- Wypijmy za północ! - krzyknął znowu Blaise i korzystając z okazji nalał każdemu jeszcze trochę Whisky.
Zabawa trwałaby pewnie jeszcze długo, gdyby nie pewna sowa, która w pewnym momencie z impetem wpadła przez okno.
Przez chwilę wszyscy patrzyli nieprzytomnym wzrokiem, jak sowa podnosi się i otrzepuje piórka, a potem Draco zerwał się jak oparzony i podbiegł do sówki. Z niezwykłą zręcznością odwiązał malutki zwitek pergaminu od nóżki zwierzęcia, na co płomykówka zahuczała cicho z wdzięcznością i odleciała w ciemną noc. Drżącymi palcami rozwinął list i odczytał jedno, jedyne słowo, które było w nim napisane.
Znowu.
Chwiejnym krokiem podążył do swojego pokoju i zniknął za drzwiami nic nie mówiąc.
Hermiona przyglądała się całemu temu zajściu z niepokojem. Kiedy pięć minut później Draco wyszedł ze swojego dormitorium, niosąc w ręku płaszcz i fiolkę z jakimś płynem, skierował się od razu do wyjścia, spojrzawszy uprzednio porozumiewawczo na Blaise'a. Kiedy już miał przejść przez portret, Hermiona odważyła w końcu się odezwać.
- Draco co... o co chodzi? Coś się stało?
Chłopak tylko spojrzał na nią, a w jego oczach dostrzegła wielki ból.
- Nie, nic się nie stało. - powiedział odwracając wzrok i patrząc na pogrążony w mroku korytarz. - Muszę tylko coś załatwić. - dodał i zniknął w przejściu.
Wszyscy patrzyli na dziurę, przez którą przelazł ślizgon, aż w końcu Blaise odchrząknął i niepewnie wstał.
- Jestem już zmęczony. - oświadczył. - chyba już pójdę.
Zaczął chwiejnie przechodzić przez pokój, chwytając się mebli. Ginny szybko wstała i podeszła do niego, pomagając mu oprzeć się o siebie.
- Ja też już idę. Odprowadzę Diabła. - powiedziała kierując się w stronę portretu.
- Lepiej pójdę z wami. - odparł Hermiona i podniosła się z miejsca, ale przyjaciółka ją powstrzymała.
- Nie trzeba, naprawdę. - uśmiechnęła się.
- A jeśli przyłapie was Filch? To się źle skończy jeśli złapie was wałęsających się po zamku i w dodatku pijanych.
- Jakoś damy radę. - powiedziała promiennie Ginny.
Pożegnali się ze wszystkimi i również wyszli z Pokoju Wspólnego. W salonie zostali tylko Jess i Hermiona, która dalej rozmyślała nad zachowaniem pewnego blond arystokraty. Ten smutek w jego oczach. Muszę coś załatwić. Ale co to do cholery mogło znaczyć? Czy on się w coś wpakował? A może szantażują go jacyś zbiegli Śmierciożercy? W sumie co mnie to do cholery obchodzi? - pomyślała zła na cały świat Hermiona. - Mało mam własnych problemów? Ale w głębi serca wiedziała, że obchodzi ją to, co dzieje się z Draco. Czuła się przy nim bezpiecznie i na swój własny sposób polubiła go. Nie zniosłaby, jeśli stałoby mu się coś złego. Wtedy załamałaby się totalnie i wątpiła, żeby cokolwiek w życiu mogło ją już pocieszyć.
Odwróciła się i spojrzała rozkojarzonym wzrokiem na Jess'a, który zaczął zbierać butelki po Kremowym Piwie i Ognistej Whisky.
- Pomóc ci? - spytała cicho. Jess tylko uśmiechnął się pod nosem.
- Nie, nie trzeba. Idź się połóż, bo jutro szkoła. Na pewno jesteś bardzo zmęczona.
Hermiona jeszcze chwilę stała patrząc na niego, ale w końcu powlokła się smętnie do swojego dormitorium.
***
Ginny i Blaise przemierzali powoli ciemne korytarze. Gryfonka jeszcze nigdy nie była w Pokoju Wspólnym Slytherinu, dlatego z jak największym skupieniem wysłuchiwała bełkotliwych nawigacji Blaise'a.
- A potem hik* idziesz w llewo i hik ...coś tam dalej... - powiedział i zamilkł na chwilę zapewne próbując przypomnieć sobie dalszą drogę.
- Ty wiesz dlaczego Draco wyszedł, prawda? - zapytała w końcu Ginny, kiedy cisza przedłużyła się.
Blaise spojrzał na nią zupełnie trzeźwym wzrokiem brązowych oczu.
- Być może. - odpowiedział ledwie dosłyszalnym szeptem.
- Czyli teoretycznie odciągnął byś go, gdyby robił coś złego? - drążyła, niewinnie patrząc w sufit.
W jednej chwili Blaise obrócił się twarzą do niej i spojrzał jej prosto w oczy.
- Nie powinnyście się w to z Hermioną ani mieszać, ani bawić w detektywów, bo to może się źle skończyć. Draco ma własne sprawy, a to co się teraz dzieje... to nie jest tak do końca takie proste. - umilkł na chwilę wpatrując się uporczywie w jej brązowe oczy. - Mam tylko jedną prośbę. - dodał, a jego głos był stanowczy, ale Ginny doszukała się w nim nutki błagalnego tonu. - Nie wypytujcie go o nic, nie szukajcie przyczyny. Jestem pewny, że gdy będzie gotowy dowiecie się o tym.
Cofnął się o krok od niej, ale nie spuścił z oczu jej oczu.
- Dzięki, ale dojdę sam. - stwierdził i zniknął za zakrętem pozostawiając gryfonkę rozkojarzoną i zbitą z tropu.
Jeszcze długo stała i patrzyła w miejsce, w którym zniknął.
- Czyli teoretycznie odciągnął byś go, gdyby robił coś złego? - drążyła, niewinnie patrząc w sufit.
W jednej chwili Blaise obrócił się twarzą do niej i spojrzał jej prosto w oczy.
- Nie powinnyście się w to z Hermioną ani mieszać, ani bawić w detektywów, bo to może się źle skończyć. Draco ma własne sprawy, a to co się teraz dzieje... to nie jest tak do końca takie proste. - umilkł na chwilę wpatrując się uporczywie w jej brązowe oczy. - Mam tylko jedną prośbę. - dodał, a jego głos był stanowczy, ale Ginny doszukała się w nim nutki błagalnego tonu. - Nie wypytujcie go o nic, nie szukajcie przyczyny. Jestem pewny, że gdy będzie gotowy dowiecie się o tym.
Cofnął się o krok od niej, ale nie spuścił z oczu jej oczu.
- Dzięki, ale dojdę sam. - stwierdził i zniknął za zakrętem pozostawiając gryfonkę rozkojarzoną i zbitą z tropu.
Jeszcze długo stała i patrzyła w miejsce, w którym zniknął.
***
Następnego ranka Hermiona wstała wypoczęta i gotowa na nowy dzień. Był poniedziałek, a to znaczyło rozpoczęcie zajęć. Szybko więc wstała i ogarnęła się, po czym popędziła do Wielkiej Sali. Była jedną z pierwszych osób, które postanowiły zejść na śniadanie, toteż nie zastała w jadalni zbyt wielu znajomych twarzy. Za to Neville machał do niej z końca stołu uśmiechając się promiennie.
- Co tam Neville? - zapytała brązowowłosa siadając do stołu i nakładając na swój talerz kilka kanapek.
- A nic specjalnego. - powiedział jednak dalej uśmiechał się jak głupi.
- Przestań! Przecież widzę, że coś się stało. - powiedziała śmiejąc się i patrząc przenikliwie na przyjaciela. - No gadaj. - zachęciła go lekko szturchając go w ramię.
- No w takim razie... mamy dzisiaj z Luną rocznicę... i przygotowałem coś niezwykłego. - pochwalił się z uśmiechem większym niż jego twarz.
Brązowowłosa roześmiała się i poczochrała jego włosy. Zaśmiali się oboje.
- Ale ja bym chciała mieć takiego faceta jak ty. - westchnęła z rezygnacją Hermiona i napiła się soku. Nałożyła sobie jeszcze kilka kanapek.
- Przestań, bo się zarumienię. - powiedział Neville śmiejąc się i dźgając ją palcem między żebra.
Przez chwilę zajęli się jedzeniem: Hermiona swoją entą kanapką, a Neville płatkami na mleku. W końcu chłopak usiadł bokiem i spojrzał na profil szatynki.
- Boże, myślałem, że tylko kobiety w ciąży tyle jedzą! - wykrzyknął i uśmiechnął się sugestywnie, po czym zrobił przerażoną minę, za co dostał kuksańca między żebra.
- No wiesz co?! Okropny jesteś. - powiedziała dziewczyna ledwo łapiąc oddech przez śmiech. Neville również radził sobie niewiele lepiej.
Jeszcze chwilę rozmawiali, po czym Hermiona postanowiła, że pójdzie już pod salę. Pożegnała się więc z gryfonem i ruszyła ciemnym korytarzem pod salę Zaklęć.
Czekało tam już kilka osób. Brązowowłosa stanęła przy najbliższym oknie i zapatrzyła się w perłowe krople deszczu zacinające raz po raz w okna zamku. Wzdrygnęła się lekko i rozejrzała po korytarzu, który wypełnił się ludźmi, zdając sobie sprawę, że myślała o Harrym i starych dobrych czasach, kiedy to wszyscy razem stawali pod klasą i zastanawiali się co będą dzisiaj robić. Coraz częściej zdarzały jej się takie rozmyślania.
Mimowolnie zaczęła szukać wzrokiem blond włosów i tego niemądrego uśmiechu, który zwykle miał na twarzy, ale zamiast tego spostrzegła Blaise'a, który machał do niej i pokazywał, żeby do niego podeszła.
- Jak tam po wczorajszej imprezie? - zapytał i uśmiechnął się szczerze.
- W sumie nie było tak źle. - powiedziała i odwzajemniła uśmiech.
- Musiałem dużo wypić wczoraj, bo łeb mnie bolał, tak okropnie, że Nott musiał pomóc mi dojść do łazienki, żebym mógł zwymiotować. - poskarżył się brunet i wygiął usta w podkówkę.
- Mogłam żyć bez tej informacji. - stwierdziła Hermiona krzywiąc się lekko.
W tej chwili drzwi od klasy się otworzyły i pojawił się w nich prof Flitwick.
Kilka godzin później Hermiona wychodziła z klasy Transmutacji z nosem w książce.
- I pamiętajcie przeczytać ten rozdział. - usłyszała za sobą głos prof. McGonagall.
Uśmiechnęła do siebie i skręciła w następny korytarz, po omacku kierując się do Pokoju Wspólnego Gryffindoru, gdzie umówiła się z Ginny. Nie uszła jednak nawet dwóch metrów, gdy za sobą usłyszała wysoki, przepełniony na wskroś jadem, dziewczęcy głos.
- Sama Granger? Szlamom niebezpiecznie jest samym włóczyć się po zamku.
Obróciła się. To Astoria Greengrass szła w jej stronę w otoczeniu swoich koleżanek. Jednak nie tylko Astoria dalej żyła teorią krwi.
- Jeśli czujesz się tu zagrożona, to na pewno nie jest to moja sprawa. - odpyskowała Hermiona ze złośliwym uśmiechem. Dobrze pamiętała swoją ostatnią potyczkę z tą wnerwiającą dziewuchą i nie miała najmniejszej ochoty zaczynać z nią dyskusji.
Już miała się odwrócić i pójść dalej, kiedy zatrzymał ją głos Astori.
- Już ci mówiłam brudna szlamo, że jeszcze ci się odwdzięczę. Teraz mnie popamiętasz. - powiedział blondynka, a była już niebezpiecznie blisko. W jej oczach płonął jawny gniew.
- Sześć na jedną? W sumie mogłam się tego po tobie spodziewać. - usłyszała gryfonka za sobą i szybko się odwróciła. - Ale chyba nie wierzyłaś, że dasz radę pokonać Hermionę nawet ze swoimi sześcioma głupimi koleżaneczkami?
Pansy stała na końcu korytarza i patrzyła hardo na każdą dziewczynę po kolei. Najdłużej jednak swój pełen nienawiści wzrok zatrzymała na Astorii, która z równą niechęcią patrzyła na nią samą.
- Stałaś się obrończynią szlam i zdrajców krwi? A może chcesz się na kimś wyżyć, bo nie układa ci się w związku? Mówiłam ci że on jest zwykłym zdrajcą krwi, a ty jesteś teraz taka sama. Skończysz tak jak poprzednim razem. - powiedziała i jednocześnie splunęła na podłogę. Rozejrzała się po swoich przyjaciółkach z szyderczym uśmiechem. - Ups, teraz nie ma Draco, który by cię obronił. - udała smutną, co niezbyt jej wyszło, bo na jej ustach ciągle widniał złośliwy uśmiech.
Pansy zacisnęła ręce.
- To nie jest twoja sprawa. - warknęła cicho. Astoria roześmiała się.
- A tak w ogóle, to gdzie on jest? Może się już wami znudził?
Pansy pobielała na twarzy i doskoczyła do blondynki. Jednym spojrzeniem zmyła z jej twarzy uśmiech.
- Wyp***rzaj stąd w tej chwili i nie chcę cię więcej widzieć. - powiedziała przez zaciśnięte zęby. - Albo wszyscy dowiedzą się, co zrobiłaś.
Blondynka chwilę patrzyła nienawistnym wzrokiem na Parkinson, która wyglądała w tej chwili jeszcze groźniej niż zwykle. Kiwnęła głową na swoje przyjaciółki i ruszyły w przeciwny koniec korytarza. Zanim jednak zniknęły za zakrętem, Astoria rzuciła Hermionie powłóczyste spojrzenie, które wyrażało " Jeszcze się spotkamy, szlamo."
Kiedy w końcu odeszły Pansy odwróciła się do Hermiony.
- Nie musisz dziękować. - powiedziała ciężko oddychając. Wyprostowała się i spojrzała badawczo na brązowowłosą, po czym się uśmiechnęła.
- No... dobra... Ale tak w sumie, dlaczego to zrobiłaś? - zapytała gryfonka dalej trochę skołowana całą tą sytuacją.
- Po prostu nienawidzę jak tak idiotka kogokolwiek obraża. - powiedziała ślizgonka ruszając korytarzem. Hermiona pobiegła za nią.
- O co jej chodziło? No wiesz... kiedy mówiła, że skończysz jak poprzednim razem. - zapytała brązowowłosa. Wiedziała, że jest zbyt ciekawska, ale to było silniejsze od niej. Zagryzła wargi czekając na odpowiedź i wpatrzyła się w profil ślizgonki.
- O coś, o czym nie chcę rozmawiać. - powiedziała brunetka i zacisnęła mocno wargi.
Szły chwilę.
- Wiesz gdzie jest Draco? - zadała jeszcze jedno pytanie.
Pansy nie odpowiedziała, co Hermiona uznała za tak.
- Powiesz mi?
Zatrzymały się na skrzyżowaniu dwóch korytarzy.
- Bywaj Granger. - rzuciła jeszcze tylko Pansy i skręciła w prawo. Szła szybko przyciskając mocno książkę do swoich piersi, jakby bała się, że ktoś jej ją zaraz wyrwie.
Czekało tam już kilka osób. Brązowowłosa stanęła przy najbliższym oknie i zapatrzyła się w perłowe krople deszczu zacinające raz po raz w okna zamku. Wzdrygnęła się lekko i rozejrzała po korytarzu, który wypełnił się ludźmi, zdając sobie sprawę, że myślała o Harrym i starych dobrych czasach, kiedy to wszyscy razem stawali pod klasą i zastanawiali się co będą dzisiaj robić. Coraz częściej zdarzały jej się takie rozmyślania.
Mimowolnie zaczęła szukać wzrokiem blond włosów i tego niemądrego uśmiechu, który zwykle miał na twarzy, ale zamiast tego spostrzegła Blaise'a, który machał do niej i pokazywał, żeby do niego podeszła.
- Jak tam po wczorajszej imprezie? - zapytał i uśmiechnął się szczerze.
- W sumie nie było tak źle. - powiedziała i odwzajemniła uśmiech.
- Musiałem dużo wypić wczoraj, bo łeb mnie bolał, tak okropnie, że Nott musiał pomóc mi dojść do łazienki, żebym mógł zwymiotować. - poskarżył się brunet i wygiął usta w podkówkę.
- Mogłam żyć bez tej informacji. - stwierdziła Hermiona krzywiąc się lekko.
W tej chwili drzwi od klasy się otworzyły i pojawił się w nich prof Flitwick.
Kilka godzin później Hermiona wychodziła z klasy Transmutacji z nosem w książce.
- I pamiętajcie przeczytać ten rozdział. - usłyszała za sobą głos prof. McGonagall.
Uśmiechnęła do siebie i skręciła w następny korytarz, po omacku kierując się do Pokoju Wspólnego Gryffindoru, gdzie umówiła się z Ginny. Nie uszła jednak nawet dwóch metrów, gdy za sobą usłyszała wysoki, przepełniony na wskroś jadem, dziewczęcy głos.
- Sama Granger? Szlamom niebezpiecznie jest samym włóczyć się po zamku.
Obróciła się. To Astoria Greengrass szła w jej stronę w otoczeniu swoich koleżanek. Jednak nie tylko Astoria dalej żyła teorią krwi.
- Jeśli czujesz się tu zagrożona, to na pewno nie jest to moja sprawa. - odpyskowała Hermiona ze złośliwym uśmiechem. Dobrze pamiętała swoją ostatnią potyczkę z tą wnerwiającą dziewuchą i nie miała najmniejszej ochoty zaczynać z nią dyskusji.
Już miała się odwrócić i pójść dalej, kiedy zatrzymał ją głos Astori.
- Już ci mówiłam brudna szlamo, że jeszcze ci się odwdzięczę. Teraz mnie popamiętasz. - powiedział blondynka, a była już niebezpiecznie blisko. W jej oczach płonął jawny gniew.
- Sześć na jedną? W sumie mogłam się tego po tobie spodziewać. - usłyszała gryfonka za sobą i szybko się odwróciła. - Ale chyba nie wierzyłaś, że dasz radę pokonać Hermionę nawet ze swoimi sześcioma głupimi koleżaneczkami?
Pansy stała na końcu korytarza i patrzyła hardo na każdą dziewczynę po kolei. Najdłużej jednak swój pełen nienawiści wzrok zatrzymała na Astorii, która z równą niechęcią patrzyła na nią samą.
- Stałaś się obrończynią szlam i zdrajców krwi? A może chcesz się na kimś wyżyć, bo nie układa ci się w związku? Mówiłam ci że on jest zwykłym zdrajcą krwi, a ty jesteś teraz taka sama. Skończysz tak jak poprzednim razem. - powiedziała i jednocześnie splunęła na podłogę. Rozejrzała się po swoich przyjaciółkach z szyderczym uśmiechem. - Ups, teraz nie ma Draco, który by cię obronił. - udała smutną, co niezbyt jej wyszło, bo na jej ustach ciągle widniał złośliwy uśmiech.
Pansy zacisnęła ręce.
- To nie jest twoja sprawa. - warknęła cicho. Astoria roześmiała się.
- A tak w ogóle, to gdzie on jest? Może się już wami znudził?
Pansy pobielała na twarzy i doskoczyła do blondynki. Jednym spojrzeniem zmyła z jej twarzy uśmiech.
- Wyp***rzaj stąd w tej chwili i nie chcę cię więcej widzieć. - powiedziała przez zaciśnięte zęby. - Albo wszyscy dowiedzą się, co zrobiłaś.
Blondynka chwilę patrzyła nienawistnym wzrokiem na Parkinson, która wyglądała w tej chwili jeszcze groźniej niż zwykle. Kiwnęła głową na swoje przyjaciółki i ruszyły w przeciwny koniec korytarza. Zanim jednak zniknęły za zakrętem, Astoria rzuciła Hermionie powłóczyste spojrzenie, które wyrażało " Jeszcze się spotkamy, szlamo."
Kiedy w końcu odeszły Pansy odwróciła się do Hermiony.
- Nie musisz dziękować. - powiedziała ciężko oddychając. Wyprostowała się i spojrzała badawczo na brązowowłosą, po czym się uśmiechnęła.
- No... dobra... Ale tak w sumie, dlaczego to zrobiłaś? - zapytała gryfonka dalej trochę skołowana całą tą sytuacją.
- Po prostu nienawidzę jak tak idiotka kogokolwiek obraża. - powiedziała ślizgonka ruszając korytarzem. Hermiona pobiegła za nią.
- O co jej chodziło? No wiesz... kiedy mówiła, że skończysz jak poprzednim razem. - zapytała brązowowłosa. Wiedziała, że jest zbyt ciekawska, ale to było silniejsze od niej. Zagryzła wargi czekając na odpowiedź i wpatrzyła się w profil ślizgonki.
- O coś, o czym nie chcę rozmawiać. - powiedziała brunetka i zacisnęła mocno wargi.
Szły chwilę.
- Wiesz gdzie jest Draco? - zadała jeszcze jedno pytanie.
Pansy nie odpowiedziała, co Hermiona uznała za tak.
- Powiesz mi?
Zatrzymały się na skrzyżowaniu dwóch korytarzy.
- Bywaj Granger. - rzuciła jeszcze tylko Pansy i skręciła w prawo. Szła szybko przyciskając mocno książkę do swoich piersi, jakby bała się, że ktoś jej ją zaraz wyrwie.
***
Następny w kalendarzu był wtorek. Hermiona bardzo się cieszyła, bo nie doszła jej żadna informacja, że Dracona nie będzie na ich wyrównawczym spotkaniu, więc w głębi duszy miała nadzieję, że pojawi się na dzisiejszych zajęciach. Nie wiedziała do końca dlaczego, ale bardzo chciała zobaczyć się dzisiaj z blondynem. Chciała, żeby uśmiechnął się tym swoim idiotycznym uśmiechem i zapytał jak tam.
Ogarnęła się i ruszyła na śniadanie dziarskim krokiem. Po drodze spotkała kilka znajomych twarzy, ale co najmniej dziwne było to, że wszyscy zwracali na nią większą uwagę niż zazwyczaj. Wokół niej rozlegały się szepty, a kilkoro bardziej śmiałych osób podeszło i poklepało ją po ramieniu. Był to jednak wierzchołek góry lodowej, bowiem gdy tylko weszła do Wielkiej Sali zapanowała taka cisza, o której nie słyszano chyba od początków tej szkoły. Była odprowadzana wzrokami uczniów. Słyszała ciche szepty typu " Nigdy bym się tego nie spodziewał..."
Hermionę przeszedł dreszcz niepokoju. A jeśli to Draco coś zmajstrował? A może stało mu się coś złego? No bo to chyba nie chodziło bezpośrednio o nią...
Szybko doszła do swojego stałego miejsca. Siedziała tam już Ginny i czytała Najnowszego Proroka Codziennego, a po jej twarzy skapywały perliste łzy.
Hermiona klękła obok dziewczyny z niepokojem w oczach.
- Ginny co...? - ale nie dokończyła, bo Ruda zerwała się ze swojego miejsca z płaczem i wybiegła z Wielkiej Sali.
Brązowowłosa spojrzała na zmiętą gazetę, którą w pośpiechu rzuciła jej przyjaciółka i już wiedziała o co chodzi.
***
Tego dnia Draco schodząc na śniadanie wyglądał jakby nie spał przynajmniej przez tydzień. Skórę miał jeszcze bledszą niż zwykle, tak że przypominała wybieloną kartkę super białego papieru, a włosy, zawsze w artystycznym nieładzie, teraz pozostawały tylko w nieładzie.
Blaise, podobnie jak Pofesor Snape uważał, że Draco powinien ten dzień spędzić w łóżku i porządnie się wyspać, ale chłopak uparcie nalegał, że nie chce tracić następnego dnia lekcji i oczywiście, choć nikomu tego nie powiedział, chciał się zobaczyć z Hermioną.
Weszli właśnie razem do Wielkiej Sali, kiedy coś, a może raczej ktoś dosłownie wpadł w ramiona Draco.
- Hermiona? - zapytał skołowany i postawił dziewczynę przed sobą ale nie zdążył jednak dokończyć, bo dziewczyna wyszła z komnaty z nieobecnym wzrokiem.
Blondyn rozejrzał się po sali szukając uzasadnienia jej dziwnego zachowania. Jego wzrok padł na gazetę leżącą na stole Slytherinu, a kiedy zobaczył postać uśmiechającą się ze zdjęcia na pierwszej stronie bez większego namysłu pobiegł za gryfonką.
____________________________________
Witam!
Nowy rozdział napisany w terminie! Jestem z siebie taka
dumna, że aż chyba zjem całą czekoladę :) Rozpoczynają się
mam nadzieję ważniejsze zdarzenia, które powinny odróżnić
moje opowiadanie od innych. Wkraczamy w jeden z ciekawszych
motywów tego dramione i zarazem jeden z kluczowych
tematów, a będzie ich kilka ;) Życzę miłego czytnia i do
następnego rozdziału!
Nie Normalna
PS Bardzo proszę o KOMENTARZE!!! Naprawdę, moja wena dostaje skrzydeł kiedy je czytam, nawet jeśli są negatywne.
Nienawidzę swojego Internetu - zrozumiesz to, że kiedy nacisnęłam magiczny przycisk "Opublikuj", rozłączyło mnie? Ten świat jest taki okrutny...
OdpowiedzUsuńTo w skrócie:
- nie używaj skrótów (profesor, a nie prof.), mamy taki piękny język (podobno najtrudniejszy na świecie), więc bierzmy z niego tyle, ile się da! :D
- cieszę się, że masz pomysł (mogę tylko życzyć, byś znalazła inspirację nawet w poobijanym kubku z parującą herbatą) :)
- nie robi się takich rzeczy. Wiesz co? Może ogłoszę protest i wszystkim autorkom zręcznie wybiję z głowy takie pomysły. Nie przerywa się w takim momencie! Arghh... I co? Mam teraz czekać? No pewnie, Cassie jest zbyt zaciekawiona i zaintrygowana, by teraz odejść, więc można kończyć rozdział, gdzie się żywnie podoba? Błąd. Odchodzę i tyle.
Kiedy rozdział...? Jestem taka słaba... :D
Życzę, byś nie podzieliła losu tragicznego Ikara, tylko wzniosła się na wyżyny nieprzewidywalnej i nieskończonej wyobraźni. :)
Pozdrawiam,
Cassie :)
wieczne-pioro-cassie.blogspot.com
Wprost uwielbiam twoje komentarze :) Po nich zawsze dostaję takiego mocnego kopa do dalszej pracy. Tak więc biorę się do pisania następnego rozdziału i specjalnie dla ciebie wstawię go trochę wcześniej!
OdpowiedzUsuńNie Normalna
Jejki dziewczyno w takim momenie!? Wyczuwam zemstę Astorii? Nie napiszę nic więcej za bardzo jestem zniecierpliwiona do przeczytania nowego rozdziału!;)
OdpowiedzUsuń