rękę.
- Nie będziesz siedziała sama jak ten kołek. - odparł i usadził ją w ławce, w której siedział już Blaise, a sam usadowił się po jej drugiej stronie. - Usiądziesz z nami.
Dziewczyna była w zbyt wielkim szoku, aby cokolwiek powiedzieć. 
Po lekcji, kiedy wszyscy uczniowie wylali się z klasy, zaczęli przemieszczać się na następną lekcję.
- Muszę coś załatwić. - odezwał się nagle Malfoy. Znów był markotny. Hermiona podejrzewała, że miało to coś wspólnego z ową karteczką, którą dostał na lekcji. - Zobaczymy się... później. - krzyknął jeszcze do Hermiony i znowu znikną porwany przez falę uczniów.
Ale nie zobaczyli się. Malfoy nie przyszedł już na żadne lekcje, co wydawało się dość dziwne. Po obiedzie zaczepił ją David Ress.
- Malfoy prosił, abym ci przekazał, że nie może dzisiaj przyjść na korepetycje. - powiedział. Hermiona skinęła głową i podziękowała za informację.


_______________________________________

Hej!
No i jest nowy rozdział. W sumie, nawet niezły, ale do oceny zostawiam go wam. 
Szkoła, szkoła i po szkole. Ja już o ósmej dostałam świadectwo i nie wiem jak wy, 
ale ja się bardzo cieszę :) Na koniec chciałabym poprosić o KOMENTARZE! Nie zanudzając, życzę miłego czytania i oczywiście 
wspaniałych wakacji.


Nie Normalna




piątek, 19 czerwca 2015

Rozdział 4



Następnego ranka Hermiona obudziła się w wyśmienitym humorze. Szybko się ubrała i poszła na śniadanie. Po drodze dopadła ją Ginny.
- Jak dobrze, że dzisiaj sobota. - westchnęła Ruda i okręciła się wokół własnej osi. Hermiona uśmiechnęła się szeroko. - Co ty masz taki dobry humor?
- A nic, jakoś tak... - odparła wymijająco dziewczyna.
- No... powiedzmy, że ci wierzę. - mruknęła. - Ale uważaj Granger, przede mną nic się nie ukryje. - zawołała z groźną miną.
Brązowowłosa tylko się roześmiała i usiadła koło Stewatra Pinksa, a na przeciwko niej Ginny.
Gryfonka nałożyła sobie odrobinę jajecznicy i zaczęła błądzić wzrokiem po sali. Zatrzymała się na chwilę na Malfoy'u, który właśnie rozmawiał z Blaisem, Theodorem Nott'em i Davidem Ress'em.
- Hallo, ziemia do Hermiony. - usłyszała rozbawiony głos Ginny. - Budzimy się.
- Co? - zapytała mało inteligentnie starsza z dziewczyn.
Ginny tylko westchnęła.
- Pytałam, co masz zamiar dzisiaj robić?
- Ja... ja chyba pójdę do biblioteki. Jest brzydka pogoda, a ja muszę coś znaleźć.
Młodsza gryfonka pokiwała głową na znak, że rozumie.
- To do zobaczenia potem. - powiedziała i wyszła z Wielkiej Sali.

***

Hermiona siedziała w bibliotece pochylona nad jakimś wielkim, ciężkim tomem. Deszcz siąpił za oknem i zacinał w szyby. Brązowowłosa siedziała tu już ponad dwie godziny.
Zaraz po śniadaniu poszła wysłać list do Rona. Była ciekawa, czy tym razem odpisze. Ile razy pisała do swojego przyjaciela, tyle razy nie dostawała odpowiedzi. Co prawda Ginny opowiadała jej o awansach swojego brata, ale Hermionie było smutno, że Ron nie raczył jej odpisać na żaden list.
Dziewczyna przetarła zmęczone oczy i zabrała się do ponownego czytania. Szukała czegoś na temat zaklęcia Piergiesa, ale jak na razie marnie jej to szło.
Nagle drzwi biblioteki otworzyły się z hukiem i ktoś wpadł przez nie szybko. Został poczęstowany srogim spojrzeniem przez Panią Pince, która dbała o dwie rzeczy: spokój w czytelni i nienaganny stan woluminów. Hermionę niezbyt zainteresowała zaistniała sytuacja, prawdę mówiąc nawet nie podniosła oczu.
Nagle poczuła, że ktoś siada na przeciwko niej i zaczyna jej się bacznie przyglądać. Podniosła wzrok i napotkała stalowe oczy Malfoy'a wpatrujące się w nią z niemym wyczekiwaniem.
- Czego chcesz? - zapytała znużonym głosem.
- A może tak cześć Draco? - zapytał blondyn z uśmiechem. Gryfonka nic nie odpowiedziała tylko patrzyła na niego.
- No więc, po co tu przyszedłeś?
- Dobra, nie owijając w bawełnę, potrzebuję korepetycji z Transmutacji... - nie dokończył, bo Hermiona mu przerwała.
- I chcesz je brać ode mnie, dobrze rozumiem? - zapytała. Chłopak kiwną głową.
- No, mniej więcej, tak.
Brązowowłosa milczała przez chwilę.
- Nie ma mowy. - powiedziała w końcu i zebrała swoje rzeczy.
- Granger, czekaj! - krzyknął za nią za co został wypędzony z biblioteki przez wrogie krzyki bibliotekarki. - Granger, no czekaj! - złapał ją za ramię.
- Nie to nie!
- No proszę Granger, co ci szkodzi!
- Nie Malfoy, wiesz, że nie zmienię zdania. - powiedziała i przyspieszyła kroku.
Ślizgon wyprzedził ją i teraz szedł tyłem, żeby widzieć jej twarz.
- Proszę, McGonagall zagroziła mi, że jeśli się nie poprawię, to napisze do mojej matki, a ja nie mogę jej denerwować. - nalegał chłopak. Wiedział, że gryfonka jest jego ostatnią nadzieją.
- Boże ale ty jesteś upierdliwy! - krzyknęła brązowowłosa i przystanęła patrząc ze złością na Malfoy'a.
- Proszę. - powiedział jeszcze raz i zrobił słodką minę oraz oczka zbitego pieska, albo kota w butach, jak kto woli. - Proszę. - powtórzył.
Hermiona miała jeszcze przez chwilę srogą minę, ale po chwili cała złość jej minęła. Proszący, a właściwie błagający Malfoy to było niecodzienne zjawisko... i w sumie, co jej szkodziło mu pomóc?
- Dobrze, zgadzam się. - powiedziała po chwili milczenia dziewczyna. Draco uśmiechnął się szeroko. - Ale zrobimy to na moich zasadach. - powiedziała szybko.
- Ok.
- Przedstawię ci szczegóły na dzisiejszym patrolu, okej?
- Okej, to do zobaczenia. - krzyknął i już go nie było.
- Boże, co mnie do tego podkusiło? - westchnęła patrząc za oddalającym się chłopakiem.

***

Malfoy zjawił się pod moim dormitorium dokładnie za pięć dwudziesta pierwsza, tak jak się umawialiśmy. Wyszliśmy na korytarz i zaczęliśmy patrol.
- Kiedy masz czas? - zapytałam i wyciągnęłam mały notes.
- We wtorki o 16.00 i czwartki o 16.30.
- Okej, to w bibliotece?
- Może być.
Resztę patrolu żadne z nas się nie odzywało. Kiedy szliśmy jednym z korytarzy lochów Malfoy nagle przystaną.
- Słyszysz? - zapytał się i wpatrzył się w korytarz przed nami.
- Niby co? - zapytałam, ale po chwili sama usłyszałam brzęk szkła.
Już chciałam tam ruszać, kiedy oczy Malfoy'a się rozszerzyły. Chwycił mnie w swoje ramiona i pocałował. Musiał się nieźle schylić. Na początku nie wiedziałam o co chodzi, ale wcale mi to, o dziwo, nie przeszkadzało. Lecz wszystko co dobre, szybko się kończy. Tak samo stało się z tym pocałunkiem, jak szybko się zaczął, tak szybko się skończył.
- O Boże, Granger, jak późno, lepiej skończmy już ten patrol. - powiedział szybko Draco wskazując niedbałym ruchem na swój zegarek. - To pa. - rzucił jeszcze w moją stronę i odszedł korytarzem, z którego wcześniej dochodziły dziwne odgłos. 
Stałam tak rozdygotana i niewiedząca, o co chodzi. Zsunęłam się po ścianie i dotknęłam swoich ust. Dopiero teraz do mnie dotarło co się stało. Tak w ogóle co to było? Podniosłam się i spojrzałam na opustoszały korytarz. Ruszyłam do Pokoju Wspólnego całkowicie zapomniawszy o  tym, co razem z Malfoy'em usłyszeliśmy.

***

Draco szedł ciemnym korytarzem przyświecając sobie różdżką. Wciąż był roztrzęsiony po tym co zrobił, ale czy miał inne wyjście? Zatrzymał się przed sprawcą całego zamieszania.
- Stary, co ty ze sobą zrobiłeś? - zapytał i spojrzał krytycznie na swojego przyjaciela.
- Idź sobie, zostaw mnie z moim bólem. - bełkotał pijany chłopak.
- Co się takiego stało, co? - młody Malfoy zaczął zbierać w jedno miejsce wszystkie puste butelki po alkoholu i zniknął je jednym machnięciem różdżki.
- Koniec świata. - mruczał dalej pijany ślizgon. - Koniec świata.
- Powiesz mi w końcu co się dzieje. - warknął coraz bardziej zirytowany i przestraszony blondyn.
- Moja matka wychodzi za mąż... znowu Draco... i to nie za byle kogo, tylko tego gogusia z ministerstwa! Pieprzony...
- Chłopie, to jeszcze nie powód do dramatu! A zresztą byłem u ciebie godzinę temu, dlaczego nic mi nie powiedziałeś tylko poszedłeś i się spiłeś?
- Bo dowiedziałem się dopiero pół godziny temu, a ty byłeś wtedy na patrolu. - mruknął nadąsany.
- I w pół godziny zdążyłeś się schlać prawie do nieprzytomności?!
Ślizgon tylko bąkną coś niezrozumiale. Malfoy podszedł do niego i zarzucił sobie jego rękę na kark. Podniósł przyjaciela i zaczęli przemieszczać się do Pokoju Wspólnego Ślizgonów.
- Masz szczęście, że zająłem Granger, bo by nas wszystkich pozabijała Zabbini. - mruknął zmęczony wrażeniami blondyn. Czarnoskóry chłopak tylko złapał się za głowę.
- Draco, zaraz łeb mi pęknie. - wyjęczał.
- No i masz nauczkę, aby nie chlać po nocach, a najważniejsze nie po korytarzach. Następnym razem, jakbyś chciał się spić na moim patrolu, to mnie uprzeć, gdzie będziesz leżał, żebym nie prowadził tam Granger.
Doszli do dormitorium Blaise'a i ślizgon położył przyjaciela na łóżku. Zdjął mu buty i postawił na stoliku koło łóżka dużą porcję eliksiru na kaca.
- Lepiej śpij Diable. - mruknął. - Bo jutro czeka cię cięęęęęężki poranek.

***

Hermiona długo nie mogła zasnąć, zresztą podobnie jak Draco. Oboje myśleli o tym nieszczęsnym pocałunku i oboje postanowili to jutro wyjaśnić.


________________________________________

No i jest nowy rozdział! Przyznam, że jestem z niego zadowolona :) 
Aby nie zanudzać, poproszę jeszcze tylko o jedno, a mianowicie  Komentarze!
Nawet nie wiecie jak to jest bardzo motywujące do dalszego pisania. 
Mam nadzieję, że w końcu pojawi się jakiś komentarz. Przyjmę nawet krytykę i 
postaram się poprawić to, co według was jeszcze mi nie wychodzi.

Nie Normalna 






piątek, 12 czerwca 2015

Rozdział 3


Następnego dnia rano Hermiona szła właśnie do Wielkiej Sali na śniadanie gdy dopadła ją Ginny.
- Co tam stara, jak tam patrol?
- Nic specjalnego. - mruknęła brązowowłosa nie odwracając wzroku od książki. Ruda tylko przewróciła oczami i razem weszły na posiłek. Gryfonki zerknęły na sufit komnaty. Niebo było dziś pogodne. Słońce świeciło mocno i najwyraźniej było dość ciepło.
- Co powiesz, żeby wyskoczyć dziś na błonia? - zapytała z błyskiem w oku Ginny nakładając sobie następną porcję jajecznicy.
- W sumie, czemu nie. - powiedziała starsza gryfonka i uśmiechnęła się na samą myśl o tym.
- To o piętnastej?
- O piętnastej. - przytaknęła Miona, a Ginny aż klasnęła w ręce.
- To do zobaczenia. - krzyknęła i pochwyciwszy szybko tosta wybiegła z Wielkiej Sali za jakimś chłopakiem, którego Hermiona znała tylko z widzenia.
Brązowooka potrząsnęła tylko głową i zaśmiała się krótko. Zjadła szybko posiłek, wstała i skierowała się do wyjścia z komnaty. Kiedy była już na korytarzu, zaczęła iść w stronę klasy Transmutacji. Co prawda miała jeszcze trochę czasu do rozpoczęcia lekcji, ale postanowiła zjawić się tam trochę wcześniej i poczytać podręcznik. Pech chciał, że niestety nie tylko ona wpadła na pomysł pojawienia się przed klasą wcześniej.


***

Hermiona siedziała na fotelu w Salonie Wspólnym. Myślała na różne tematy, w ogóle nie zwracając uwagi na trzymaną w ręku książkę. To dziwne, ale zastanawiała się, gdzie wcięło Malfoy'a. Nie widziała go dzisiaj przez cały dzień, nie zaczepiał jej, nie przyłączał się do niej, a nawet nie było go na lekcjach. Spotkała dzisiaj nawet Blaise'a, który wygadał się, że i on nie wie, gdzie jest Draco. To było dosyć zastanawiające... Jej uwagi nie zwróciła nawet postać wchodząca do Salonu. Dopiero gdy owa postać się odezwała, Hermiona stwierdziła, że odpłynęła w krainę rozmyślań.
- O, cześć Hermiono! - przywitał się chłopak i przeciągnął się w między czasie zwalając się na kanapę.
- Cześć Jess. - brązowowłosa uśmiechnęła się lekko. Poznała krukona przez te parę dni i stwierdziła, że jest całkiem miłym facetem.
- Boże ale jestem zmęczony. - poskarżył się. Popatrzył na nią przez jedno oko. - Co czytasz? - zapytał.
- Podręcznik do Transmutacji. - powiedziała bez przekonania i zamknęła księgę.
- Fajnie się leży, ale trzeba się zbierać. - mruknął. - Za pięć piętnasta, a tu jeszcze dużo roboty!
Gryfonka mruknęła coś, ale w chwilę później poderwała się z fotela. Piętnasta, Ginny, spotkanie...
- Muszę iść. - prawie krzyknęła i wybiegła z Pokoju Wspólnego jak oparzona.
- To pa. - odkrzyknął za nią Jess, ale ona go już nie słyszała.

***

- Łał, Hermiona się spóźniła, chyba muszę to sobie zapisać! - drwiła z niej Ginny, kiedy Hermiona, cała zdyszana i zlana potem dobiegła do Sali Wejściowej z dziesięciominutowym opóźnieniem. 
- Daruj sobie, zaczytałam się. - mruknęła Hermiona poprawiając sweter.
Ruszyły przed siebie poprzez błonia. Trawa była zielona, a słońce przyjemnie grzało je w plecy. 
- Cześć dziewczyny! - usłyszały za sobą znajomy głos, a po chwili dogonili ich Luna i Neville trzymający się z rękę.
- Cześć wam, jeszcze się chyba nie widzieliśmy w tym roku. - zagadnęła ich brązowowłosa przytulając najpierw Pannę Lovegood, a później jej chłopaka. Poczuła lekkie ukłucie w sercu, gdy patrzyła na to, jak są szczęśliwi. Oczywiście bardzo się cieszyła, że się im układa i po cichu kibicowała ich związkowi, ale jednak gdy myślała o Ronie i (o zgrozo) Harry'm, to coś boleśnie zaciskało się jej w gardle.
- Bo rzadko wpadasz do Pokoju Wspólnego. - odpowiedział jej i zaśmiał się.
- Postaram się to w następnym czasie odrobić. - Hermiona się uśmiechnęła.
- Wy też przyszłyście zażyć ostatnich promieni słońca? - zapytała rozmarzona Luna.
- Nie inaczej. - stwierdziła Ginny.
Porozmawiali jeszcze chwilę i powygłupiali się.
- Dobra, trzeba się powoli zbierać. - stwierdził w końcu gryfon. - Za pół godziny idę pomagać prof. Sprout w cieplarni, a chcielibyśmy się jeszcze przejść.
- Nie ma sprawy. - powiedziała młodsza gryfonka.
Stały jeszcze chwilę patrząc za oddalającą się parą. Ich sylwetki rzucały długie cienie na zalanych słońcem błoniach.
Po chwili obie dziewczyny ruszyły w stronę zakazanego lasu.
- Wiesz co mi się dzisiaj przydarzyło? - zapytała Hermiona siadając i opierając się o najbliższe drzewo na skraju Zakazanego Lasu.
- No co? - Ginny zrobiła to samo, a teraz wpatrywała się w przyjaciółkę z wyczekiwaniem.
Brązowooka westchnęła ciężko i zaczęła opowiadać zdarzenia z przed klasy Transmutacji:

Hermiona stanęła przed salą. Niestety nie była sama.
- O, patrzcie, patrzcie, kogo my tu mamy? - zapytała Astoria z wrednym uśmiechem i potoczyła wzrokiem po reszcie osób. Wśród nich były jej koleżanki i dwóch innych ślizgonów. - Nasza kochana Granger.
- Zostaw ją Astoria. - odezwał się jeden ze ślizgonów. - Zajmij się lepiej swoimi paznokciami.
Gryfonka nie znała tego chłopaka, ale była mu wdzięczna za stawienie się w jej obronie.
- Przestań Ress, daj mi się z niej trochę ponabijać. - zwróciła się znów do Hermiony. - Powiedz mi, jak to jest być szlamą?
Z jej wytapetowanej twarzy nie schodził słodki uśmiech.
Kiedyś Hermiona dałaby jej w twarz, przeklnęła... mimo, że dalej gotowało się w niej, postanowiła być spokojna, była dzisiaj zbyt zmęczona, i miała za dobry humor na tę przeklętą wywłokę.
- Nie słyszałaś co ci powiedział? Odczep się od niej! - powiedział drugi z chłopaków.
Tego gryfonka skądś kojarzyła, jeśli się nie myliła był to...
- Co was wszystkich wzięło Nott? - zdenerwowała się dziewczyna, której złość potęgował jeszcze fakt, że Hermiona zdawał się mieć ją głęboko w poważaniu. - Już nawet ponabijać się nie mogę?
- Jeśli jesteś tak głupia, że jeszcze tego nie zauważyłaś, to tak, nie możesz się ponabijać z Hermiony. - z korytarza nadszedł wyraźnie poirytowany Blaise. - A teraz zrób przysługę światu i spłyń.
Astoria zrobiła się czerwona, ale widocznie nie śmiała dyskutować z Blaisem, bo tylko odwróciła się do swoich koleżanek i zamilkła.
Hermiona już dawno zauważyła, że w Slytherinie panuje swego rodzaju hierarchia ważności.
Stali tak przez chwilę wszyscy w milczeniu. Gryfonka była w zbyt dużym szoku, żeby się odezwać, a reszta najpewniej nie miała ochoty.
- Co za koszmarny dzień. - mruknął w końcu Zabbini. - Nie ma Smoka i jeszcze ta wywłoka się napatoczyła.
W tym momencie zadzwonił dzwonek i wszyscy weszli do klasy zajmując swoje miejsca.

- A to cholerne babsko! - krzyknęła oburzona Ginny, kiedy Hermiona skończyła swoją opowieść. - I mówisz, że Draco nie ma? - zapytała już spokojniejsza i zmarszczyła brwi.
- No, w związku z tym, że nie widziałam go przez cały dzień i tak wynika z relacji Blaise'a, to tak, nie ma go.
Ginny nic nie odpowiedziała. Siedziały jeszcze chwilę patrząc na zamek. Kiedy Hermiona spojrzała na zegarek, wskazywał osiemnastą.
- Chyba trzeba już wracać. - stwierdziła. Ruda kiwnęła głową i wstała. 
Nagle, w połowie drogi do zamku starsza gryfonka pacnęła się dłonią w głowę.
- Zapomniałam mojego swetra. - powiedziała. - Muszę po niego wrócić.
- Pójść z tobą? 
- Nie, poradzę sobie. Idź już na kolację.
- Okej, poczekam w Wielkiej Sali.
Hermiona popędziła do miejsca gdzie zostawiła zgubę. W oddali majaczyła jakaś postać.
- Cześć. - uśmiechnął się Malfoy.
- Cześć, co ty tutaj robisz?
- Spaceruję, dobrze jest czasami zaczerpnąć świeżego powietrza. A ty?
- Zostawiłam gdzieś tutaj sweter. - rozglądnęła się dookoła.
- Pomogę ci go szukać.
Po dziesięciu minutach poszukiwań doszedł ją głos Dracona.
- To o ten ci chodziło?
- Tak, dzięki. - mruknęła i odebrała swoją własność.
Ruszyli w stronę zamku, a kiedy weszli do Wielkiej Sali już trochę spóźnieni, wszystkie oczy były zwrócone na nich. Gryfonka spojrzała jeszcze raz na ślizgona, po czym skierowała się do swojego stołu, a on zrobił to samo.

***

- Ale mieli miny! - to Draco dopadł ją przed Wielką Salą.
Ruszyli pomału do Pokoju Wspólnego.
- Dla tego wyrazu twarzy warto było zgubić ten sweter. - Hermiona stłumiła w sobie śmiech.
- Dla spotkania mnie też było watro zgubić sweter. - powiedział nieco urażony ślizgon.
- O, jasne. - odpowiedziała Hermiona sarkastycznym tonem.
- I tak mnie kochasz. - mruknął Draco.
- Wcale nie! - krzyknęła zbulwersowana gryfonka. Ledwo nawiązała z nim nić przyjaźni, a on jej z takim czymś wyjeżdża! Czyste chamstwo!
- Właśnie, że tak. - odparł chłopak.
- Chciałbyś Malfoy!
- Tego nie przeczę...
Brązowowłosa próbowała się powstrzymać, ale to było silniejsze od niej. Wybuchnęła śmiechem i złapała się za brzuch. Po chwili śmiał się i blondyn.
Doszli do pokoju wspólnego i przeszli przez portret, dalej pokładając się przez napad głupawki. Siedzący w komnacie Jess i Madie popatrzyli na nich jak na wariatów, ale dwójka prefektów zdawała się tego nie zauważać.
- Dobranoc Granger. - wysapał Draco pomiędzy napadami śmiechu.
- Dobranoc Malfoy. - wydyszała w podobnym stanie Hermiona. - Kolorowych koszmarów.
Po tych słowach oboje weszli do swoich pokoi.


___________________________________________________

Witam was bardzo serdecznie! Oto nowy rozdział, niezbyt długi, ale jednak. Bardzo wszystkich przepraszam, że tydzień temu nie było notki, ale byłam w Hiszpanii, gdzie nie za bardzo miałam internet, ani laptop :/ Tak czy inaczej, jestem dosyć zadowolona z tego rozdziału. Nie było dużo Dramione, ale to dopiero początek :) Nie zanudzając, do następnej notki,


Nie Normalna

PS Rozdziały będą pojawiały się co tydzień w piątek.