niedziela, 30 sierpnia 2015

To już historia 1

Rygor w magicznym świecie stale rósł odkąd Voldemort doszedł do władzy. Stare społeczeństwo nie potrafiło z tym walczyć, byli wyniszczani cal po calu, aż w końcu stali się posłusznymi pionkami w grze Czarnego Pana. Co prawda istniał jeszcze Zakon Feniksa, który także rósł w siły, ale był wciąż za słaby, aby zaatakować i zmienić szarą i przykrą dotąd codzienność. Życie w Hogwarcie diametralnie się zmieniło. To nie był ten sam zamek, do którego Hermiona zawitała po raz pierwszy jako jedenastoletnia dziewczynka. Zamiast sutych posiłków, na śniadanie, obiad i kolację dostawali suchy chleb, oraz wodę. Przy większych okazjach, aby okazać swoją dobroć na stołach stawiana była również marmolada, sporadycznie kawa. Na zajęciach panowały strikte określone zasady, oraz zaklęcia niewybaczalne. Każde, choćby najmniejsze nieposłuszeństwo było karane Cruciatusem, a nawet śmiercią.
Hermiona wzdrygnęła się na samą myśl o tym wszystkim. Można by było tak wymieniać i wymieniać, ale nic tak naprawdę nie pokarze tej nędzy, w której żyli dzisiejsi czarodzieje. Śmierć była na porządku dziennym, prześladowała ludzi... a może to ludzie prześladowali Śmierć? Bo czy torturowany i męczony człowiek nie błaga, by już go zabrać, nie ma żalu, że ukojenie przychodzi tak późno?
- Cześć. - z zamyślenia wyrwał ją łagodny głos Dracona Malfoy'a.
- Cześć. - odpowiedziała i uśmiechnęła się do niego ciepło. To on był teraz dla niej ostoją, najlepszym przyjacielem. Kiedy Harry i Ron trenowali się w Zakonie, Hermiona przybyła do Hogwartu. Pozwolono wrócić tutaj mugolakom, a wręcz zmuszano ich do tego, z jednego tylko powodu... żeby ich dręczyć. Hermiona postanowiła, że nie będzie się ukrywać, wróci i stawi czoło wrogowi. I pewnego dnia, kiedy już miała oberwać Cruciatusem, to właśnie Draco wstawił się za nią. I tak właśnie zaczęła się ich przyjaźń, dziwna i niezrozumiała, ale jednak.
- Lepiej ci już? - zapytał blondyn wskazując na jej obandażowaną rękę.
- Tak, przynajmniej nie krwawi. - wyszeptała. - Poszłam potajemnie do Pani Pomfrey. - wyznała gryfonka i spojrzała mu w oczy. Delikatnie ją przytulił.
- Zobaczysz, za niedługo się zagoi. - mówił spokojnie, kiedy po jej twarzy potoczyły się łzy. Potrząsnęła przecząco głową.
- Nie o to mi chodzi.
- To o co?
Brązowowłosa przez chwilę milczała.
- Dlaczego musimy żyć w takim świecie? Co my takiego zrobiliśmy?
- Nie mam pojęcia... nie mam pojęcia. - powiedział cicho i pocałował ją w czubek głowy.
Siedzieli tam, oparci o pień drzewa i przytuleni do siebie.
- Muszę już iść. Mike czeka na mnie w bibliotece. McGonagall poprosiła nas, żebyśmy znaleźli jakieś zaklęcia dla zakonu. - wyjaśniła i zaczęła się podnosić.
- Mogę wam pomóc. - zaoferował się chłopak.
- Nie, nie trzeba. Przecież wiem, że tego nie lubisz. - odpowiedziała i lekko się uśmiechnęła.
- W takim razie na moście?
- Na moście. - odpowiedziała i ruszyła w stronę zamku.

***

- Gotowa? - zapytał Mike, kiedy rzucili już na siebie zaklęcia.
Biblioteka była najczęściej zamknięta i pilnowana. Tylko raz w tygodniu otwierano ją dla uczniów, ale pozwalano im wejść tylko do jednego sektora, gdzie więcej było książek propagandowych, niż wszystkich innych razem wziętych. Dlatego też gryfonka i krukon musieli się tam włamać. Robili to już wiele razy, ale za każdym razem pozostawał strach, strach przed złapaniem.
- Nigdy nie będę na to gotowa. - wyszeptała Hermiona, ale już po chwili wyszeptała pierwsze zaklęcie otwierające. Mieli szczęście, bo dzisiaj czytelnia nie była strzeżona. Szybko znaleźli wskazanie przez profesor książki i zabrali się do wyjścia.
- Hermiona, co ty robisz? - syknął Mike, który stał już przy wyjściu, a brązowowłosa dalej przeglądała książki. 
- Idź, zaraz cię dogonię. - spojrzała jeszcze raz na regał i spostrzegła interesujący ją tom. Powieść, zresztą jak zawsze. Chwyciła wolumin i wyszła z biblioteki. Zapieczętowała ją z powrotem i ruszyła do wieży gryfindoru. Zobaczyła świeży wyskrobany znak insygni śmierci, który znikł zaraz po tym, jak na niego spojrzała. To znaczyło, że Mike bezpiecznie pobiegł do swojego Pokoju Wspólnego. Odetchnęła. I tym razem im się udało. Weszła spokojnie do Salonu Gryfonów. To tu, oprócz spotkań z Malfoy'em, siedziała najczęściej. Carrowowie i inni poplecznicy Voldemorta nieczęsto tu wchodzili, więc panowała tu raczej przyjemna atmosfera. Poszła do swojego dormitorium i wysłała odpowiednim zaklęciem książki do gabinetu profesor McGonagall. Wróciła do Pokoju Wspólnego. Spojrzała na zegarek i wyjęła ukradzioną powieść. Już miała zacząć ją czytać, kiedy w komnacie zawrzało. Przez dziurę w pod portretem weszło kilku siódmoklasistów, niosąc na rękach małego, nieprzytomnego chłopca. Dziecko drżało lekko. Chłopcy położyli go na podłodze. Hermiona rzuciła książkę i podbiegła do nich. Uklękła przy drugoklasiście.
- Odsuńcie się, on potrzebuje powietrza. - ryknęła do tłumu gapiów. Teraz zwróciła się bezpośrednio do jednego ze swoich rówieśników, którzy przynieśli chłopca. - Co mu się stało Steve?
- Cruciatus... od obu Carrow'ów.
- Za co? - zapytała otwierając powieki malca i patrząc w jego źrenice.
- Mugolak. - wyjaśnił Steve. Nic więcej nie trzeba było mówić. To jedno słowo oddawało przyczynę okropnego stanu dziecka. Nie musiał zrobić nic konkretnego, wystarczyło, że krzywo szedł.
- Dajcie mi okład. - krzyknęła. W czasie, gdy ktoś przygotowywał potrzebne materiały dla Hermiony, ona sama wysłała Patronusa do Draco. Nie chciała, aby chłopak stał w umówionym miejscu bez sensu. Ona i tak się tam nie pojawi. Musiała pomóc temu chłopcu. Miała też cichą nadzieję, że Draco zjawi się tutaj, aby jej pomóc. Draco i Hermiona byli najlepszymi, zaraz po Pani Pomfrey, magomedykami w tej szkole.
I nie myliła się, zaledwie po dziesięciu minutach, gdy tylko zdążyła zrobić chłopcu pierwszy okład, dziura pod portretem znów się otworzyła i wbiegł przez nią zdyszany Draco. Zrzucił swoją marynarkę i klękną zaraz przy Hermionie.
- Co z nim?
- Crucio.
- Dlaczego?
Spojrzał na twarz Hermiony i już wiedział.
- Zrobiłaś mu okład?
- Tak, za kogo ty mnie uważasz? - zaśmiała się lekko. Dotknął czoła chłopca.
- Już jest zimny i nie drga... to dobry znak. - stwierdził. To Draco był specem od zaklęć Niewybaczalnych. Hermiona o wiele lepiej czuła się w leczeniu tak zwanych zwykłych zaklęć i urazów.
- Dalej się nie budzi. - powiedziała twardo, choć łzy cisnęły się jej do oczu.
- To nic, musi odpocząć. Najlepiej będzie, jeśli położymy go do łóżka i damy spać.
Jak powiedział tak też zrobili. Kiedy chłopiec został wyniesiony, Draco przytulił Hermionę. Stali tak wtuleni w siebie. On myślał, a ona łkała w jego koszulę.
- Już dobrze. - szeptał.
- Ja wiem, tylko... to jest takie dołujące... - nie mogła już nic więcej powiedzieć... po prostu nie mogła.
Rozejrzał się po pokoju.
- To co? - uśmiechnął się do niej. - Może jakiś całus w ramach wdzięczności?
Pokręciła głową i zaśmiała się.
- Nie ma mowy Malfoy.
Pomyślał, że nawet z zapuchniętymi od płaczu oczami wyglądała pięknie.
- Nie to nie, ale jeszcze będziesz błagać, o pocałunek. - oświadczył. Zabrał swoją rzuconą w biegu marynarkę, uśmiechnął się jeszcze raz pokrzepiająco w stronę Hermiony i wyszedł. Od razu młodsze dziewczyny zaczęły wzdychać nad boskością Draco Malfoy'a. Hermiona nie chciała ich słuchać. Podniosła z ziemi swoją książkę i zaczęła czytać.

***

Tydzień później wszystko wróciło do normy, a przynajmniej było tak, ja choćby dwa tygodnie temu. Hermiona szła właśnie na śniadanie, kiedy poczuła, że ktoś łapie ją w pasie. Pocałował ją w oba policzki, a ona już wiedziała kto to.
- Cześć Smoku. - powiedziała i uśmiechnęła się. To były jedne z niewielu szczęśliwych, beztroskich chwil.
- Cześć Piękna. - puścił ją i stanął  przed nią. - Po śniadaniu idź do swojego dormitorium. - powiedział cicho. - Mam dla ciebie propozycję nie do odrzucenia. - mrugnął do niej i wszedł do Wielkiej Sali. Hermiona tylko wywróciła oczami. Co on znowu wymyślił?
Ale jak powiedział, tak też zrobiła. Zjadła szybko swoją lichą porcję chleba i ruszyła do swojego pokoju. Ledwo tam weszła, a wbiegł i Draco.
- No więc co chcesz mi takiego ważnego przekazać?
- Nawet nie uwierzysz co odkryłem. - zapadła chwila ciszy, a Hermionę aż rozsadzała ciekawość. - Carrow'owie wcale nie dostają chleba z wodą. Oni mają iście królewskie posiłki! - wykrzyknął.
- Co ty bredzisz. 
- No tak! Nie zastanowiło cię nigdy, dlaczego nie przychodzą na posiłki? To jasne! Bo mają swoje, w swoich komnatach, złożone z rzeczy, dla których inni by się pozabijali.
Hermiona zastanowiła się. Faktycznie, jak teraz o tym myślała, mogła to być prawda. Nawet nie pytała Malfoy'a skąd o tym wiedział. Każdy miał swoje źródła i niech tak pozostanie.
- Ale co w związku z tym? - zapytała w końcu, ale już znała odpowiedz.
- Co powiesz na małą kradzież? - zapytał chłopak z błyskiem w oku, ale i on znał już odpowiedz.

***

Po dwóch dniach obserwacji dormitoriów obu Carrow'ów, spotkali się na moście. To było ich miejsce spotkań.
- Wychodzą mniej więcej w tym samym czasie. Myślę, że najlepiej będzie zrobić to rano we wtorek. - zaproponował Draco siedząc na barierce. Pod nim szumiała woda, a przed nim stała dziewczyna jego marzeń.
- Tak... - odparła w zamyśleniu Hermiona. - Myślę, że to dobry pomysł, ale i tak uważam, że nie możemy siedzieć tam dłużej niż dziesięć minut.
- Wchodzimy, odnajdujemy żarcie, spadamy. - podsumował ślizgon i ześlizgnął się z barierki.
Razem ruszyli do zamku szturchając się nawzajem i wpadając w zaspy. Weszli do Sali Wejściowej i od razu napadł ich Blaise, najlepszy przyjaciel Draco.
- Boże, Smoku, stary, wszędzie cię szukałem. - powiedział zdyszany.
- Co się stało Diable.
- A nic, po prostu chciałem cię znaleźć. - ślizgon wzruszył ramionami.
Po chwili ciszy, kiedy szli korytarzem dodał jednak.
- Wiecie, że na piątym piętrze zostały znalezione ciała kilku trzecioklasistów? Oberwali naprawdę jakąś mocną klątwą. - powiedział cicho.
Draco zacisnął dłonie w pięści.
- Dlaczego mnie nie wezwaliście? - zapytał bardziej z żalem niż gniewem, ale chyba spodziewał się odpowiedzi.
- Nic nie dało się już zrobić. - prawie wyszeptał czarnoskóry chłopak. - Zostali znalezieni martwi.
Dalej szli w milczeniu. W myślach Hermiona modliła się za te Bogu ducha winne dzieci. Ale nie uroniła ani jednej łzy. Nie było na to czasu.
Nawet nie zorientowała się, kiedy doszli do portretu Grubej Damy.
- To do jutra rano. - rzuciła do nich i weszła do Salonu Wspólnego.

***

Hermiona:

Następnego dnia rano, Draco i ja spotkaliśmy się w Sali Wejściowej. Postanowiliśmy, że zrobimy kradzież dopiero po śniadaniu, żeby nie było podejrzeń, choć i tak wątpiłam, żeby Carrow'owie zauważyli braki w zapasach. Razem weszliśmy na posiłek i skierowaliśmy się do swoich stołów. Usiadłam na swoim miejscu i spojrzałam na swój chleb. Nic nowego. Jeszcze raz spojrzałam na mój talerz, żeby przyjrzeć się swojej szarej rzeczywistości. Nędzy.
Spojrzałam w bok. Koło mnie siedziała mała, wychudła dziewczynka i przerażonym wzrokiem wpatrywała się w ostatni kęs swojego chleba i wielkim wysiłkiem woli oderwała mały kawałek i schowała go do kieszeni mundurka. Zapewne dla chorego brata, albo kolegi. Przeniosłam wzrok na mój posiłek i podałam go jej.
- Weź. - powiedziałam do niej, kiedy patrzyła swoim wylęknionym wzrokiem na moją twarz.
Wyciągnęła swoją chudą rączkę i wzięła podarek. Oderwała mały kawałek i włożyła go do buzi z ulgą. Resztę schowała do mundurka. W jej oczach zabłysła wesoła iskierka. 
- Dziękuję. - wyszeptała. Podniosła się z ławki i ruszyła w stronę wyjścia.
Wypiłam wodę, a gdy zobaczyła, że Draco wstaje i wychodzi, sama również odeszłam od stołu.
Szliśmy korytarzem drugiego piętra. Dzwonek już zadzwonił. Carrow'owie mieli teraz lekcje, a my okienko. Zatrzymaliśmy się na rozdrożu.
- Pamiętasz nasze ustalenia? - zapytał mnie Draco.
Kiwnęłam głową.
- Zabieraj tyle ile się da. - powiedziałam do niego i ruszyłam swoim korytarzem. 
- Hermiona. - krzyknął za mną, a ja się odwróciłam. - Będzie dobrze. - powiedział.
Przytaknęłam głową zbyt zdenerwowana, żeby cokolwiek powiedzieć. On dobrze wyczuł mój nastrój. Może wyglądałam na opanowaną i pewną siebie, ale w środku trzęsłam się jak osika. Nawet nie chcę myśleć, co by czekało mnie, a tym bardziej Draco, gdybyśmy zostali przyłapani w dormitorium nauczycieli i to tych na służbie Voldemorta. I wtedy pomyślałam o tej dziewczynce, której dzisiaj oddałam swój posiłek. Teraz nie miałam już zahamowań.
Otrząsnęłam się i stanęłam cztery metry od drzwi. Ja miałam zająć się pokojem Alecto. Rzuciłam na siebie zaklęcie niewidzialności i ruszyłam przed siebie. Wszystko szło łatwo. Na Drzwiach nie było skomplikowanych zaklęć. Dostałam się do środka bez większych przeszkód. Zawsze wiedziałam, że Carrow'owie są tylko ślepymi przygłupami, bezmyślnie wykonującymi rozkazy.
Rozejrzałam się po pokoju, a kiedy upewniłam się, że wszystko jest w porządku, zdjęłam z siebie zaklęcie niewidzialności. W pierwszym pokoju nie było zbyt wielu interesujących rzeczy. Kanapa, dwa fotele, stolik, kilka wypitych butelek whisky i biurko... tak biurko...
Wiedziałam, że nie powinnam, ale pokusa sprawdzenia co Alecto ukrywa przed światem była zbyt wielka. Na palcach podeszłam do wielkiego mahoniowego biurka i otworzyłam po kolei wszystkie szuflady. Prześlizgiwałam się wzrokiem po oficjalnych listach od Czarnego Pana, i innej korespondencji naszej Pani profesor. Było tam też kilka fotografii i starych dokumentów. Zrobiłam kilka kopii co bardziej interesujących papierów. W najniższej szufladzie biurka znalazłam jednak coś, co bardziej skupiło moją uwagę.
Leżało tam wiele teczek z imionami i nazwiskami poszczególnych uczniów. Niektóre były pokreślone czerwonymi liniami i już po chwili zorientowałam się, że są to akta uczniów, którzy umarli, albo zniknęli w nie wyjaśnionych okolicznościach. Szybko odnalazłam akta Draco i zajrzałam do nich pośpiesznie. Musiałam mieć pewność, że o nic go nie podejrzewają. Spojrzałam zlękniona na zegarek. Z Draconem ustaliliśmy, że nie możemy spędzić w dormitorium więcej niż piętnastu minut, tymczasem ja sprawdzałam biurko już dziesięć.
Zrobiłam kopie bardziej interesujących mnie akt i ruszyłam do następnego pokoju. To, co zobaczyłam, przerosło moje najszczersze oczekiwania. W komnacie ustawiony był wielki stół, przy którym zmieściłaby się cała rodzina wielopokoleniowa. Ława aż uginała się pod naporem jedzenia, wielkich pucharów i talerzy. Przez chwilę miałam upiorną myśl, czy może do sypialni Alecto nie przychodzą zjeść jednocześnie wszyscy śmierciożercy w szeregach Czarnego Pana! W mgnieniu oka przetransmutowałam jeden z pucharów w wielki wór i zaczęłam napychać do niego jedzenia. Byłam wdzięczna losowi za to, że skrzaty domowe najwyraźniej spóźniały się dzisiaj z posprzątaniem po śniadaniu.
Kiedy wór był już napchany po same brzegi, pomniejszyłam go i wrzuciłam do torby na ramię, którą przyniosłam ze sobą. Na szczęście potraktowałam ją wcześniej zaklęciem zmniejszająco-zwiększającym, więc mogłam i do niej wrzucić jeszcze trochę jedzenia. Rozejrzałam się jeszcze po pokoju i mój wzrok napotkał niewielki barek. Spojrzałam nerwowo na zegarek. Została mi nie cała minuta, ale nie mogłam się powstrzymać od nagięcia trochę czasu. Dzięki temu alkoholowi mogłabym sprawniej usuwać niektóre rany i tworzyć nowe eliksiry, które były coraz bardziej potrzebne, i było ich coraz mniej. Pośpiesznie zaczęłam pakować butelki do torebki, uważając, żeby nie zgniotły jedzenia i nie rozbiły się. Kiedy skończyłam, rzuciłam się do wyjścia. Szybko nałożyłam na siebie zaklęcie niewidzialności i otworzyłam lekko drzwi, żeby upewnić się, że nikogo nie ma na korytarzu. Wypadłam na korytarz, zabezpieczyłam drzwi ochronnymi zaklęciami, które były nałożone już wcześniej i popędziłam korytarzem do miejsca, w którym miałam spotkać się z Draco. Już wiedziałam, że będzie zły, w końcu musiał się bardzo denerwować moją przedłużającą się nieobecnością. Wiedziałam jednak, że to wszystko wynagrodzi mu łup, jaki dzisiaj zdobyliśmy. Zdyszana wpadłam do pustej klasy, gdzie mieliśmy się spotkać i ściągnęłam z siebie zaklęcie.
- Do jasnej cholery, gdzieś ty była! - usłyszałam zdenerwowany głos blondyna tuż za sobą. Zacisnęłam oczy i odwróciłam się niepewnie.
- Och, daj spokój, trochę się spóźniłam. - powiedziałam nonszalanckim tonem, ale to nie złagodziło furii w jego oczach.
- Trochę... tro... trochę?! Nie było cię ponad pięć minut! Już miałem iść do dormitorium Alecto spróbować cię ratować!
- Nic takiego się nie stało. - spuściłam głowę i podeszłam do niego. - Musiałam sprawdzić, czy wszystko jest okej, czy nic na nas nie mają. - powiedziałam i spojrzałam mu w oczy. - Tam było biurko, a w biurku akta... kilka listów... pokusa była zbyt wielka...
Widziałam jak gniew w jego oczach słabnie. Zawahał się na chwilę, ale po chwili, jakby z lekkim oporem, przytulił mnie, a ja wtuliłam się w niego ufnie.
- Musisz bardziej uważać. - powiedział do mnie. - To nie są ludzie, którzy przebaczają. - wyszeptał mi do ucha drżącym głosem, a ja poczułam na swojej głowie łzę. Palącą i słoną. To był jedyny raz, kiedy widziałam Dracona Malfoy'a płaczącego. Nie dane mi było oglądać tego widoku już nigdy więcej.








piątek, 28 sierpnia 2015

Miniaturka 2

" I że Cię nie opuszczę, dopóki śmierć nas nie rozłączy. Pamiętasz?"


Mała blondwłosa dziewczynka siedziała na kolanach drobnej brązowookiej kobiety i wskazywała malutkim paluszkiem na coraz to nowe zdjęcia na pożółkłych kartach starego rodzinnego albumu.
- A co to za zdjęcie? - zapytała patrząc swoim przenikliwym wzrokiem na obraz dwójki ludzi śmiejących się i przytulających. Kobieta była ubrana w białą prostą sukienkę a w jej oczach było widać tyle radości i miłości. Mężczyzna za to miał na sobie dosyć podniszczone ubranie, ale również wyglądał na szczęśliwego. Blondyn z czułością patrzył na stojącą obok niego dziewczynę.
Brązowooka również spojrzała na zdjęcie, na które wskazywała jej córka. Przejechała z czułością palcem po starej fotografii.


Stałam na dziedzińcu uważnie wsłuchując się w słowa Lorda Voldemorta kierowane do wszystkich, którzy walczyli o Hogwart.
- Walczyliście dzielnie. Lord Voldemort umie docenić męstwo, dlatego daję wam godzinę. Natychmiast każę wycofać się moim oddziałom. Pochowajcie zmarłych, opatrzcie rannych. I przemyślcie czy warto dalej ponosić bezsensowną śmierć, czy lepiej przyłączyć się do mnie i moich oddziałów i przeżyć.
Nie słuchałam dalej, wiedziałam, że manipuluje mną i moimi myślami. Puściłam się biegiem do Wielkiej Sali, gdzie zgromadziła się większość powstańców. Zabrałam się do pierwszej lepszej pomocy. Zaczęłam opatrywać rany jakiejś dziewczyny. Brunetka której pomagałam była ode mnie młodsza i drobniejsza. Cały czas płakała i mamrotała coś sama do siebie. Musiała oberwać naprawdę mocną klątwą. Obejrzałam dokładnie jej rany i zdecydowałam, że potrzebuję więcej bandaży.
- Zaraz wracam. - wyszeptałam w jej kierunku. I choć dalej mamrotała, spojrzała na mnie, a wzrok miała twardy. Wiedziałam, że się nie podda, że ona też chce walczyć.
Łzy samoczynnie zaczęły lecieć z moich oczu. Podniosłam się szybko i ruszyłam przed siebie. Łzy przesłoniły mi widok i nawet nie zauważyłam, kiedy wpadłam na coś wielkiego, co oplotło mnie opiekuńczo swoimi ramionami.
- Hej, Hermiona, już dobrze. Jestem tu. - usłyszałam znajomy głos i jeszcze mocniej zaszlochałam.
- Już się bałam...
- Ale wszystko jest dobrze. Niepotrzebnie te nerwy. - otarł mi łzy z policzków i dopiero teraz zauważyłam, że ma zabandażowaną rękę. 
- Tak wszystko jest dobrze. - mruknęłam dotykając jego opatrunku. Szybko schował rękę za sobą.
- No wiesz... to tylko takie zadrapanie... nic poważnego, naprawdę. - tłumaczył szybko, czerwieniąc się przy tym.
Dotknęłam jego policzka i uśmiechnęłam się patrząc w jego stalowe oczy.
- Ja rozumiem Draco. Mam się nie denerwować. - spojrzałam w stronę mojej pacjentki i mój uśmiech zbladł.
- Ja tylko...
- Jeśli to poprawi ci humor... - blondyn z tajemniczą miną zaczął grzebać w kieszeniach.
- Draco co ty...?
Chłopak ukląkł na jedno kolano i wyciągnął przed siebie dłoń na której spoczywała mała stokrotka.
- Wiem, że to nie są ani wymarzone oświadczyny, ani wymarzona chwila, ale zważywszy na to, że za chwilę wszyscy możemy już nie żyć... Hermiono Jean Granger, czy chciałabyś wyjść za mnie?
Stałam chwilę z rozwartymi ustami, a w moich oczach zaszkliły się po raz kolejny łzy.
- Oczywiście, oczywiście, oczywiście!!! - zapiszczałam rzucając mu się na szyję i przewracając nas oboje. Pocałowałam go namiętnie, a on oddał pocałunek z równą pasją. Podał mi stokrotkę.
- Od teraz jest twoja. - powiedział patrząc mi prosto w oczy. Pociągnął mnie na równe nogi i krzyknął w stronę jakiegoś wysokiego chłopaka przechodzącego obok nas.
- Ej, ty, chodź tutaj, udzielisz nam ślubu.
Chłopak na początku miał trochę zdziwioną minę, ale posłusznie podszedł. Spojrzałam na swoje podniszczone i pobrudzone ubranie. Szybko wyjęłam różdżkę i transmutowała je w prostą białą sukienkę.
- Zachowajmy te wszystkie ceregiele. - powiedziałam uśmiechając się szeroko w stronę swojego narzeczonego.
- Może i masz rację. - powiedział blondyn śmiejąc się. Odwrócił się do reszty zgromadzonej w Wielkiej Sali i zagwizdał głośno. - Hej, proszę o ciszę! Muszę wam coś oznajmić! - spojrzał na mnie z czułością i wielkim oddaniem. - Razem z Hermioną się pobieramy. Byłbym zaszczycony, gdybyście wszyscy byli tego świadkami. - tym razem spojrzał na chłopaka stojącego obok nas, na co ten chrząknął i zaczął formułkę.
W Wielkiej Sali zapadła grobowa cisza.
- Powtarzajcie za mną. Ja Hermiona Granger biorę ciebie Draconie Malfoy'u za męża i ślubuję ci miłość i wierność w zdrowiu i w chorobie, i że cię nie opuszczę aż do śmierci.
Spojrzałam na ogromny zegar, który wskazywał, że do końca rozejmu zostało nam dziesięć minut. To było zarazem śmieszne i przerażające, że za tych dziesięć cholernych minut to, że składaliśmy sobie przysięgę nie będzie miało większego znaczenia. 
Ja Hermiona Granger biorę ciebie Draconie Malfoy'u za męża i ślubuję ci miłość i wierność w zdrowiu i w chorobie, i że cię nie opuszczę aż do śmierci. - wyszeptałam czując jak do moich oczu napływają łzy. Czułam ogromne szczęście, że chociaż jest tak źle, nadal jest iskierka dobroci i radości, a przede wszystkim nadziei.
Ja Draco Malfoy biorę ciebie Hermiono Granger za żonę i ślubuję ci miłość i wierność w zdrowiu i w chorobie, i że cię nie opuszczę aż do śmierci.
Blondyn uśmiechnął się do mnie pokrzepiająco. Spojrzał głęboko w moje czekoladowe oczy.
Ja Draco Malfoy biorę ciebie Hermiono Granger za żonę - mówił aksamitnym głosem, w którym było słychać tyle miłości, ale i żalu, że nie może spędzić więcej czasu ze swoją ukochaną. - i ślubuję ci miłość i wierność w zdrowiu i w chorobie, i że cię nie opuszczę dopóki śmierć nas nie rozłączy. - dokończył przysięgę. - Będę cię bronił aż do ostatniego oddechu, a jeśli los mi pozwoli mam nadzieję spędzić z tobą resztę życia. - mówiąc te słowa patrzył mi głęboko w oczy z powagą i skrytą obietnicą na lepsze jutro. Nie chciałam żeby tak mówił, żeby czuł się odpowiedzialny za moje życie. Chciałam coś powiedzieć, ale on tylko schylił się delikatnie i pocałował mnie łagodnie.
Rozległy się oklaski i wiwaty. Chłopak, który udzielał nam ślubu dotknął swoją różdżką naszych splecionych dłoni.
- Od teraz jesteście mężem i żoną. - powiedział ze szczerym uśmiechem na ustach. Ja również odwzajemniłam ten uśmiech i mocniej wtuliłam się w Draco. Było mi tak cudownie i bezpiecznie. Nie chciałam żeby ta chwila się skończyła, nie teraz, nie w tej chwili, nigdy...
- Kocham cię Hermiona, tak strasznie cię kocham. Nie zostawiaj mnie nigdy. - usłyszałam przy swoim uchu cichy szept mojego męża. Nie zdążyłam nic odpowiedzieć, bowiem za nami rozległ się krzyk i dźwięk zdjęcia robionego przez magiczny aparat.
- Hej gołąbeczki! Niestety nie mam dla was dobrych wieści. - odwróciliśmy się w tamtą stronę. - Chyba nie uda mi się wynegocjować z Voldemortem nocy poślubnej dla was.
Zaśmiałam się. To Harry patrzył na nas swoimi zdumiewająco zielonymi oczami, w których można było dostrzec ten niesamowity błysk rozbawienia.
- Powiedz mu, że w zamian nie pogardzimy jego rychłą śmiercią. - odkrzyknął do niego Draco. Oboje się zaśmiali.
W czasie, kiedy chłopaki się przekomarzali ja szukałam wzrokiem jeszcze kogoś.
A jednak, stał w pierwszym rzędzie, a nasze spojrzenia się skrzyżowały. Wiedziałam, że nie pochwalał tego związku, ale chciał, żebym była szczęśliwa. Ron delikatnie skinął głową w moją stronę i odszedł znikając w tłumie tłoczących się do nas ludzi. " Będę walczył. Dla ciebie." Dobrze pamiętam kiedy tak powiedział. To było dzień przed bitwą. Czy wiedziałam że mnie kochał? Aż nazbyt dobrze. Nie miałam mu tego za złe. Nie pragnął mnie dla siebie, bo wiedział, że nigdy nie odwzajemnię tego uczucia. Chciał tylko kawałka mnie, czegoś co będzie mu o mnie przypominać.
Wraz z odwróceniem się Rona wybił pierwszy dzwon na Hogwardzkiej wieży. Wszyscy oprzytomnieli, ulotniło się szczęście. Zanim uderzył drugi dzwon, szybko przetransmutowałam swój strój znów w zniszczone, stare ubranie. Spojrzałam z bólem na Draco i zawarliśmy milczące porozumienie. Biegiem ruszyliśmy na dziedziniec wciąż ściskając swoje dłonie. 

Kiedy staliśmy w szeregach patrząc na formujące się odziały wroga, powtarzałam słowa przysięgi. "...miłość i wierność, w zdrowiu i w chorobie..." Spojrzałam jeszcze raz na Draco a moje serce krzyczało w niemej prośbie. "... uwolnij mnie, uwolnij mnie..." Blondyn krótko pocałował mnie w czoło i przyciągnął do siebie przyciskając do swojej piersi. Zaszlochałam cicho. 
Wraz z trzecim uderzeniem zegara wszystko zadziało się jak w zwolnionym tempie. Wszyscy ruszyli przed siebie z ogłuszającym krzykiem, poleciały zaklęcia. Nie wiem jak długo walczyliśmy. Jeśli teraz nad tym pomyślę, nie pamiętam zbyt wiele, tylko urywki, strzępy, twarze i krzyki. Nie wiem jakich używałam zaklęć, nie wiem jak udało mi się przeżyć. W pewnej chwili jednak zauważyłam, że nie ma koło mnie Draco. Rozejrzałam się chaotycznie po polu walki. Stał jakieś 50 metrów ode mnie i pojedynkował się ze mierciożercom. Szybko go pokonał, ale nie zdążył uchylić się przed lecącym z tyłu zaklęciem. Pomarańczowy promień światła ugodził go w plecy i mój mąż upadł na ziemię. Z mojej piersi wydobył się ogłuszający krzyk i pognałam w tamtą stronę. Padłam na kolana i położyłam jego głowę na swoich nogach. Wiedziałam, że to już koniec, widziałam jak Voldemort pognał za Harrym do Wielkiej Sali, zaraz wygramy, ale dla mnie czas zatrzymał się w miejscu.
- Draco, wytrzymaj. Już wszystko dobrze. - mówiłam do blondyna sprawdzając czy nie ma nigdzie ran. - Już tylko chwilę i będzie po wszystkim.
Złapał moją rękę i przyłożył do swojego policzka.
- Wiem, że wszystko będzie dobrze. Jesteś tutaj ze mną, to mi wystarczy. - powiedział zamykając swoje stalowe oczy i pocierając policzkiem o swoją rękę. - Musisz iść im pomóc. Nie dadzą rady sami z tyloma śmierciożercami. Musisz już iść.
- Nie zostawię cię. Nie tu nie teraz. - motałam się próbując znaleźć coś pożytecznego. Najgorsze było to, że nie wiedziałam jaka klątwa trafiła Draco. Próbowałam go podnieść, ale jęknął z bólu.
- Kocham cię, tak bardzo cię kocham Hermiono, ale musisz iść. Tam bardziej cię potrzebują. - powiedział z bólem w stalowych oczach.
Oparłam głowę o jego klatkę piersiową i zapłakałam. Pogłaskał mnie pocieszająco po włosach i wyszeptał słowa otuchy.
- Nie zostawię cię. Nie zostawię cię. - powtarzałam jak mantrę. - I że cię nie opuszczę dopóki śmierć nas nie rozłączy. Pamiętasz? - podniosłam na niego swój zapłakany wzrok. Zaśmiał się delikatnie próbując zamaskować ból.
- To były najcudowniejsze słowa, jakie mogłem do ciebie powiedzieć. - powiedział, biorąc w rękę kosmyk moich kręconych włosów.
- Kocham cię Draco. Nie pozwolę ci umrzeć.



- A co to za zdjęcie? - zapytała mała blondynka patrząc na stare zdjęcie.
Brązowooka kobieta westchnęła.
- To twoi dziadkowie. Babcia Hermiona i dziadek Draco w dniu swojego ślubu.
Dziewczynka przez chwilę zastanawiała się nad tym co powiedziała jej mama, o czym świadczył zmarszczony nosek.
- Ale zdjęcia ślubne twoje i taty wyglądają inaczej.
- Bo... to był dość nietypowy ślub. - wyjaśniła kobieta patrząc z czułością na swoją córkę.
Dziewczyna na chwilę zamilkła znów się nad czymś zastanawiając.
- Mamo, a czy dziadkowie są ze sobą szczęśliwi? - zapytała zdawkowym tonem.
- Myślę, że tak. Bardzo się kochają. - odparła nieco zdziwiona brązowooka. - A dlaczego pytasz?
- A... bo tak sobie myślę, że może jakbyście ty i tato też wzięli taki ślub jak babcia z dziadkiem, to może nadal byście się kochali... - blondynka spuściła głowę i ściszyła głos. Była bardzo spostrzegawcza jak na sześciolatkę.
Blondwłosa kobieta patrzyła chwilę na dziewczynkę. Zabolała ją wzmianka o jej byłym mężu, którego w głębi serca dalej kochała.
- Ale kochanie... to nie tak, że ja już nie kocham taty... my się po prostu pokłóciliśmy o taką jedną głupotę i...
- Tak wiem, po prostu wam nie wyszło. - dokończyła znudzona mała blondyneczka. - Chyba pójdę już spać. - ziewnęła.
- Tak... tak, jest już strasznie późno. - odparła szybko starsza kobieta i odprowadziła córkę do łóżka.
Kiedy wróciła do salonu, spostrzegła, że nie schowała albumu, który wcześniej oglądały. Podniosła ostrożnie zdjęcie i odwróciła, żeby zobaczyć tył fotografii.
" I że Cię nie opuszczę, dopóki śmierć nas nie rozłączy. Pamiętasz?"
Uśmiechnęła się lekko widząc ten napis. Podeszła lekko chwiejnym krokiem do telefonu i wybrała pierwszy lepszy numer.
- Cześć Abi. Coś się stało? - usłyszała w słuchawce trochę zaspany, ale tak dobrze jej znany głos swojego byłego męża. Coś ścisnęło ją za gardło. Dobrze wiedziała, że ten mężczyzna bardzo ją kocha, a ona... to ona zrobiła mu tą bezsensowną awanturę... a później zaczęli kłócić się o byle co i tak rozpadło się ich małżeństwo. I pomyśleć, że zaczęło się od jednej źle pomalowanej ściany.
- Nie nic... tylko przeczytałam dzisiaj bardzo ważne słowa i... może chciałbyś się spotkać?
Na chwilę zapadła cisza.
- Jasne, było by świetnie.
- To fajnie. Może w sobotę na pokątnej?
- Okej, to do soboty.
- Do soboty. - rozłączyła się. - Już nie mogę się doczekać. - dodała sama do siebie z uśmiechem na ustach. Znowu wzięła do ręki słuchawkę i wybrała numer.
- Halo, córciu, coś się stało? Dlaczego dzwonisz w środku nocy? - usłyszała w słuchawce zaspany głos swojej mamy.
- Cześć mamo, nie nic się nie stało. Po prostu przeglądałyśmy dzisiaj z Mirian stare fotografie i znalazłyśmy zdjęcie z waszego ślubu.
Po drugiej stronie zapadła na chwilę cisza.
- O jeju, nawet nie pamiętałam, że takie mieliśmy. - usłyszała śmiech. - To wspaniale, ale dalej nie rozumiem dlaczego dzwonisz tak późno.
- Och... po prostu możesz powiedzieć tacie, że może jednak jeszcze da się uratować moje małżeństwo.



_____________________________________________

Spod mojej ręki wyszła kolejna, druga miniaturka. Jestem z niej w miarę 
zadowolona, ale co prawda w niektórych momentach mogłaby być
lepiej napisana. Tym razem jest happy end, ale to nie miało być tylko 
zwykłe dramione. Naprawdę nie wiem co więcej mogę o niej napisać,
więc tylko mam nadzieję, że wam się będzie podobać :)
Wiem, że za chwilę zapytacie o nowy rozdział, więc z bólem, ale muszę
się przyznać, że rozdział jeszcze nie napisany, dlatego powstał ten one-shot.
Pisanie rozdziału 11 idzie mi jak po przysłowiowej grudzie. Za chiny 
ludowe nie mogę nic do niego wymyślić, a na dodatek moja wena 
poszła się bujać i zostawiła mnie z tym wszystkim samą. Naprawdę bardzo was
za to przepraszam i wrzucę nową notkę jak tylko ją napiszę. :(


Jeszcze raz bardzo was przepraszam
i proszę o cierpliwość.

Nie Normalna







piątek, 14 sierpnia 2015

Liebster Award

Liebster Award #1

Jest mi bardzo miło, że ktoś zdecydował się nominować mnie do Liebster Award.
Dla niezorientowanych już tłumaczę:
Nagroda Liebster Award jest przyznawana przez innego blogera, który uważa twój
blog za godny wyróżnienia. Po otrzymaniu nominacji należy odpowiedzieć na 11 
pytań, które zadaje ci osoba, która cię nominowała. Następnie sam nominujesz 11
osób(musisz ich o tym poinformować) i zadajesz im 11 pytań. Nie możesz 
nominować bloga, który nominował ciebie. Nagrodę Liebster Award przyznaje 
się blogom o mniejszej liczbie obserwatorów, to też poprzez nominację 
kolejnych osób, można je rozpowszechnić. Daje też możliwość
poznania lepiej autora nominowanego bloga.

Mnie nominowały dziewczyny z bloga: wiezykrwi-graohogwart.blogspot.com za co 
jestem im bardzo wdzięczna :), a oto ich pytania:


Pytania Liliane, Nelli i Rosie:
1. Jaki jest Twój ulubiony pisarz i za co go cenisz? 
2. Introwertyk czy Ekstrawertyk? 
3. Czy lubisz kabarety, a jak lubisz to jaki najbardziej? 
4. Jaki jest Twój ulubiony film? 
5. Co Cię zainspirowało do stworzenia bloga? 
6. Co najbardziej lubisz w pisaniu? 
7. Jaka herbata jest Twoją ulubioną (nie chodzi o markę, chodzi o smak i rodzaj)? 
8. Jakie zwierze byłoby Twoim patronusem? 
9. Wymień kilka cech Twojego charakteru. 
10. Jakie masz hobby oprócz pisania? 
11. Jakiej muzyki słuchasz?

Moje odpowiedzi:
1. Lubię wielu pisarzy, nie mam jednego faworyta, ale jeśli miałabym wybierać, to zdecydowanie Rick Riordan. Lubię go przede wszystkim za styl, w jakim pisze swoje książki. Umie zawrzeć w nich tyle humoru i napięcia w jednym, że czasami nie wiadomo kiedy śmiać się a kiedy obgryzać paznokcie :) I jeszcze te niekończące się pomysły i wyobraźnia. Tak, wyobraźnia, to coś, co najbardziej cenię. Co prawda przeczytałam dopiero trzy cykle jego książek, ale jeśli ktoś czytał jego dzieło, na pewno wie o czym mówię ;)
2. Zdecydowanie introwertyk, chociaż nie jestem typem samotnika. Lubię grono zaufanych przyjaciół, przy których staję się wygadana i szalona. Jak to się mówi, cicha woda brzegi rwie :)3. Coraz częściej zwracam się w stronę kabaretów. Moimi faworytami są: Kabaret Smile, NeoNówka, Kabaret Młodych Panów, sporadycznie Paranienormalni XD
4. Szczerze mówiąc nie mam ulubionego filmu. Jeśli chodzi o wykonanie, to uważam, że "Harry Potter" został zrobiony bardzo dobrze, ale zainteresowały mnie też takie filmy jak  choćby "Złodziejka Książek".
5. W sumie sama nie wiem. Czytałam różne blogi i mimowolnie analizowałam co według mnie mogłoby się tu znaleźć. Aż pewnego razu, kiedy moja głowa była już pełna pomysłów, pomyślałam "Hej, a może by stworzyć własną historię? Gdzie sama mogę decydować o losach bohaterów?". I jakoś tak to trochę mniej niż więcej było. Swoją drogą mam jeszcze jednego, na razie zawieszonego bloga.
6. Że mogę zrobić z bohaterami cokolwiek zechcę. Wymyślanie własnej historii to naprawdę świetna zabawa.

7. I to według mnie jest temat rzeka :) Po prostu kocham herbatę! Uważam jednak, że najlepsza jest zwykła czarna z cytryną i miodem!
8. Czy ja wiem, może jaguar, albo jakaś puma...
9. Nieśmiała, niezdarna, sprytna, roztrzepana, przyjacielska...
10. Och, trochę maluję, rysuję, gram na gitarze, chcę uczyć się grać na pianinie, śpiewam, pływam, oprócz tego mój tato jest naprawdę rąbnięty jeśli chodzi o naukę matematyki, więc z materiałem jestem gdzieś na poziomie studiów :)
11. Tak naprawdę wszystkiej, ale najwięcej pop.

Znowu się rozpisałam, ale never mind ;)

(Moje pytania, oraz nominowane blogi znajdziecie w zakładce "Liebster Award"

Rozdział 10

Otworzyła powoli oczy i uśmiechnęła się nieśmiało. Sam nie wiedziałem co mnie podkusiło do tego, żeby tak powiedzieć. Przecież ona była mi to winna, a ja tak po prostu chciałem jej to darować? Spojrzała na latających Blaise'a i Ginny.
- Dam radę. - zadecydowała i pewnie złapała moją rękę. - Tylko Draco... - zrobiłem wielkie oczy kiedy użyła mojego imienia. - bez żadnych wygłupów. - ostrzegła mnie.
- Tak jest.
Wzbiłem się w powietrze, ale nie gwałtownie. W miarę wzrastania wysokości czułem jak Hermiona coraz mocniej mnie obejmuje. Spojrzałem do tyłu i zauważyłem, że miała zamknięte oczy.
- Otwórz oczy. - poprosiłem. - I rozluźnij uścisk, bo połamiesz mi żebra.
Dziewczyna niepewnie otwarła najpierw jedno oko, a potem drugie i stwierdziła, że nie jest tak źle. Na początku trochę się bała, zobaczyłem to w jej oczach. Ale potem zobaczyłem w jej brązowych oczach nutkę fascynacji, a nawet szczęścia.
- I jak? - zapytałem, kiedy zawiśliśmy w powietrzu wpatrując się w Hogwart przed nami.
- Jest tak...
- Magicznie? - dokończyłem z uśmiechem a ona pokiwała głową na tak.
- Nigdy nie kojarzyłam latania z niczym innym jak Quidditch... a tu coś takiego...
Oparła głowę o moje ramię wpatrując się w piękny widok i całkowicie zapominając o tym co nas łączyło, a raczej co nas nie łączyło. Uśmiechnąłem się sam do siebie. A jednak ufała mi już chociaż trochę. Kiedy to pomyślałem, poczułem miłe łaskotanie w okolicy serca.
Sprowadziłem miotłę na ziemię, gdzie czekali już na nas Ruda i Diabeł. Młoda Weasley nie wyglądała na specjalnie szczęśliwą.
- Co ty taka skrzywiona? - zapytała Hermiona na widok miny swojej przyjaciółki.
- Założyliśmy się o to, czy wsiądziesz na miotłę, czy nie. - odpowiedział za dziewczynę Blaise i uśmiechnął się szeroko.
- I on wygrał. - dodała naburmuszona Ginny patrząc na bruneta spode łba.
- No pięknie, wierzy we mnie dwóch ślizgonów, a moja najlepsza przyjaciółka nie. - powiedziała brązowowłosa udając obrażoną i ostentacyjnie obróciła się na pięcie.
Patrząc na jej na wpół obrażoną, na wpół rozbawioną minę zacząłem się śmiać. Zaraz potem dołączył do mnie Blaise, później Hermiona i Ginny. Śmiejąc się ruszyliśmy do szkoły.
- A o co się założyliście? - zapytałem, kiedy udało mi się złapać oddech.
- Dowiecie się w swoim czasie. - powiedział tajemniczo mój przyjaciel zerkając na Rudą.
- Diable... - powiedziała groźnie Hermiona.
- No to nic takiego. - tłumaczył. - Sami zobaczycie.
Weszliśmy do Sali Wejściowej i dziewczyny ruszyły do dormitorium Hermiony. Odprowadzaliśmy je wzrokiem kiedy szły po schodach. Pomyślałem wtedy, że fajnie by było, gdyby jednak jeszcze zostały. Nie żeby coś, ale coraz bardziej doceniałem towarzystwo Hermiony.
Kiedy obydwie gryfonki znikły nam z pola widzenia, ruszyliśmy do lochów.

***

Kiedy z Ginny weszłyśmy do naszego dormitorium, zastałyśmy nasze przyjaciółki nadal smacznie śpiące, choć było już grubo po 13.00. Spojrzałyśmy po sobie z Ginny porozumiewawczo i zaczęłyśmy budzić śpiące królewny. 
- Pogięło was, czy co, żeby budzić człowieka o tak wczesnej porze? - zapytała Lavender zbolałym tonem.
- Wczesnej porze? Jest już czternasta, a zaraz jest obiad. My z Ginny zdążyłyśmy się już ogarnąć, pójść na trening, pogawędzić i wrócić. - powiedziałam.
Parvati jęknęła i wtuliła twarz w poduszkę.
- Jesteście nienormalne. - stwierdziła.
- Dobra dziewczyny, ogarniać dupy i idziemy na obiad. - powiedziała mocnym tonem panna Weasley i zagoniła resztę wesołej i zalanej ferajny do łazienki, uprzednio dając każdej po fiolce z eliksirem na kaca.
- A teraz gadaj o co założyłaś się z Diabłem. - powiedziałam kiedy dziewczyny zniknęły za drzwiami łazienki.
- Nie mogę ci powiedzieć. - odpowiedziała obojętnym tonem Ginny, ale na jej ustach błąkał się uśmiech. - Słyszałaś Blaise'a. - dodała. - Dowiesz się w swoim czasie.
- Niech ci będzie. - przyznałam niechętnie.
Kiedy wszystkie byłyśmy już gotowe wyszłyśmy z mojego pokoju.
- Cześć Hermiono. - zagadnął mnie Jess w Pokoju Wspólnym. - Witam drogie Panie.
- Hej Jess. - odpowiedziałam i uśmiechnęłam się lekko.
Chłopak również się uśmiechnął.
- Nie wiesz gdzie jest Draco? Muszę z nim pogadać.
- Widziałam go dzisiaj rano... Chyba poszedł do Blaise'a, do lochów.
- Och, okej. To do zobaczenia potem. - powiedział i zniknął za drzwiami swojego dormitorium.
Ruszyłyśmy w stronę wyjścia z Salonu Prefektów.
- Jest całkiem przystojny. - powiedziała Padma kiedy byłyśmy już na korytarzu.
Odwróciłam się w jej stronę i spojrzałam na nią pytająco.
- Jess?
- Tak... - powiedziała i lekko się zarumieniła. - Jess...
Stłumiłam śmiech. Może i był przystojny, ale moim zdaniem nie nadawał się na chłopaka... ale cóż, każdy ma inny gust.
- Jak chcesz mogę delikatnie uświadomić mu, że się ci podoba. - zasugerowałam. Siostra Patil jeszcze bardziej spłonęła rumieńcem.
- Jest przystojny i w ogóle... - zaczęła, ale Lavender jej przerwała.
- Nie bardziej niż Malfoy! - krzyknęła rozmarzonym tonem i westchnęła razem z Parvati.
- No, to fakt, Malfoy jest przystojny i to nawet bardzo. - powiedziała z uśmiechem Ginny i szturchnęła mnie lekko.
- Proszę mnie tu nie tykać. - odparłam lekko oburzonym tonem, ale zdradził mnie lekki uśmiech błąkający się na moich ustach.
- Co fakt to fakt. - przyznała Luna śmiejąc się. - Ten facet jest mega seksowny.
- Zdradzasz Neville'a?! - krzyknęła Ruda rozbawionym tonem.
- Podziwiać to jeszcze wcale nie znaczy konsumować. - odpowiedziała dyplomatycznie Blondynka, na co roześmiałyśmy się wszystkie.
Cieszyłam się, że rozmowa nie zeszła na mnie, ponieważ Ginny na pewno zaczęłaby wypominać ile to ja czasu spędzam z Malfoy'em i że na pewno mi się podoba. Absurd!
Tymczasem doszłyśmy do Wielkiej Sali i ruszyłyśmy do naszych stołów. Z daleka zobaczyłam uśmiechających się do mnie Draco oraz Blaise'a. Odwzajemniłam uśmiech, po czym zabrałam się za swój obiad.

***

- Hej Granger! Granger! - usłyszałam za sobą, kiedy szłam po obiedzie do Salonu Prefektów. Była sobota więc nie miałam nic szczególnego do roboty, Ginny gdzieś wybyła, Malfoy pewnie siedział u ślizgonów i postanowiłam, że posiedzę u siebie i poczytam jakąś książkę.
- Granger, stój! - nawoływanie powtórzyło się, więc niechętnie stanęłam i odwróciłam się w stronę biegnącej do mnie Pansy Parkinson.
- Cześć Granger. - zaczęła ślizgonka, kiedy już do mnie dobiegła. - Mam do ciebie małą prośbę.
- Mi ciebie też miło widzieć Parkinson. - powiedziałam melancholijnie.
- Tak sobie pomyślałam... - kontynuowała brunetka kompletnie nie zwracając uwagi na moją sarkastyczną wypowiedz. - ... że jeśli jesteś Prefektem Naczelnym Gryffindoru i w ogóle gryfonką..., to pewnie znasz hasło do wieży Gryffindoru i... może mogłabyś mi je podać? - zakończyła z nadzieją w oczach.
Chwilę się zastanawiałam. Po oczach Pansy było widać, że nie spodziewała się zbyt wiele. W końcu była ślizgonką, w dodatku niezbyt lubianą przez gryfonów, proszącą o tajemne hasło uczniów domu lwa, żeby przejść do Pokoju Wspólnego Gryffindoru. Nie, to się nie mogło udać.
- Dobra, dam ci to hasło. - powiedziałam, a Pansy podskoczyła z radości. - Ale tylko ze względu na wdzięczność. - dodałam szybko. Pansy szybko kiwnęła głową. Pewnie zapytalibyście się dlaczego nie zapytałam po co jej wejść do salonu gryfonów? Odpowiedź jest prosta: nie powiedziałaby mi, a ja nie chciałam tracić czasu na zbędne gierki.
- To jakie macie hasło? - zapytała szybko brunetka.
- Dzika róża.
Pansy na chwilę zrobiła zdziwioną minę.
- To dosyć łatwe i niemagiczne hasło. - powiedziała po chwili zastanowienia.
- A wpadłabyś na nie? - zapytałam rozbawiona.
- Nie, pewnie nie. - odpowiedziała powoli ślizgonka.
- No i na tym polega idea haseł. - odparłam. - Do zobaczenia Parkinson. - pożegnałam się i ruszyłam w stronę Pokoju Wspólnego Prefektów Naczelnych.
Kiedy stałam już pod obrazem Mona Lisy, przejście się otworzyło i wypadła z niego wyraźnie zniesmaczona Madie. Zdziwiłam się, bo prawdę powiedziawszy dawno jej nie widziałam. Nasze codzienne sprawy nie łączyły się za bardzo.
- Nie radzę ci tam wchodzić. - ostrzegła mnie. - Astoria dobija się do drzwi Malfoy'a, krzyczy i rzuca niecenzuralnymi słowami. Nie pomagają nawet zaklęcia wyciszające.
Wyminęła mnie i znikła za zakrętem korytarza.
Patrzyłam jeszcze chwilę za nią.
- Zaryzykuję. - mruknęłam sama do siebie i przeszłam przez portret.
Od razu uderzyła we mnie fala ostrych przekleństw, połączonych z płaczem, oraz prośbami o wpuszczenie, skierowanych w drzwi od dormitorium Draco. Niektórzy pewnie uznaliby to za rozpaczliwy widok, ale mnie śmieszyła ta sytuacja. Astoria wieszająca się na klamce od drzwi, z rozmazanym makijażem, połamanymi paznokciami, cała we łzach. I jeszcze ta błagalno-cierpiętnicza mina. Powstrzymałam śmiech i ruszyłam w jej stronę.
- Jego tam nie ma. - powiedziałam jej otwierając drzwi od swojego pokoju. - Nie musisz już tak wyć, to nie robi na nikim wrażenia.
Dziewczyna odwróciła do mnie swoją nienawistną twarz.
- Nie wtrącaj się Granger w nie swoje sprawy. - powiedziała przez zaciśnięte zęby dalej klęcząc przed drzwiami. - Mój Dracuś tam jest, tylko ma gorszy dzień.
- Gdybym miała wybierać pomiędzy wpuszczeniem cię do środka, też wybrałabym wieczny gorszy dzień. - odpowiedziałam jej patrząc na nią z politowaniem. - Możesz już iść, nikt cię tu nie chce.
Ślizgonka zrobiła wredną minę.
- Co ty możesz o tym wiedzieć. - powiedziała patrząc mi prosto w oczy. - Ciebie zostawili wszyscy, nie masz nikogo. Może to jednak ciebie nikt tutaj nie chce? - uśmiechnęła się wrednie.
Zagotowałam się w środku. Żadna wywłoka nie będzie tak do mnie mówić!
- Jesteś żałosna. - powiedziałam wkładając w te słowa cały jad, który miałam w sobie. - Klęczysz przed drzwiami faceta który nic do ciebie nie czuje, płacząc i zawodząc, i co... myślisz, że przez to cię pokocha?! W takim razem mam dla ciebie złą wiadomość! On nigdy nie będzie twój! Cokolwiek byś nie zrobiła, on zawsze będzie się tobą brzydził, będziesz dla niego nic nie warta!
Na twarzy Astorii odmalowało się oburzenie.
- A teraz. - dokończyłam. - Z łaski swojej wyp**rdalaj stąd, bo nie chce mi się słuchać twoich zawodzeń.
Blondynka skoczyła na równe nogi.
- Jak śmiesz ty brudna szlamo! - krzyknęła.
Przyznam, trochę zabolało, ale nie bardziej niż kiedy nazywał mnie tak Malfoy, albo ktokolwiek inny. Niewiele, ale jednak. Odzwyczaiłam się już od tego określenia, bo praktycznie nikt już tak do mnie nie mówił.
- Nie krzycz, bo to nie robi na nikim wrażenia. - powiedziałam łudząco podobnie jak Lucjusz Malfoy, który zwracał często tę uwagę Bellatrixs.
Astoria aż odskoczyła słysząc te słowa i wpatrzyła się we mnie ze zdziwieniem. Uśmiechnęłam się do niej wrednie i weszłam do mojego dormitorium.
- Zapłacisz mi jeszcze za to! - usłyszałam za sobą zanim zamknęły się za mną drzwi.

***

Hermiona usłyszała pukanie do drzwi. Zmarszczyła czoło. Kto śmiał przeszkadzać jej w czytaniu?
- Proszę! - krzyknęła a drzwi się otworzyły. Pojawiła się w nich znajoma sylwetka.
"Tak, tylko ta jedna osoba śmie mi przeszkadzać w czytaniu." - pomyślała.
- Zbieraj swoje piękne cztery litery i idziemy na patrol. - powiedział do niej Malfoy z szelmowskim uśmiechem.
Brązowowłosa spojrzała na zegarek i rzeczywiście, było już za dziesięć dziewiąta. Westchnęła i zgasiła lampkę na biurku. Założyła wygodne buty i za blondynem wyszła z pokoju.
- Czytałam. - poskarżyła się kiedy byli już na korytarzu.
- Wiem. - odpowiedział chłopak. - I dlatego właśnie wybawiłem cię od czytania w sobotę.
Znowu się uśmiechnął a Hermiona wywróciła oczami.
- Co zamierzasz jutro robić? - padło pytanie.
- Jutro niedziela?
Ślizgon kiwnął głową.
- W takim razie pewnie pójdę do biblioteki... - teraz to blondyn wywrócił oczami. - ... a resztę dnia pewnie przesiedzę w pokoju lub z Ginny. - dokończyła nie zwracając uwagi na kwaśną minę Dracona. - A czemu pytasz?
- Z Jess'em umówiliśmy się na jutro na wieczór karciany, pewnie będzie też Blaise. Może chciałabyś przyjść?
Hermiona chwilę się zastanawiała.
- Nie wiem, jeszcze zobaczę. - powiedziała w końcu i jednocześnie zapaliła różdżkę, ponieważ weszli do nieoświetlonego korytarza.
- Wtorkowe korepetycje przenosimy do mojego dormitorium. - powiedziała gryfonka po chwili milczenia. - Mam jedną książkę, którą chciałabym ci pokazać odnośnie transmutacji między gatunkowej a jest... jakby to powiedzieć... trochę zniszczona, więc nie chcę, żeby Pani Pince miała jakieś problemy...
- Do ttwojego ddormitorium? - zapytał udając przerażenie i lekko się odsunął od rozbawionej dziewczyny.
- Nie martw się. - odparła śmiejąc się. - Nie zgwałcę cię, nie interesują mnie geje.
Ślizgon jeszcze chwilę udawał przerażenie, ale gdy dotarł do niego cały sens słów dziewczyny uniósł się oburzeniem. Przycisnął ją swoim ciałem do ściany.
- Naprawdę nie wierzysz w moją męskość? - zapytał.
- Wcale a wcale. - odpowiedziała hardo Hermiona z uśmiechem na twarzy.
Chłopak uśmiechnął się przebiegle, po czym zaczął łaskotać niczego nie spodziewającą się dziewczynę.
- Proszę, Draco przestań, proszę. - krzyczała jednocześnie śmiejąc się przez łaskotki.
- Najpierw powiesz, że Draco Malfoy jest najbardziej męskim mężczyzną na świecie! - krzyknął przestając na chwilę łaskotać gryfonkę.
Brązowooka przez chwilę udawała zamyślenie.
- Nie. - krzyknęła po chwili.
- W takim razie... - chłopak znów zaczął ją łaskotać.
- Już koniec, proszę, koniec! - wyła jednocześnie śmiejąc się i rzucając pod wpływem spazmów śmiechu.
- A powiesz że Draco Malfoy jest najbardziej męskim mężczyzną na świecie?
- Nigdy, przenigdy w życiu! - wydyszała pomiędzy kolejnymi napadami śmiechu.
- Nie ma pochlebstwa, nie ma końca łaskotek. - powiedział śmiejąc się ze śmiejącej się i wyrywającej gryfonki.
- Dobra, dobra, powiem to! - skapitulowała po chwili Hermiona nie mogąc wytrzymać już totrur. - Draco Malfoy jest najbardziej męskim mężczyzną na świecie! - krzyknęła głośno. - Zadowolony?
- Jeszcze jak. - odpowiedział przestając ją łaskotać. Postawił ją na ziemi i otrzepał z niewidzialnego kurzu. - Prawie jak nowa! - oświadczył mierząc ją krytycznym wzrokiem. - Ale wredota pozostaje. - powiedział półgębkiem, za co dostał kuksańca w bok. - Au! - udawał śmiertelnie obrażonego, rozmasowując obolałe miejsce.
- A co do wredoty - zmieniła temat Hermiona. - to w naszym Pokoju Wspólnym była Greengrass i chyba molestowała ci drzwi.
Draco zrobił przerażoną minę.
- To dlatego są całe podrapane! - krzyknął tonem odkrywcy.
- Brawo. - wymamrotała brązowowłosa.
- I czego chciała? - drążył ślizgon nie zauważając zniesmaczone miny gryfonki.
- Z tego co zrozumiałam, to raz błagała cię, żebyś ją wpuścił, a raz przeklinała od najgorszych drani, w między czasie jęczała jak to cię bardzo kocha i ile to ona ci może dać, oczywiście w podtekście erotycznym. - wymieniała.
- Z tego co zarejestrowałem, to Astoria nie siedzi już, dzięki Bogu, pod moimi drzwiami, więc pewnie musiałaś jakoś na to zareagować. - domyślił się blondyn uważnie przyglądając się twarzy szatynki.
- Och... no wiesz ja tylko zasugerowałam jej, że ciebie nie ma w dormitorium, i grzecznie wyprosiłam.
- Nie będę dociekać. - stwierdził Draco patrząc w inną stronę.
- I dobrze. - powiedział Hermiona i przeszli na inny temat.


_________________________________________________

Powróciłam z nowym rozdziałem, z którego nie jestem jakoś
szczególnie zachwycona, ale ujdzie w tłoku. Nie wnosi zbyt wiele 
do fabuły, ale można powiedzieć, że zacieśnia kręgi.
Następny rozdział może się opóźnić o dzień, albo dwa, bo 
znowu wyjeżdżam, ale postaram się go napisać i wstawić
jak najszybciej.


Nie Normalna





środa, 5 sierpnia 2015

Miniaturka 1

Draco wrócił z pracy i poczuł przepiękną woń dochodzącą z kuchni. Uśmiechnął się, zdjął płaszcz i buty i ruszył w tamtym kierunku. Przy piekarniku stała brązowowłosa dziewczyna w kuchennym fartuchu, nucąc coś pod nosem. Blondyn podszedł po cichu i objął swoją żonę przytulając się do niej.
- A może jakieś dzień dobry? - zapytała ze śmiechem szatynka i odwróciła się do niego.
Pocałował ją czule w usta.
- Tak może być?
- Zawsze. - powiedziała i jeszcze raz go pocałowała.
- Co to za piękne zapachy dochodzą z naszego piekarnika Granger? - zapytał chłopak i spojrzał jej przez ramię.
-  Chciałeś chyba powiedzieć Pani Malfoy. - powiedziała zasłaniając mu jego posiłek.
- Te kurtuazje sobie darujmy. - powiedział Draco i uśmiechnął się szelmowsko. - I jakoś bardziej pasuje mi do ciebie Granger.
Hermiona tylko westchnęła i z politowaniem spojrzała na swojego ukochanego męża. Położyła naczynia na stole i razem usiedli do kolacji.
- Skończyłaś dzisiaj wcześniej? - zapytał w końcu Draco.
- Tak, nie było dzisiaj zbyt wielu pacjentów. - powiedziała i zakręciła widelcem na talerzu.
- Widzę, że coś jednak dzisiaj się stało. - powiedział blondyn przyglądając się zmartwionemu spojrzeniu żony.
- Ja tylko... - zaczęła i spuściła wzrok. - Mieliśmy dzisiaj pacjenta. Lekarz z nieoperowalnym tętniakiem mózgu. - podniosła wzrok na męża. - Nawet nie wiesz, jakie było jego zdziwienie, kiedy mu o tym powiedziała. - po jej twarzy spłynęła jedna łza. - A ja go dobrze rozumiałam. - wyszeptała gorączkowo i ukryła twarz w dłoniach. - I właśnie wtedy zrozumiałam, że my lekarze wcale nie jesteśmy nieśmiertelni. Każdy z nas umiera, nie zależnie od tego kim jest. Mimo tego, że ratujemy życie, przyjdzie taki dzień, kiedy nie będziemy w stanie uratować nawet samych siebie. - teraz już szlochała, a krople łez moczyły rękawy jej bluzki.
Draco zerwał się z miejsca i ukląkł przed żoną. Złapał jej dłonie.
- Spójrz na mnie. - poprosił, a gdy Hermiona podniosła na niego wzrok kontynuował. - To nie nam jest myśleć o czasie ani o miejscu. - powiedział z błagalną nutą w głosie patrząc na zapłakaną brązowowłosą. - Jesteśmy lekarzami, pomagamy przeżyć. Nie możemy myśleć o tym, że to wszystko się kiedyś skończy, bo jaki w tedy sens miałaby nasza praca?
Była gryfonka otarła łzy rękawem i kiwnęła głową.
- Masz rację, nie będę się zamartwiać. - wstała i zaczęła zbierać talerze po kolacji.
Draco również wstał i przytulił szatynkę.
- Idę się umyć. - powiedział.
- Nie zapomnij włączyć wentylatora. - krzyknęła za nim Hermiona, a chłopak zaśmiał się na to w duchu. Nie wiedział dlaczego, ale jego żona miała obsesję, żeby po każdej kąpieli włączać wentylator. Podobno przeszkadzały jej zacieki na ścianach, czy coś takiego.

Po szybkim prysznicu Draco zastał Hermionę w salonie oglądającą jakiś film.
- Co oglądasz? - zapytał siadając obok.
- Jakiś romantyk. W sumie całkiem fajne. - odpowiedziała i przytuliła się do niego.
W tym momencie zadzwonił telefon i blondyn podszedł odebrać. Rozmawiał chwilę, a mina coraz bardziej mu rzedła.
- Kto to? - zapytała szatynka, kiedy w końcu odłożył słuchawkę.
- Ze szpitala. - powiedział ponuro. - Muszę jechać do pacjenta.
Hermiona kiwnęła głową i kichnęła.
- Nic ci nie jest? - zapytał Malfoy podając jej chusteczkę.
- Nie, to tylko grypa. - wyjaśniła. - Będzie dobrze.
Pocałowała go na pożegnanie.
- Będę czekała.
- Lepiej idź spać, przyjdę późno.

***

Nie wiedział, że ta jedna sprawa przeciągnie się w milion różnych spraw, które zajęły mu całą noc. Dopiero nad ranem zaczęło się dziać coś naprawdę ważnego. 
- Co się stało? - zapytał Kelly- jedną z pielęgniarek.
- W autobus wjechał samochód ciężarowy. Jest wielu rannych. - powiedziała szybko i odbiegła pomóc w transportowaniu nowych pacjentów do sal.
Draco jeszcze chwilę stał i nagle ją zobaczył. Rude rozwiane włosy, brązowe tym razem przerażone oczy...
- Boże, co ty tu robisz Ginny? - zapytał podbiegając do dziewczyny i przytulając ją. - Byłaś w tym autobusie? Jesteś ranna? - zasypywał ją pytaniami.
- Ja nie wiem jak to się stało... ona... - łkała wymachując rękami, jakby coś tłumaczyła.
- O... o co chodzi Ginny? Chodź, zaprowadzę cię do sali i zbadam. - wziął ją za rękę, ale ona się wyrwała dalej płacząc.
- Ona, ona nie... 
- O kogo ci chodzi Ginn? - zapytał już coraz bardziej poddenerwowany Draco.
- Hermiona... - wyszeptała rudowłosa, a łzy ciekły jej co policzkach.Nie wyrywała się, nie krzyczała. Patrzyła, jak blondyn na dźwięk imienia swojej żony momentalnie tężeje.
- Co z nią Ginny?! Co z moją żoną! - krzyknął histerycznym tonem. 
- Ona też tam była. - powiedziała dziewczyna ledwo słyszalnym tonem.
Pognał w głąb szpitala, a za nim Ruda. Wbiegł do sali, gdzie leżała szatynka i pobladł. Jego ukochana żona leżała nieprzytomna, cała pokaleczona i w krwi na jednym z łóżek szpitalnych, które tak dobrze znał przez tyle lat pracy w tym szpitalu.
- Hermiona... - wyszeptał czując jak do jego oczu napływają łzy.

***

Siedział w swoim gabinecie rozmyślając nad tym, dlaczego Hermiona się nie budzi. Przeprowadzili szereg badań, ale nic nie pomagało w rozwiązaniu tej zagadki. Przeanalizował jeszcze raz wszystko co wiedział. Nagle do jego gabinetu wpadł jeden z jego najbardziej zaufanych podwładnych, z grobową miną.
- I co? - zapytał Draco zrywając się z miejsca. Była w nim jeszcze ta nadzieja, że wszystko będzie dobrze. Markus spojrzał na niego z bólem w oczach.
- Neoambioza. - powiedział. Na ustach blondyna wystąpił wielki uśmiech.
- Wystarczy zrobić analuksję i będzie po wszystkim. - już podszedł, żeby wyściskać współpracownika ze szczęścia, ale ten się odezwał.
- Nie powiedziałem wszystkiego. Hermiona brała niksjobil. - pokazał pudełko z tabletkami na grypę, które wcześniej zażyła szatynka. - To uniemożliwia wykonanie zabiegu. - dokończył i spuścił wzrok. Nie mógł teraz patrzeć na Malfoy'a, nie w tej chwili, kiedy przekazał mu, że dla jego żony nie ma szans.
- Ona... umrze. - wyszeptał Draco i chwycił poręcz krzesła. Zamknął oczy. To nie mogła być prawda, nie ona, nie jego Hermiona.

***

Szedł powoli korytarzem do sali w której leżała jego ukochana. Nie wierzył, że to będzie pożegnanie. Otworzył drzwi i minął się w nich z pielęgniarką, która wybudzała Hermionę. Czuł się dziwnie musząc jej powiedzieć, że nie może jej uratować. Umierała tu, w szpitalu, gdzie sama tyle razy dawała nowe życie, drugą szansę, której sama nie dostała, w miejscu gdzie wszystko się zaczęło.
Przysiadł na skraju jej łóżka i złapał ją za rękę. Po dziesięciu minutach otworzyła oczy. Było w nich przerażenie. Potoczyła zlęknionym wzrokiem po pokoju i zaczęła się wyrywać. Draco złapał jej twarz w swoje dłonie i skierował jej wzrok na siebie.
- Jestem tutaj. - wyszeptał kojącym głosem. - Nikt cię nie skrzywdzi.
Do jego oczu napłynęły łzy, kiedy zobaczył, że jej wzrok łagodnieje, a ona sama się uśmiecha.
- Gdzie ja jestem? - zapytała.
- W szpitalu. - wyjaśnił. - Pamiętasz co się stało?
Przez chwilę milczała. Potem jej źrenice się powiększyły i potoczyła wzrokiem po swoim ciele.
- Ja... ja... - jąkała walcząc ze łzami. - Ja nie powinnam była wsiadać do tego autobusu.
- To nic. - powiedział i uśmiechnął się przez łzy.
- Jest źle? - zapytała.
Przez chwilę wahał się.
- Uszkodzenie nerek, serca... wątroby... wykryliśmy u ciebie neoambiozę...
- Tabletki. - powiedział Hermiona po chwili zastanowienia. Zacisnęła oczy. - Umrę? - bardziej stwierdziła niż zapytała Hermiona.
Draco milczał czując jak łzy toczą mu się po policzkach. "Zrozumiałam, że my lekarze wcale nie jesteśmy nieśmiertelni. Każdy z nas umiera, nie zależnie od tego kim jest. Mimo tego, że ratujemy życie, przyjdzie taki dzień, kiedy nie będziemy w stanie uratować nawet samych siebie." To ona to powiedział. Teraz faktycznie nie widział sensu w tym całym byciu lekarzem i ratowaniu ludzi, skoro nie mógł uratować osoby, na której najbardziej mu zależało.
- Kocham cię. - wyszeptał i położył się koło niej na łóżku, przytulając ją do siebie i wdychając jej zapach.
- Ja też cię kocham. - wyszeptała, a po jej policzku spłynęła jedna łza. - Nie chcę odchodzić.
Leżeli tak, wtuleni w siebie i zasłuchani w bicie swojego serca.
- Jestem śpiąca. - powiedziała w końcu Hermiona i spojrzała mu w oczy. - Chyba pójdę spać. - zadecydowała.
- Jeszcze trochę. - poprosił ją również patrząc jej w oczy.
Zaśmiała się.
- Zawsze będziesz tak mówił.
- Nie zostawiaj mnie. Co to będzie za życie? 
Przekrzywiła głowę przyglądając mu się. Zawsze tak robiła, kiedy intensywnie nad czymś myślała, lub coś oceniała.
- Przecież to nie jest tak, że mnie już nigdy nie zobaczysz. - stwierdziła. Dotknęła jego policzka i pogłaskała go lekko. Potem przeczesała palcami włosy. - Zdecydowanie takiego lubię cię najbardziej. - stwierdziła z błyskiem w oku. - Wierzę, że mam jeszcze jakieś zadanie do wykonania, coś bardzo ważnego, jeśli tak bardzo spieszy Im się mnie zabrać od ciebie. - powiedziała do takim tonem, jakby zdradzała bardzo ważną tajemnicę.
- Dlaczego jesteś wesoła, dlaczego nie zła, nie masz żalu? - zapytał całkowicie nie rozumiejąc jej lekkiego uśmiechu na twarzy.
- Wolę odejść uśmiechnięta. Choć raz żeby było inaczej. Żeby taką zapamiętał mnie ten świat. - przytuliła się do niego. - Ułożysz sobie życie, będziesz szczęśliwy. I kiedyś się spotkamy, dobrze?
Pocałował ją w czubek głowy zamykając na chwilę oczy i wdychając woń jej szamponu.
Powoli wyłączył maszyny utrzymujące ją przy życiu. Hermiona wydała z siebie słaby jęk.
- Taką cię zapamiętam. - powiedział Draco czując, że w gardle rośnie mu wielka gula.
- Nieraz wyglądałam lepiej. - powiedziała szatynka, śmiejąc się delikatnie. Skrzywiła się nieznacznie.
- Dla mnie zawsze jesteś najpiękniejsza. - powiedział patrząc po raz ostatni w jej ciepłe brązowe oczy i dotykając jej ciepłego ciała.
- Nie zapomnij że cię kocham, nigdy. - wyszeptała słabym głosem zamykając oczy.
- Nawet nie wiesz jak bardzo. - powiedział Draco. Uśmiechnęła się jeszcze na dźwięk tych słów, po czym położyła głowę na jego torsie i zamknęła oczy. Na monitorze obok pojawiła się długa, niekończąca się kreska.

***

Trzasnęły drzwi. Draco stanął w progu swojego domu. Zrzucił płaszcz i buty i poszedł do kuchni. Miał nadzieję, że ujrzy tam krzątającą się Hermionę, która powie mu, że to był tylko sen, kolejny koszmar. Nie było tam jednam nikogo. Piekarnik był zimny i pusty, a z salonu nie dobiegała melodyjka ulubionego serialu jego żony, choć była równo 19:00. Poszedł do ich sypialni. Spojrzał na wielkie, dwuosobowe łóżko, które Hermiona wybierała. Rzucił się na nie i pogrążył we wspomnieniach. Sięgnął ręką do miejsca, gdzie spała brązowowłosa i wyczuł pod poduszką karteczkę. Wyciągnął ją i zaczął czytać.

Draco
Pojechałam odwieźć Ginny. Wrócę 
niedługo, śpij spokojnie.

                                        Kocham,
                                      Hermiona

                 
                                  PS Zostawiłam włączony wentylator w łazience.
                                        Nie zapomnij go wyłączyć


Całość była napisana odręcznym pismem Hermiony. Dopiero teraz poczuł, że jej już niema. Oczy przysłoniła mu ślepa furia. Zaczął płakać i krzyczeć z bezsilnej złości. Rzucał przedmiotami, rozrzucał rzeczy dookoła. Dopiero, kiedy ich ślubne zdjęcie spadło z półki i się roztrzaskało, ogarnął się. Wstał i wyciągnął różdżkę. Szybko naprawił rozbite zdjęcie i postawił je na półce. Poszedł do łazienki, żeby umyć pocięte szkłem palce. Pierwszym, co przyciągnęło jego uwagę, był dźwięk chodzącego wentylatora. Szybko sobie jednak przypomniał, że przecież to Hermiona go włączyła i prosiła, żeby on go wyłączył. Usiadł na muszli klozetowej i gapił się na wyłącznik. Niby było to takie łatwe, ale nie mógł się przemóc. To tyle mu po niej zostało, chodzący wentylator. Wstał i chwiejnym krokiem podszedł do wyłącznika. Wyciągnął rękę i zawiesił ją w powietrzu. Powoli nacisnął przyciski. Wentylator przestał chodzić i wydawać dźwięk. Dokładnie jak serce jego ukochanej.


_______________________________________

Cześć i czołem!

Miniaturka dość smutna. Nie wiem, ale jakoś tak miałam
ochotę napisać coś takiego. Pisana jest na bardzo, ale to bardzo 
szybko, bo z 22:00 na 24:00 w nocy. Nie sprawdzana, ponieważ 
jak już powiedziałam jest noc i jestem śmiertelnie zmęczona.
Koniec może jest słaby, ale mój przegrzany mózg
naprawdę nie mógł wymyślić już nic lepszego. Nie wiem jeszcze,
kiedy pojawi się następny rozdział. Jutro z samego rana 
znów wyjeżdżam, więc zobaczymy. Wszystko zależy od tego, 
ile komentarzy pojawi się pod tą miniaturką. Mam
nadzieję, że wam się spodoba. Jeśli tak, częściej będę coś
takiego wrzucać, bo mam dużo pomysłów na one shot'y.

Nie Normalna


EDIT: Ta miniaturka miała pojawić się już 5.08, ale blogger mi się schrzanił i bla, bla, bla... Tak czy inaczej notka pojawia się dzisiaj, a już za niedługo rozdział.

sobota, 1 sierpnia 2015

Rozdział 9



Hermiona szybko wbiegła do pokoju i rzuciła rzeczy w kąt. Podbiegła do szafki w której trzymała kilka butelek piwa kremowego, pałek lukrecjowych i innych słodyczy na właśnie taką okazję.
- Boże, ale ja jestem głupia. - mamrotała cały czas, stawiając na stole smakołyki. Spojrzała jeszcze raz w głąb szafki. Była prawie pewna, że ma jeszcze dwie butelki ognistej. Przeszukała cały pokój, ale alkoholu jak nie było tak nie było. Usiadła zrezygnowana i zaklęła. Za kilka minut przyjdą dziewczyny, a tu nic, pustka.
Nagle drzwi od jej pokoju lekko się uchyliły i pojawiła się w nich głowa Malfoy'a.
- Idę właśnie do biblioteki i przyszedłem się zapytać, czy nie przynieść ci jakichś książek?
W głowie brązowowłosej coś zaświtało. Wstała i podeszła szybko do blondyna.
- Malfoy, a miałbyś może butelkę ognistej na zbyciu? - zapytała robiąc słodkie oczka.
Chłopak tylko się zaśmiał i pokręcił głową.
- Może mam a co? - zapytał unosząc brwi.
- A pożyczyłbyś mi? Proszę! - powiedziała Hermiona tonem małego dziecka i błagalnie złożyła ręce.
- A co ja bym z tego miał? - zapytał ślizgon resztkami silnej woli opanowując wybuch śmiechu na widok miny Hermiony.
Dziewczyna westchnęła ciężko. Co miała zrobić, przecież potrzebna była jej ta butelka alkoholu.
- Co tylko będziesz chciał. - zawyrokowała i spojrzała proszącym wzrokiem na blondyna.
- To brzmi kusząco. - zaśmiał się chłopak z poważną miną. - Dobra, ale pod jednym warunkiem. Jutro po treningu polecisz ze mną na miotle.
Dziewczynie momentalnie odpłynęły wszystkie barwy z twarzy. Ale przecież powiedziała, że Draco dostanie wszystko, więc teraz nie będzie tchórzyć.
- Dobra, zgadzam się. - powiedziała słabym głosem.
Chłopak zauważył z jak wielkim wysiłkiem to powiedziała. Przechylił lekko głowę i wyszedł z pokoju. Po chwili wrócił z dwiema butelkami.
- Masz. - powiedział rzucając jej alkohol. - Jedną masz w prezencie od firmy. - uśmiechnął się i zniknął za drzwiami.
Hermiona aż tupnęła z irytacji. Jak to jest, że on zawsze się ulatnia nie pozwalając jej dojść do słowa, podziękować, przeprosić!? Dziewczyna jednak nie zdążyła się nad tym głębiej zastanowić, ponieważ w tej właśnie chwili do jej pokoju wparowała Ginny.
- O ho ho, widzę że ty jak zawsze przygotowana. - powiedziała zdejmując buty i siadając na łóżku Hermiony. Brązowowłosa tylko wymamrotała coś o nieznośnych blond kretynach i poszła, żeby odłożyć butelki Whisky na stolik.
- Zaraz przyjdą jeszcze Luna, Padma, Parvati i Lavender. - wyliczała Ginny na palcach.
- Więcej osób nie mogłaś sprosić? - zapytała Hermiona uśmiechając się lekko.
- Ależ wiesz, że mogłam. - powiedziała Ruda uśmiechając się niewinnie. - Ale daj spokój! To tylko jeden wieczór. mamy się dobrze bawić! - powiedziała i okręciła się w kółko.
- A jednak racja, że co rude, to wredne. - odpowiedziała jej tylko brązowooka i wystawiła język.
Ginny jednak nie zdążyła jej niczego odpowiedzieć, ponieważ rozległo się pukanie do drzwi i weszła reszta zaproszonych gości.
- Cześć. - powiedziały jednocześnie.
- Cześć dziewczyny. - przywitała się Hermiona i uściskała każdą z nich. - O Boże, Luna, dawno się nie widziałyśmy. - powiedziała gryfonka i jeszcze raz przytuliła dziewczynę.
- Boże, wystarczy już Mionka, bo mi płuca zgnieciesz. - zaśmiała się krukonka, ale też przytuliła się do brązowowłosej.
Wszystkie siadły razem na włochatym dywanie na środku pokoju i zaczęły się plotki. Wkrótce znikło większość słodyczy, wszystkie piwa kremowe, a także jedna butelka Whisky.
- To co? - zapytała w końcu Lavender Lunę. - Jak ci się układa z Nevillem?
- No wiesz... - krukonka uśmiechnęła się. - Jest naprawdę cudownie. Neville jest taki kochany. Dba o mnie, pociesza gdy jest smutno. Ale przede wszystkim jest naprawdę zabawny i można z nim konie kraść.
- Ideał chłopaka. - rozmarzyła się Parvati.
- Też bym chciała znaleźć kogoś takiego. - powiedziała już lekko wstawiona Hermiona. - Ktoś, kto by mnie znowu nie zostawił.
- A Malfoy? - zapytała Padma patrząc na gryfonkę. - Ostatnio często cię z nim widuję. - poruszyła sugestywnie brwiami.
Brązowowłosa tylko prychnęła i zamieszała w kieliszku.
- On jest tylko koleg... w sumie nie wiem czy mogę go nazwać nawet kolegą. Zresztą...
Resztę jej wypowiedzi przerwało na szczęście pukanie do drzwi. Spojrzały po sobie z Ginny zdziwione, ale dziewczyna krzyknęła "Proszę." i drzwi się uchyliły. Stanęła w nich Pansy Parkinson. To była osoba, której Hermiona najmniej się spodziewała. Ślizgonka jakby nie zauważyła na początku całego towarzystwa.
- Granger, wiesz może gdzie poszedł Draco, bo byłam u niego i... - dopiero teraz zauważyła, że Hermiona nie jest sama w pokoju. - O, to ja nie będę przeszkadzać. - powiedziała i już miała zamknąć drzwi, ale odezwała się brązowowłosa.
- Jest chyba w bibliotece. - powiedziała. - A i... Pansy... - ślizgonka wytrzeszczyła na nią oczy, kiedy użyła jej imienia. - ... jak chcesz, to możesz zostać z nami. - zaproponowała dziewczyna, choć sama chyba nie rozumiała jeszcze do końca tego, co powiedziała.
Zaległa chwila ciszy.
- Nie, dzięki. - odezwała się w końcu brunetka i uśmiechnęła się lekko do szatynki. - Ale dziękuję za informację.
Zamknęła za sobą drzwi.
Babski wieczór skończył się dopiero o trzeciej nad ranem, kiedy upite i rozchichotane dziewczyny w końcu usnęły.

***

Draco po odwiedzeniu biblioteki, postanowił przejść się do swojego najlepszego kumpla. Z tego co się orientował, Hermiona sprosiła do siebie dzisiaj kilka osób, więc u siebie i tak nie miał co robić. Szybko wypowiedział hasło do posągu pilnującego wejścia do Salonu ślizgonów i ruszył do dormitorium Blaise'a. Po drodze witało się z nim kilka osób, ale on nie zwracał na to większej uwagi. Co by nie mówić, był dość popularny, a w szkole chyba nie było osoby, która by go nie znała. Wspiął się po schodach i wszedł w pierwsze drzwi  na prawo. Nie pukał, nie było takiej potrzeby.
- Cześć Smoku. - przywitał się z nim Blaise nawet nie odrywając wzroku od etykiety jakiegoś pudełka. - Co cię do mnie sprowadza?
- A jakoś tak, nie mam co robić. - odparł blondyn i rzucił się na pierwsze lepsze łóżko.
- Tak w ogóle, to gdzie wy się dzisiaj podziewaliście z Hermioną? - zapytał i podszedł do barku.
Nalał bursztynowego płynu do dwóch szklaneczek i usiadł za biurkiem bruneta. Blaise podszedł do barku i wziął jedną z szklaneczek. Upił nieco alkoholu.
- Byliśmy na błoniach. - wyjaśnił. - Rozmawialiśmy. - uprzedził następne pytanie przyjaciela.
- A o czym?
Ślizgon zamieszał szklanką i spojrzał na przyjaciela.
- O niczym specjalnym. - odpowiedział w końcu i uśmiechnął się lekko.
Pili Whisky w ciszy.
- Zobacz co mam. - powiedział w końcu Blaise chwytając w dłoń pudełko, którego etykietę czytał wcześniej. - To Fajerwerki doktora Filbuster'a. - uśmiechnął się do blondyna jakby czekał na komentarz.
- To fajnie. - powiedział Draco przeciągając litery. Zabrzmiało to trochę sarkastycznie.
- Nie, nie. Nie chodzi mi o same firewerki, tylko o to, co można by z nich zrobić. - poruszył sugestywnie brwiami.
- Ten pomysł o wiele bardziej mi się podoba.
Blaise podszedł do biurka.
- Postanowiłem, że trochę je podrasuję i wtedy będziemy mogli zrobić niezłą masakrę. - powiedział i uśmiechnął się.
Przybili sobie piątki.
- To będzie powtórka z Umbridge.
- Dokładnie, tylko tysiąc razy fajniejsza.
W tej chwili ktoś zapukał do drzwi i weszła przez nie Pansy.
- Granger powiedziała mi, że poszedłeś do biblioteki... więc przyszłam tutaj. - powiedziała i usiadł na kanapie.
- Jak zawsze świetne wyczucie. - skomentował Draco i walnął się na siedzenie obok dziewczyny. Blaise zaraz poszedł w ich ślady. - A tak w ogóle, to czemu mnie szukałaś? - zapytał blondyn i zmarszczył brwi.
Parkinson położyła mu na kolanach dość duży pakunek.
- Chciałam oddać ci twoje książki i podziękować, że odciągnąłeś ode mnie Astorię.
Draco spojrzał na nią zdziwiony, ale nic nie powiedział. Za to Blaise musiał wtrącić się do rozmowy.
- A tak w ogóle, to co ona od ciebie chciała?
Ślizgonka spuściła głowę.
- Nie rozmawiajmy o tym proszę. - powiedziała w końcu i odwróciła wzrok.
Rozmawiali jeszcze długo, śmiejąc się i wygłupiając. Około godzinę później do pokoju wszedł współlokator Blaise'a.
- Cześć wszystkim. - powiedział widząc śmiejących się przyjaciół. - Widzę, że jakaś impreza. Czemu nie zostałem zaproszony?
- Bo nie ma dżemu. - powiedział Draco, na co Theodor wystawił już język.
- Pójdę już. - zawyrokowała Pansy wstając z kanapy i machając do reszty. - To do jutra. - powiedziała jeszcze i wyszła z pokoju.
- Ja też już idę do siebie. - oznajmił Draco, gdy tylko za ślizgonką zamknęły się drzwi. - Do zobaczenia na treningu. - rzucił przez ramię.
Kiedy przechodził przez Pokój Wspólny Slytherinu, nie było tam już wielu osób. Zdziwił się, bo był piątkowy wieczór, więc salon powinien być dzisiaj miejscem towarzyskich spotkań, zakładów kto wypije więcej, flirtów i generalnej balangi na cześć... tak w ogóle wszystkiego. Począwszy od tego, że jest koniec tygodniowej harówki, skończywszy na tym, że ktoś ma dzisiaj na sobie swoje szczęśliwe skarpetki. Chłopak pokręcił głową na myśl o powracających wspomnieniach i korytarzem ruszył na piąte piętro.

***

Hermiona obudziła się z potwornym bólem głowy. Potoczyła wzrokiem po pokoju i jęknęła. Z trudem podniosła się do pozycji siedzącej. Czuła, jakby jej głowa miała zaraz eksplodować. Siedziała tak przez chwilę, ale ból był nie do zniesienia. Nagle coś jej zaświtało. Eliksir na kaca. Spojrzała tęsknym wzrokiem w stronę komody, w której trzymała cały zapas tego cudeńka. Jeśli mam jakiegoś dobrego, pomocnego duszka, to teraz możesz się ujawnić. - pomyślała z nadzieją, ale ani żaden duszek, ani w ogóle nikt inny się nie pojawił. Nie miała żadnej innej możliwości. Na czworakach podeszła do komody i powoli otworzyła szufladę. Wzięła jeną butelkę, potem drugą i trzecią, w między czasie próbując policzyć ile osób znajduje się w jej dormitorium. Tego niestety było już za dużo dla jej biednego, spitego umysłu, dlatego Hermiona zgarnęła z szuflady dziesięć buteleczek. I sama wypiła jedną.
Ukojenie przyszło natychmiast. Może głowa nie przestała ją zupełnie boleć i dalej miała problemy z koncentracją, ale przynajmniej nie miała wrażenia, że zaraz coś rozsadzi jej głowę. Za to poczuła ogromne pragnienie. Szybko znalazła różdżkę i przywołała dzbanek z wodą.
Dopiero teraz spojrzała na zegarek. Była 11:20. Miała irracjonalne przeczucie, że musi coś zrobić i to w tej chwili. Zaczęła analizować swój dzisiejszy rozkład dnia i aż pobladła. Szybko zaczęła budzić Ginny.
- Jeszcze chwilkę. - mamrotała przez sen jej przyjaciółka.
- Ginny, wstawał, no już. - rozkazała tonem Pani Weasley Hermiona, a Ruda aż się zerwała.
Szybko tego jednak pożałowała, bo złapała się za głowę i zaklęła siarczyście. Brązowowłosa podała jej flakonik z eliksirem na kaca.
- Słodki Boże. Jak mi dobrze. - powiedziała młodsza gryfonka po wypiciu wywaru. - Po co mnie tak szybko budziłaś? - burknęła do Hermiony przeciągając się jednocześnie.
- Tylko się nie śmiej jak ci powiem. - powiedziała gryfonka rumieniąc się jednocześnie.
- Zaczynam się bać. - odparła Ginny śmiejąc się, ale zaraz się skrzywiła.
- No więc... - zaczęła Hemiona wykręcając palce. - Co zrobisz jak ci powiem, że za pół godziny mamy być na treningu Quidditcha ślizgonów? - zapytała dziewczyna uśmiechając się krzywo.
Panna Weasley milczała przez chwilę. Brązowooka myślała już, że dziewczyna zaraz nakrzyczy na nią i zwymyśla, ale Ruda tylko uśmiechnęła się chytrze.
- Powiem ci, że jesteś najbardziej rąbniętą osobą, jaką znam i że musimy się już zbierać, bo się spóźnimy. - powiedział młodsza gryfonka i szybko wstała z podłogi kierując się do łazienki.
Po dwudziestu minutach obie(Ginny) dziewczyny(Hermiona) szły już korytarzem. Ubrały się ciepło i wygodnie, zważywszy na temperaturę na dworze i ich samopoczucie nie miały siły ani ochoty się stroić. Obie jadły po tabliczce czekolady. Na dworze wiało i było mokro.
Kiedy w końcu doszły na boisko do Quidditcha, drużyna ślizgonów właśnie wychodziła na murawę. Draco i Blaise im pomachali, a one usiadły wygodnie na trybunach. Malfoy zaczął coś tłumaczyć innym zawodnikom.
- Nie powiem, są całkiem przystojni w tych strojach. - powiedziała Ginny i uśmiechnęła się, gdy drużyna wzbiła się w powietrze. Hermiona prychnęła i zaśmiała się.
- Nie wierzę, że to powiedziałaś. Hallo, to są ślizgoni!
- No przestań. - teraz to Ginny prychnęła. - Jakbyś nie zauważyła, to właśnie jesteśmy na ich treningu!
Hermiona zapatrzyła się na Malfoy'a, który monitorował sytuację na boisku z góry. W głowie pobrzmiewały jej słowa Blaise'a "On żałuje Miona. Stara się przy tobie zmienić.(...) Nie oceniaj go zbyt surowo i spróbuj go poznać. Dla niego to naprawdę ważne."
- Może i masz rację. - mruknęła w końcu brązowowłosa.
- Przerwa! - rozległ się krzyk blondyna i on z Blaise'm ruszyli w stronę dziewczyn.
- Cześć. - przywitali się razem.
- Hej Diable! Cześć Malfoy! - powiedziała Hermiona i uśmiechnęła się.
- Cześć wam. - powiedziała Ginny również się uśmiechając.
- Widzę, że jesteście jakieś niemrawe.
- Uroki babskiego wieczoru. - powiedziała Ruda.
Draco usiadł koło Hermiony i szepnął jej coś do ucha tak, żeby tylko ona to usłyszała.
- Pamiętasz o naszej umowie?
- Tak.
- To po treningu?
- Ok.
Wstał i krzyknął:
- Koniec przerwy!
Razem z Blaise'm wsiedli na miotły i ruszyli z powrotem na boisko. Po pół godziny trening się skończył, a oni znowu do nich podlecieli. Draco wyciągnął do niej rękę. Znowu ujrzał w jej oczach strach.
- Będzie dobrze. Będę przy tobie. - powiedział cicho.
Pokiwała głową i zrobiła krok do przodu. Zacisnęła powieki i wyciągnęła rękę do blondyna. Chłopak ujął ją.
- Otwórz oczy. - poprosił. - Nie musimy tego robić jeśli nie chcesz. - powiedział po chwili.
Otworzyła powoli oczy i uśmiechnęła się nieśmiało.

_______________________________

Rozdział znowu z lekkim opóźnieniem. Niestety nie dałam rady 
napisać go wcześniej. Mam nadzieję, że będzie się wam podobał, pomimo,
że nie jest jakoś specjalnie długi, ani nie wnosi zbyt wiele.
Jest mi jednak bardzo przykro, ponieważ pod poprzednim rozdziałem nie
pojawił się żaden komentarz. Mam nadzieję, że to się zmieni. Dlatego bardzo 
proszę, zostawcie po sobie ślad, wyraźcie swoją opinię. To 
naprawdę motywujące.

Nie Normalna