czwartek, 3 września 2015

Rozdział 11

Stała na rozstaju polnych dróg. Przed nią stał drogowskaz z nieoznakowanymi tabliczkami. Rozglądnęła się dookoła. Nie było tu nikogo oprócz niej. Jeszcze raz spojrzała na drogowskaz i zagryzła wargę. Co to miało znaczyć? Wyciągnęła przed siebie rękę i niepewnie zrobiła krok przed siebie...

Scena się zmieniła. Otaczała ją ciemność. Wszędzie odzywały się szepty i szmery. Nagle z nicości wyłoniła się chuda kobieta w zwiewnej szacie z nieobecnym wzrokiem.
- Ma...mama? - zapytała słabym głosem starając się skupić na niej wzrok. - Hej, to ja, Hermiona! Mamo, to ja!
Brązowowłosa starała się podbiec do kobiety, ale dopiero teraz zauważyła kajdany na swoich nadgarstkach, krępujące jej ręce.
- Mamo, proszę, spójrz na mnie. - poprosiła. - Proszę cię, pomóż mi.
Kobieta nie zwróciła na nią uwagi. Dalej szła przed siebie.
- Mamo! - krzyknęła coraz bardziej histerycznym głosem. - Dlaczego nie zwracasz na mnie uwagi?!
I wtedy to się stało. Kobieta zwróciła swoją chudą, bladą twarz w stronę córki, a gryfonkę zalała fala bólu. Upadła na podłogę a z jej oczu popłynęły łzy.
Leżała chwilę i dyszała ciężko kiedy tortury minęły. Podniosła się na kolana i spojrzała na kobietę, która dalej szła przed siebie. Z mgły wyłoniła się kolejna postać. Wysoki mężczyzna z brązowymi włosami.
- Tato? Tato, zrób coś! - krzyczała brązowooka zalewając się łzami. - Proszę pomóż mi, z mamą jest coś nie tak, musimy się stąd wydostać i jej pomóc!
Znowu przeszyła ją fala bólu, ale tym razem nie upadła, dalej krzyczała, ale nikt nie reagował. Ból przeszywał ją raz za razem, a ona tylko krzyczała i prosiła o pomoc, w trakcie gdy coraz więcej osób o nieobecnym wzroku przybywało do sali. Wszyscy tylko na nią patrzyli, nikt nie pomógł...

***

- Hermiona! Hermiona do cholery obudź się!
Draco już od dłuższej chwili próbował obudzić rzucającą się i płaczącą dziewczynę. Perłowe łzy spływały po jej policzkach, mocząc tym samym koszulę nocną.
Nagle gryfonka otworzyła oczy i gwałtownie podniosła się z łóżka uderzając tym samym swoją głową w twarz blondyna. Chłopak zatoczył się do tyłu i przytrzymał szafki nocnej.
Brązowowłosa rozejrzała się szybko po pokoju i dopiero po chwili spostrzegła trzymającego się za obolałą twarz ślizgona.
- O Boże Draco, tak bardzo cię przepraszam. - powiedziała szybko i podniosła się z łóżka. Blondyn tylko machnął ręką.
- To nic wielkiego, do jutra nie będzie śladu. - wysapał podchodząc bliżej niej. Hermiona dalej nie wyglądała na przekonaną. - Naprawdę nic mi nie jest.
Podeszła do niego i odsunęła rękę z jego twarzy. Przejechała opuszkami palców po jego miękkim policzku, teraz uwalanym krwią. Patrzyła chwilę w jego stalowo szare oczy dalej dotykając jego twarzy.
Nagle sięgnęła po różdżkę, przyłożyła do opuchlizny i wyszeptała jakieś zaklęcie. Rana od razu znikła.
- Już wyglądasz równie nieskazitelnie jak zwykle. - wyszeptała wracając do łóżka. Spojrzała na niego przenikliwym wzrokiem - Swoją drogą to skąd wiedziałeś, że znów mam koszmar? Jestem pewna, że wyciszyłam pokój.
- Mam swoje sposoby. - wyszeptał dalej stojąc w tym samym miejscu. Zapanowała niezręczna cisza kiedy Hermiona wsunęła się pod kołdrę. Ślizgon jeszcze chwilę patrzył w jej stronę, po czym skierował się do drzwi.
- Dziękuję... Draco. - usłyszał za sobą jeszcze cichy szept zasypiającej dziewczyny.

***

Następnego ranka Hermiona wstała i podeszła do kalendarza, żeby wyrwać następną kartkę. Westchnęła cicho. Był już koniec października.
Weszła do łazienki z zamiarem wzięcia kąpieli i już po chwili poczuła na swojej skórze ciepłe krople wody miarowo uderzające o jej ciało. Miała teraz czas na myślenie, na poukładanie wszystkiego. Minęło już tyle czasu, a ona dalej nie mogła zapomnieć. Koszmary nawiedzały ją tak często, a ona nie mogła nic zrobi. I choć tyle razy powtarzała sobie, że to wszystko już minęło, że nie zawiniła, to i tak cały czas było tak samo, czuła się winna za śmierć tych wszystkich osób... I jeszcze Draco... Tak bardzo pomógł jej w tych ostatnich miesiącach, ale czuła się źle z tym, że się z nim zadaje. "On się zmienił, chce zacząć nowe życie. Powinnam mu w tym pomóc." - przemknęło jej przez myśl.
Otworzyła oczy i poczuła, że woda zrobiła się zimna, a skóra pomarszczona. Szybko wyłączyła prysznic i wyszła z łazienki. Ubrała się luźno i usiadła wygodnie na fotelu. Przywołała kubek herbaty i swoją ulubioną książkę. Nie wybierała się dzisiaj nigdzie, najwyżej do biblioteki, albo do Ginny. Co prawda Malfoy wspominał wczoraj na patrolu o tym, że spotyka się dzisiaj z Jess'em i Zabbini'm, ale prawdę mówiąc wcale nie chciało jej się iść na to spotkanie. Postanowiła poświęcić ten dzień na relaks, zwłaszcza że za oknem było dość pochmurno.

Po jakimś czasie poczuła nieprzyjemne skręcanie w brzuchu i spojrzała na zegarek.
- Świetnie! - powiedziała uradowana sama do siebie i klasnęła w dłonie. Zebrała swoje rzeczy i ruszyła na trwający od piętnastu minut obiad.
W Pokoju Wspólnym nie zastała nikogo, co było dość dziwne. "Może poszli już na obiad?" - pomyślała i przeszła przez obraz. Podążając korytarzem pomyślała jednak, że dziwi się, dlaczego Malfoy nie poczekał na nią. Wstrząsnęła szybko głową i przyspieszyła kroku. Co ją to w ogóle obchodzi? Może miał jakieś inne, ważniejsze sprawy na głowie... ważniejsze... Pokonała marmurowe schody i znalazła się przed Wielką Salą. Nie było w niej zbyt wielu uczniów.
Podeszła do stołu gryfonów, ale nie zastała tam żadnej znajomej twarzy. Zrezygnowana usiadła i spojrzała na stół Slytherinu w nadziei, że może tam znajdzie kogoś znajomego. Nic z tego. Siedziało tam tylko kilku pierwszorocznych i jakiś wielki chłopak z piątej klasy.
Wzruszyła ramionami i zajęła się swoim obiadem.
Po skończonym posiłku wyszła z Wielkiej Sali z zamiarem wrócenia do dormitorium. Zatrzymała się jednak w Sali Wejściowej i spojrzała na dwór przez otwarte wrota. Bił stamtąd przyjemny chłód. Hermiona zapatrzyła się w krople roztrzaskujące się o twardy grunt. Rozejrzała się dookoła i powoli wyszła na deszcz. Spojrzała w górę dokładnie w czasie, kiedy następna błyskawica przecięła szare od chmur niebo. Uśmiechnęła się i zrobiła piruet.
- Następnym razem uprzedzaj mnie kiedy masz zamiar się rozchorować. Kto inny zaniesie cię do skrzydła szpitalnego, kiedy mnie nie będzie blisko?
Przestraszyła się lekko na dźwięk tego ciepłego głosu. Obróciła się szybko i zderzyła z czymś twardym, co przytrzymało ją, żeby nie upadła. Cofnęła się zmieszana. Nie podejrzewała, że Draco będzie stał tak blisko.
- Nie było cię ani w Pokoju Wspólnym, ani na obiedzie, pomyślałam... - w tym momencie zauważyła w jego dłoniach kilka butelek Kremowego Piwa.
- No, co pomyślałaś? - zapytał rozbawiony jej zachowaniem.
- Nic ważnego. - powiedziała szybko i lekko się do niego uśmiechnęła.
I znowu była mu wdzięczna, że nie nawiązał do zdarzeń tej nocy. Nie chciała o tym rozmawiać, jeszcze nie teraz, a blondyn to rozumiał.
Stali tak w ciszy, patrząc na siebie. Blondyn podniósł wzrok w momencie, kiedy kolejna błyskawica przecięła nieboskłon, a po niej nastąpił grzmot, i rozłożył ramiona.
- Będziemy tu tak stać i moknąć, czy może wejdziemy do szkoły i napijemy się gorącej czekolady?
Nie musiał powtarzać. Uśmiechnęła się szeroko i złapała go z ramię. Razem wpadli do szkoły, śmiejąc się i robiąc jak największe kałuże. Cali przemoczeni udali się do hogwardzkiej kuchni.
Poprosili skrzaty o dwa kubki gorącej czekolady i usiedli na kuchennym blacie. Śmiali się i rozmawiali. Gdyby ktoś spojrzał na to z boku mógłby powiedzieć, że zachowują się jakby znali się od lat, jak najlepsi przyjaciele.
- Co chciałbyś robić po skończeniu szkoły? - zapytała w końcu brązowooka i spojrzała na blondyna z tymi niesamowitymi iskierkami radości w oczach.
Chłopak zrobił rozmarzoną minę.
- Tak najbardziej chciałbym założyć własną firmę. - odpowiedział z uśmiechem pokazując przy tym rękami różne kształty. - Chciałbym zacząć wszystko od nowa, pokazać, że wcale nie jestem tym , za kogo wszyscy mnie uważają. Pozbyć się przeszłości...
Hermiona oparła się o jego ramię i zamknęła oczy wyobrażając sobie, to o czym mówił ślizgon.
-... a kiedy już moja firma by się rozrosła, to kupiłbym mały dom. Ale żeby był jednocześnie nad wodą i w górach... tak... Poznałbym moją żonę, którą kochałbym nad życie i założył z nią rodzinę, a później nauczyłbym wszystkiego syna i przekazał mu moją firmę. Nigdy nie będę jak mój ojciec. Oddałbym życie za ludzi, których kocham.
Przerwał i spojrzał na dziewczynę opartą o jego ramię. Jej twarz była taka spokojna, kiedy tak leżała. Zastanawiał się, czy był dla niej oparciem w ostatnich tygodniach, czy chociaż po części wynagrodził jej te wszystkie lata zła. Spojrzał na jej podwinięty rękaw na którym dalej widniała blizna, którą wycięła na jej ręce jego ciotka. Odwrócił szybko głowę, a jedna mała łza potoczyła się po jego policzku. Natychmiast ją otarł i zganił siebie w myślach."Jesteś Draco Malfoy. Weź się w garść stary." - pomyślała. Szturchnął delikatnie gryfonkę.
- Hermiona, wstawaj. - powiedział najłagodniej jak potrafił.
Dziewczyna uśmiechnęła się.
- Opowiedz mi coś jeszcze. - poprosiła. Uśmiechnął się, ale jeszcze raz ją szturchnął.
- Muszę już iść. Zabbini i Jess i tak pewnie mnie już zabiją.
Hermiona niechętnie wstała i odsunęła się od blondyna. Zeszli z blatu i wyszli z kuchni. Stanęli na korytarzu i spojrzeli skonfundowani w dwie różne strony.
- Nie idziesz ze mną? Chłopaki pewnie już czekają.
- Pójdę jeszcze do Gryffindoru. Lepiej biegnij już błagać ich o wybaczenie. - zaśmiała się lekko, ale Draco dalej patrzył na nią czujnym wzrokiem.
- Ale przyjdziesz później? - zapytał kompletnie ignorując drugą część zdania.
- Tak. Pójdę jeszcze tylko po Ginny i zaraz przyjdę. - powiedziała uśmiechając się, a chłopak odwzajemnił ten uśmiech jeszcze promienniej. Zrobił ruch, jakby chciał ją przytulić, ale najwyraźniej się rozmyślił, ponieważ tylko obrócił się na pięcie i odszedł dzierżąc w rękach Kremowe Piwo.
Hermiona jeszcze chwilę patrzyła jak butelki kołyszą się w jego dłoniach, dopóki nie zniknął za zakrętem. Westchnęła ciężko, uśmiechając się jednak do siebie jak głupia i ruszyła do wieży Gryffindoru, a w uszach pobrzmiewały jej słowa "Chciałbym zacząć wszystko od nowa...". 

Pół godziny później szyły z Ginny korytarzem. Stanęły przed portretem Mona Lisy i weszły do środka.
To co zastały w środku przeszło najśmielsze wyobrażenia Hermiony. Chłopcy ryczeli na cały głos, rzucając się co rusz na siebie i zaśmiewając z byle czego. Karty leżały na podłodze wokół nich, i nie zbierało się jakoś, żeby zostały złożone znowu w ładną talię. W złotym świetle ognia z kominka, kąpały się porozrzucane na ziemi butelki po Kremowym Piwie i Ognistej Whiski. Brązowowłosa spojrzała na to wszystko z dezaprobatą.
Chłopcy dopiero po chwili zorientowali się, że nie są już sami w pomieszczeniu. Usiedli w równym rządku na kanapie i ze skrępowaniem spojrzeli na obie gryfonki.
Hermiona odchrząknęła i spojrzała karcąco na zmieszanych facetów, choć w duszy śmiała się. To jednak prawda, że mężczyźni nigdy nie dorastają.
Pierwszy werwę odzyskał Draco. Momentalnie poderwał się z fotela i znalazł się przy dziewczynach.
- Nie spodziewaliśmy się was tak wcześnie. - powiedział prowadząc je do stolika na którym "grali" w karty.
Hermiona usiadła od nich jak najdalej, dalej udając oburzenie.
- I to ma być wieczorek karciany? - zapytała surowym tonem i uniosła brew. Jednak w jej brązowych oczach zaiskrzyło rozbawienie. - I co? Mieliście zamiar przywitać nas całkiem zalani?
- No nie przesadzajmy... - powiedział przymilnie Zabbini i uśmiechnął się słodko. - Upici? Mionka, przecież nas znasz...
Hermiona tylko wywróciła oczami.
- A ty Ginny? Ty w nas wierzysz? - zapytał Diabeł błagalnym wzrokiem patrząc na przysłuchującą się całej rozmowie Rudą.
- Jasne, jak że bym śmiała nie. - powiedziała dziewczyna i zaczęła zbierać karty. - Gramy? - zapytała, kiedy podniosła się spod stolika z talią kart w ręce.
- Jak nie jak tak! - zawołał uradowany Jess. Wziął od dziewczyny karty i zaczął je rozdawać.
Siedzieli chwilę w ciszy, patrząc jak karty śmigają, sprawnie rozdawane przez dłonie Krukona. Wkrótce na stoliku pojawiło się pięć kupek, a po chwili wszystkie zostały zabrane przez swoich właścicieli, oprócz jednej. Hermiona nie zamierzała wziąć do ręki swojego stosiku.
- Chyba się pomyliłeś. - powiedziała odsuwając swoje karty na środek blatu. - Ja nie gram. - oświadczyła z grobową miną.
Wszyscy popatrzyli na nią zdumieni.
- No co ty Miona, zagraj z nami. - poprosiła młodsza gryfonka patrząc prosząco na przyjaciółkę.
- Zostaw ją Ginny. - powiedział Draco kładąc rękę na ramieniu dziewczyny i uśmiechając się przebiegle do brązowookiej. - Jeśli nie che grać, to nie będziemy straszyć jej przegraną. - westchnął teatralnie. - A myślałem, że gryfoni nie tchórzą...
Temperatura w pokoju momentalnie zmalała o jakieś dziesięć stopni.
- Gryfoni nigdy nie tchórzą. - powiedziała Hermiona cichym, sykliwym głosem, piorunując wzrokiem blondyna i chwytając jednocześnie swoje karty. W tym momencie wyglądała naprawdę przerażająco. - A już na pewno nie ja. - dodała jeszcze ciszej.
Draco trochę się zląkł patrząc na to przerażające oblicze.
Usłyszał głos Ginny tuż przy swoim uchu: - Nieźle się wkopałeś. - szepnęła. - Ostatni raz, kiedy Mark Minedburg zarzucił jej tchórzostwo, wysłała go w bezterminową wycieczkę w kosmos. Odtąd Marka nie widzieliśmy.
Chłopak głośno przełknął ślinę.
Hermiona tymczasem spojrzała na przerażone twarze swoich przyjaciół i zrozumiała, że posunęła się za daleko. Nic jednak nie mogła na to poradzić. Nikt nie miał prawa zarzucać jej, że jest tchórzem, zwłaszcza po tym ile przeżyła, ile wycierpiała... nawet dla żartów. Szybko postanowiła obrócić to wszystko w żart. Na jej usta wypłynął lekki uśmiech, a po chwili się roześmiała.
- Żebyście widzieli wasze miny, wyglądaliście, jakbyście się spodziewali, że zaraz was czymś przeklnę. - zaśmiewała się próbując złapać oddech.
- Wow, Miona, to było... straszne... - stwierdził blady jak papier Blaise, ale za chwilę również zaczął się śmiać ze swojej jakże głupiej miny.

Reszta wieczoru przebiegła już w wesołej atmosferze. Wszyscy śmiali się, a radość zapijali alkoholem. Nie było jednego zwycięzcy, każdy wygrywał po kolei.
- Już północ. - stwierdziła po kilku godzinach Hermiona patrząc na swój zegarek.
- Wypijmy za północ! - krzyknął znowu Blaise i korzystając z okazji nalał każdemu jeszcze trochę Whisky.
Zabawa trwałaby pewnie jeszcze długo, gdyby nie pewna sowa, która w pewnym momencie z impetem wpadła przez okno.

________________________________________________________

Po bardzo długim czasie i wielu przeciwnościach losu
w końcu jest nowy rozdział. Wena przy jego pisaniu była
bardzo kapryśna, ale mimo to jestem z niego w miarę
zadowolona :) Mam nadzieję, że będzie już tylko z górki, 
bowiem przed nami kilka kluczowych rozdziałów, w których będzie
więcej akcji i cała historia(miejmy nadzieję) nabierze kolorów.
Następny rozdział postaram się napisać na piątek,
czyli tak jak dotychczas. Dokończyłam dzisiaj ten rozdział
i pomyślałam, po co czekać do piątku? Już i tak się
na czekaliście. I w taki oto sposób rozdział dzisiaj, czyli dzień 
wcześniej :D Mam nadzieję, że się podobało ;)


Nie Normalna




3 komentarze:

  1. Nowy rozdział <3
    Dla mnie było o wiele lepiej, nawet nie ma co porównywać! :D
    Chociaż to może też być skutek długiego czekania na następny rozdział albo inne bzdety, którymi nie będę Ci zawracać głowy. :D
    Widziałam parę błędów (aż dziwne, czyżbym stawała się bardziej wyczulona?), ale to literówki, więc przejrzyj jeszcze raz, ale dokładnie i sama je zobaczysz. :D
    Hermiona... Respekt. :D Samym spojrzeniem sprawiłaś, że prawie narobili w gacie. Brawa dla niej! :D
    Pozdrawiam,
    Cassie :)

    wieczne-pioro-cassie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję za komentarz kochana :) Twoja opinia jest dla mnie bardzo ważna. Już dzisiaj siadam do następnego rozdziału i mam nadzieję że również będzie Ci się podobał. Tymczasem z niecierpliwością czekam na NN na twoim blogu!

    NN

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny! ;) piszesz naprawdę fajnie, akcja się rozwija i wszystko jest takie realne i naturalne; ) czyta się lekko i przyjemnie nie ma się czego przyczepić a ja lubię być uszczypliwa ;) jednak chciałam cie pochwalić za postęp jaki zrobiłaś jest Wielka różnica między 1 a 11 rozdzialem, pozytywna oczywiście, gratuluje !:]

    OdpowiedzUsuń