piątek, 12 czerwca 2015

Rozdział 3


Następnego dnia rano Hermiona szła właśnie do Wielkiej Sali na śniadanie gdy dopadła ją Ginny.
- Co tam stara, jak tam patrol?
- Nic specjalnego. - mruknęła brązowowłosa nie odwracając wzroku od książki. Ruda tylko przewróciła oczami i razem weszły na posiłek. Gryfonki zerknęły na sufit komnaty. Niebo było dziś pogodne. Słońce świeciło mocno i najwyraźniej było dość ciepło.
- Co powiesz, żeby wyskoczyć dziś na błonia? - zapytała z błyskiem w oku Ginny nakładając sobie następną porcję jajecznicy.
- W sumie, czemu nie. - powiedziała starsza gryfonka i uśmiechnęła się na samą myśl o tym.
- To o piętnastej?
- O piętnastej. - przytaknęła Miona, a Ginny aż klasnęła w ręce.
- To do zobaczenia. - krzyknęła i pochwyciwszy szybko tosta wybiegła z Wielkiej Sali za jakimś chłopakiem, którego Hermiona znała tylko z widzenia.
Brązowooka potrząsnęła tylko głową i zaśmiała się krótko. Zjadła szybko posiłek, wstała i skierowała się do wyjścia z komnaty. Kiedy była już na korytarzu, zaczęła iść w stronę klasy Transmutacji. Co prawda miała jeszcze trochę czasu do rozpoczęcia lekcji, ale postanowiła zjawić się tam trochę wcześniej i poczytać podręcznik. Pech chciał, że niestety nie tylko ona wpadła na pomysł pojawienia się przed klasą wcześniej.


***

Hermiona siedziała na fotelu w Salonie Wspólnym. Myślała na różne tematy, w ogóle nie zwracając uwagi na trzymaną w ręku książkę. To dziwne, ale zastanawiała się, gdzie wcięło Malfoy'a. Nie widziała go dzisiaj przez cały dzień, nie zaczepiał jej, nie przyłączał się do niej, a nawet nie było go na lekcjach. Spotkała dzisiaj nawet Blaise'a, który wygadał się, że i on nie wie, gdzie jest Draco. To było dosyć zastanawiające... Jej uwagi nie zwróciła nawet postać wchodząca do Salonu. Dopiero gdy owa postać się odezwała, Hermiona stwierdziła, że odpłynęła w krainę rozmyślań.
- O, cześć Hermiono! - przywitał się chłopak i przeciągnął się w między czasie zwalając się na kanapę.
- Cześć Jess. - brązowowłosa uśmiechnęła się lekko. Poznała krukona przez te parę dni i stwierdziła, że jest całkiem miłym facetem.
- Boże ale jestem zmęczony. - poskarżył się. Popatrzył na nią przez jedno oko. - Co czytasz? - zapytał.
- Podręcznik do Transmutacji. - powiedziała bez przekonania i zamknęła księgę.
- Fajnie się leży, ale trzeba się zbierać. - mruknął. - Za pięć piętnasta, a tu jeszcze dużo roboty!
Gryfonka mruknęła coś, ale w chwilę później poderwała się z fotela. Piętnasta, Ginny, spotkanie...
- Muszę iść. - prawie krzyknęła i wybiegła z Pokoju Wspólnego jak oparzona.
- To pa. - odkrzyknął za nią Jess, ale ona go już nie słyszała.

***

- Łał, Hermiona się spóźniła, chyba muszę to sobie zapisać! - drwiła z niej Ginny, kiedy Hermiona, cała zdyszana i zlana potem dobiegła do Sali Wejściowej z dziesięciominutowym opóźnieniem. 
- Daruj sobie, zaczytałam się. - mruknęła Hermiona poprawiając sweter.
Ruszyły przed siebie poprzez błonia. Trawa była zielona, a słońce przyjemnie grzało je w plecy. 
- Cześć dziewczyny! - usłyszały za sobą znajomy głos, a po chwili dogonili ich Luna i Neville trzymający się z rękę.
- Cześć wam, jeszcze się chyba nie widzieliśmy w tym roku. - zagadnęła ich brązowowłosa przytulając najpierw Pannę Lovegood, a później jej chłopaka. Poczuła lekkie ukłucie w sercu, gdy patrzyła na to, jak są szczęśliwi. Oczywiście bardzo się cieszyła, że się im układa i po cichu kibicowała ich związkowi, ale jednak gdy myślała o Ronie i (o zgrozo) Harry'm, to coś boleśnie zaciskało się jej w gardle.
- Bo rzadko wpadasz do Pokoju Wspólnego. - odpowiedział jej i zaśmiał się.
- Postaram się to w następnym czasie odrobić. - Hermiona się uśmiechnęła.
- Wy też przyszłyście zażyć ostatnich promieni słońca? - zapytała rozmarzona Luna.
- Nie inaczej. - stwierdziła Ginny.
Porozmawiali jeszcze chwilę i powygłupiali się.
- Dobra, trzeba się powoli zbierać. - stwierdził w końcu gryfon. - Za pół godziny idę pomagać prof. Sprout w cieplarni, a chcielibyśmy się jeszcze przejść.
- Nie ma sprawy. - powiedziała młodsza gryfonka.
Stały jeszcze chwilę patrząc za oddalającą się parą. Ich sylwetki rzucały długie cienie na zalanych słońcem błoniach.
Po chwili obie dziewczyny ruszyły w stronę zakazanego lasu.
- Wiesz co mi się dzisiaj przydarzyło? - zapytała Hermiona siadając i opierając się o najbliższe drzewo na skraju Zakazanego Lasu.
- No co? - Ginny zrobiła to samo, a teraz wpatrywała się w przyjaciółkę z wyczekiwaniem.
Brązowooka westchnęła ciężko i zaczęła opowiadać zdarzenia z przed klasy Transmutacji:

Hermiona stanęła przed salą. Niestety nie była sama.
- O, patrzcie, patrzcie, kogo my tu mamy? - zapytała Astoria z wrednym uśmiechem i potoczyła wzrokiem po reszcie osób. Wśród nich były jej koleżanki i dwóch innych ślizgonów. - Nasza kochana Granger.
- Zostaw ją Astoria. - odezwał się jeden ze ślizgonów. - Zajmij się lepiej swoimi paznokciami.
Gryfonka nie znała tego chłopaka, ale była mu wdzięczna za stawienie się w jej obronie.
- Przestań Ress, daj mi się z niej trochę ponabijać. - zwróciła się znów do Hermiony. - Powiedz mi, jak to jest być szlamą?
Z jej wytapetowanej twarzy nie schodził słodki uśmiech.
Kiedyś Hermiona dałaby jej w twarz, przeklnęła... mimo, że dalej gotowało się w niej, postanowiła być spokojna, była dzisiaj zbyt zmęczona, i miała za dobry humor na tę przeklętą wywłokę.
- Nie słyszałaś co ci powiedział? Odczep się od niej! - powiedział drugi z chłopaków.
Tego gryfonka skądś kojarzyła, jeśli się nie myliła był to...
- Co was wszystkich wzięło Nott? - zdenerwowała się dziewczyna, której złość potęgował jeszcze fakt, że Hermiona zdawał się mieć ją głęboko w poważaniu. - Już nawet ponabijać się nie mogę?
- Jeśli jesteś tak głupia, że jeszcze tego nie zauważyłaś, to tak, nie możesz się ponabijać z Hermiony. - z korytarza nadszedł wyraźnie poirytowany Blaise. - A teraz zrób przysługę światu i spłyń.
Astoria zrobiła się czerwona, ale widocznie nie śmiała dyskutować z Blaisem, bo tylko odwróciła się do swoich koleżanek i zamilkła.
Hermiona już dawno zauważyła, że w Slytherinie panuje swego rodzaju hierarchia ważności.
Stali tak przez chwilę wszyscy w milczeniu. Gryfonka była w zbyt dużym szoku, żeby się odezwać, a reszta najpewniej nie miała ochoty.
- Co za koszmarny dzień. - mruknął w końcu Zabbini. - Nie ma Smoka i jeszcze ta wywłoka się napatoczyła.
W tym momencie zadzwonił dzwonek i wszyscy weszli do klasy zajmując swoje miejsca.

- A to cholerne babsko! - krzyknęła oburzona Ginny, kiedy Hermiona skończyła swoją opowieść. - I mówisz, że Draco nie ma? - zapytała już spokojniejsza i zmarszczyła brwi.
- No, w związku z tym, że nie widziałam go przez cały dzień i tak wynika z relacji Blaise'a, to tak, nie ma go.
Ginny nic nie odpowiedziała. Siedziały jeszcze chwilę patrząc na zamek. Kiedy Hermiona spojrzała na zegarek, wskazywał osiemnastą.
- Chyba trzeba już wracać. - stwierdziła. Ruda kiwnęła głową i wstała. 
Nagle, w połowie drogi do zamku starsza gryfonka pacnęła się dłonią w głowę.
- Zapomniałam mojego swetra. - powiedziała. - Muszę po niego wrócić.
- Pójść z tobą? 
- Nie, poradzę sobie. Idź już na kolację.
- Okej, poczekam w Wielkiej Sali.
Hermiona popędziła do miejsca gdzie zostawiła zgubę. W oddali majaczyła jakaś postać.
- Cześć. - uśmiechnął się Malfoy.
- Cześć, co ty tutaj robisz?
- Spaceruję, dobrze jest czasami zaczerpnąć świeżego powietrza. A ty?
- Zostawiłam gdzieś tutaj sweter. - rozglądnęła się dookoła.
- Pomogę ci go szukać.
Po dziesięciu minutach poszukiwań doszedł ją głos Dracona.
- To o ten ci chodziło?
- Tak, dzięki. - mruknęła i odebrała swoją własność.
Ruszyli w stronę zamku, a kiedy weszli do Wielkiej Sali już trochę spóźnieni, wszystkie oczy były zwrócone na nich. Gryfonka spojrzała jeszcze raz na ślizgona, po czym skierowała się do swojego stołu, a on zrobił to samo.

***

- Ale mieli miny! - to Draco dopadł ją przed Wielką Salą.
Ruszyli pomału do Pokoju Wspólnego.
- Dla tego wyrazu twarzy warto było zgubić ten sweter. - Hermiona stłumiła w sobie śmiech.
- Dla spotkania mnie też było watro zgubić sweter. - powiedział nieco urażony ślizgon.
- O, jasne. - odpowiedziała Hermiona sarkastycznym tonem.
- I tak mnie kochasz. - mruknął Draco.
- Wcale nie! - krzyknęła zbulwersowana gryfonka. Ledwo nawiązała z nim nić przyjaźni, a on jej z takim czymś wyjeżdża! Czyste chamstwo!
- Właśnie, że tak. - odparł chłopak.
- Chciałbyś Malfoy!
- Tego nie przeczę...
Brązowowłosa próbowała się powstrzymać, ale to było silniejsze od niej. Wybuchnęła śmiechem i złapała się za brzuch. Po chwili śmiał się i blondyn.
Doszli do pokoju wspólnego i przeszli przez portret, dalej pokładając się przez napad głupawki. Siedzący w komnacie Jess i Madie popatrzyli na nich jak na wariatów, ale dwójka prefektów zdawała się tego nie zauważać.
- Dobranoc Granger. - wysapał Draco pomiędzy napadami śmiechu.
- Dobranoc Malfoy. - wydyszała w podobnym stanie Hermiona. - Kolorowych koszmarów.
Po tych słowach oboje weszli do swoich pokoi.


___________________________________________________

Witam was bardzo serdecznie! Oto nowy rozdział, niezbyt długi, ale jednak. Bardzo wszystkich przepraszam, że tydzień temu nie było notki, ale byłam w Hiszpanii, gdzie nie za bardzo miałam internet, ani laptop :/ Tak czy inaczej, jestem dosyć zadowolona z tego rozdziału. Nie było dużo Dramione, ale to dopiero początek :) Nie zanudzając, do następnej notki,


Nie Normalna

PS Rozdziały będą pojawiały się co tydzień w piątek.






1 komentarz:

  1. Jest całkiem dobrze! ;) może Zbyt mało Draco. Momentami niektóre rzecz są nienaturalne ale z rozdziału na rozdział jest coraz lepiej! ;) czyżby Blaise i Ginny? ;) pozdrawiam
    Julka ;)

    OdpowiedzUsuń